- Bezprawnik -
- Firma -
- Unia dała narzędzie do ochrony Bolesławca już w 2025 roku. Polska wciąż zwleka
Unia dała narzędzie do ochrony Bolesławca już w 2025 roku. Polska wciąż zwleka
Historia brzmi jak gotowy scenariusz na internetową sensację. Chińczycy mieli rzekomo stworzyć u siebie miejscowość o nazwie Bolesławiec, aby produkowaną w Chinach ceramikę można było przedstawiać jako pochodzącą z Polski. Problem w tym, że ta historia okazała się fake'em — nie ma wiarygodnych dowodów na istnienie w Chinach miejscowości o takiej nazwie ani na stworzenie jej w celu obejścia przepisów o oznaczeniach geograficznych.
I dobrze, że tę informację sprostowano. Nie oznacza to jednak, że problem, który stał się punktem wyjścia do całej historii, jest fikcyjny. Chińskie i inne zagraniczne imitacje produktów kojarzonych z Bolesławcem są realnym zagrożeniem dla polskich producentów.
Ceramika bolesławiecka to marka budowana przez pokolenia, nie tylko wzór na kubku
Ceramika bolesławiecka jest czymś więcej niż kolejnym produktem przemysłowym — to charakterystyczne wzornictwo, ręczne zdobienie i marka budowana przez setki lat. Dla lokalnych manufaktur jej rozpoznawalność jest ogromnym kapitałem. Wystarczy spojrzeć na to, jak ceniona jest ceramika z Bolesławca na Allegro i eBayu, gdzie za pojedyncze wyroby potrafią paść naprawdę wysokie kwoty.
Problem pojawia się wtedy, gdy na rynku pojawia się produkt, który wygląda jak ceramika bolesławiecka, wykorzystuje podobne wzory i skojarzenia, ale powstaje tysiące kilometrów dalej i jest sprzedawany znacznie taniej.
Dla konsumenta różnica może nie być oczywista. Jeżeli kupujący widzi charakterystyczne kropki, kwiaty czy pawie oczka, może uznać, że kupuje produkt związany z Bolesławcem. Tymczasem płaci za chińską imitację.
Chińskie imitacje to realne zagrożenie, nawet bez „chińskiego Bolesławca"
Skala zjawiska nie jest wcale abstrakcyjna. Konsumenci na co dzień stykają się z tym, jak łatwo trafić na podróbki z AliExpress czy innych chińskich platform — a mechanizm podszywania się pod rozpoznawalny styl działa podobnie również w przypadku ceramiki.
Unia Europejska już stworzyła ochronę oznaczeń geograficznych produktów rzemieślniczych
I tutaj pojawia się znacznie poważniejsze pytanie niż fikcyjna historia o „chińskim Bolesławcu". Dlaczego Polska dopiero teraz porządkuje krajowe rozwiązania dotyczące ochrony takich produktów, skoro odpowiednie przepisy unijne przyjęto już wcześniej?
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2411 wprowadziło na poziomie całej Unii ochronę oznaczeń geograficznych produktów rzemieślniczych i przemysłowych.
Nowy system zaczął być stosowany 1 grudnia 2025 r. Na jego podstawie ochroną mogą zostać objęte m.in. ceramika, szkło, tekstylia, biżuteria czy tradycyjne wyroby rzemieślnicze. Dotychczas europejski system oznaczeń geograficznych kojarzył się przede wszystkim z żywnością i napojami. Teraz podobny mechanizm rozszerzono na produkty przemysłowe i rzemieślnicze.
Że taki system realnie działa, najlepiej udowodnił oscypek — po objęciu ochroną unijną stał się rozpoznawalnym symbolem regionu i zyskał skuteczniejszą barierę przed podróbkami.
System już działa, a inne państwa UE chętnie z niego korzystają
Co szczególnie istotne, system już funkcjonuje, a inne państwa UE chętnie z niego korzystają. Do połowy 2026 r. EUIPO otrzymało 81 wniosków z siedmiu państw członkowskich, a 20 oznaczeń zostało już zarejestrowanych. Ceramika znalazła się wśród najczęściej reprezentowanych kategorii.
Dlaczego Polska reaguje dopiero teraz?
Unijne rozporządzenie uchwalono w 2023 r., a zaczęło być stosowane pod koniec 2025 r. Tymczasem polski rząd dopiero przygotowuje krajowe przepisy dostosowujące system do nowych zasad. Opieszałość jest o tyle zadziwiająca, że Polska nie musi wymyślać całego systemu od początku — unijne przepisy określiły procedurę.
Jak wygląda procedura rejestracji oznaczenia
W standardowym modelu producent lub grupa producentów najpierw składa wniosek do właściwego organu w swoim państwie. Ten przeprowadza krajową ocenę. Jeżeli wniosek zostanie zaakceptowany, dokumentacja trafia do EUIPO (Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej), który prowadzi dalszą procedurę na poziomie całej Unii.
Tak funkcjonuje system m.in. w państwach, które zdecydowały się na krajowy etap procedury. EUIPO wymienia obecnie m.in. Niemcy, Hiszpanię, Włochy, Grecję, Chorwację, Słowację, Rumunię czy Bułgarię wśród państw uczestniczących w standardowej procedurze krajowej. Istnieje również możliwość bezpośredniego zgłoszenia do EUIPO dla państw, które uzyskały odpowiednie odstępstwo od obowiązku prowadzenia krajowego etapu.
Polska dopiero organizuje krajowy system, a czasu jest coraz mniej
Warto zatem zapytać, czy naprawdę musieliśmy czekać do momentu, w którym problem podróbek stał się medialny, żeby zacząć budować krajowy system jego egzekwowania.
Polska musi teraz szybko stworzyć rozwiązania organizacyjne, wskazać właściwe organy i określić krajowe procedury. Urząd Patentowy RP informuje, że dla nowych oznaczeń geograficznych produktów nierolnych procedura odbywa się obecnie w ramach systemu unijnego. Co więcej, dla istniejących krajowych oznaczeń geograficznych przewidziano okres przejściowy. Do 2 grudnia 2026 r. państwa członkowskie muszą przekazać odpowiednie informacje dotyczące nazw, które mają zostać objęte ochroną unijną. Oznacza to, że czasu na uporządkowanie polskich interesów nie zostało już wiele.
Sama rejestracja nie wystarczy, potrzebna jest kontrola rynku i e-commerce
Największe wyzwanie zaczyna się jednak po wpisaniu produktu do rejestru. Unijne przepisy przewidują również kontrolę rynku. Państwa członkowskie mają wyznaczyć właściwe organy, które będą sprawdzały zgodność produktów ze specyfikacją i monitorowały wykorzystywanie oznaczeń geograficznych, również w handlu elektronicznym.
Może to być szczególnie ważne w przypadku Bolesławca. Podróbka może zostać wyprodukowana w Chinach, trafić do magazynu w innym państwie UE, a następnie pojawić się na platformie internetowej i zostać zaoferowana polskiemu klientowi. Wtedy sama rejestracja nazwy niewiele pomoże. Potrzebna jest szybka reakcja na nielegalną ofertę, współpraca z platformami handlowymi i realne kontrole. Zapowiadany koniec tanich zakupów Temu AliExpress pokazuje, że presja na chińskie platformy rośnie — ale bez sprawnej egzekucji same zapowiedzi nie wystarczą.
Bolesławiec jako test ochrony polskich marek regionalnych
Nowy system jest więc dla Polski ogromną szansą — nie tylko na ochronę jednej firmy tworzącej ceramikę, ale całego sektora lokalnego rzemiosła. Polska ma przecież wiele produktów, których wartość wynika właśnie z miejsca pochodzenia, tradycji i umiejętności. Dobrze widać to na eksporcie: polskie produkty popularne w USA to nie tylko żywność, ale też rękodzieło i ceramika kojarzona z konkretnym regionem. Jeżeli pozwolimy, aby ich nazwy i reputację bezkarnie wykorzystywali producenci tanich imitacji, stracą nie tylko konkretne manufaktury, ale całe regiony.
Dlatego historia o fikcyjnym „chińskim Bolesławcu" jest w pewnym sensie mniej istotna niż prawdziwy problem. Nie potrzebujemy wymyślonego chińskiego miasta, aby zobaczyć, jak łatwo skopiować polską markę. Potrzebujemy skutecznego systemu, który sprawi, że kopiowanie renomy polskich regionów przestanie się opłacać. A czas na jego uruchomienie w Polsce jest coraz krótszy — 2 grudnia 2026 r. to ważna data graniczna dla istniejących krajowych oznaczeń.
Bolesławiec powinien więc stać się nie symbolem internetowego fake'u, lecz testem, czy państwo potrafi ochronić realną wartość gospodarczą stworzoną przez pokolenia polskich rzemieślników.
zobacz więcej:











