- Bezprawnik -
- Środowisko -
- Po 1 listopada zostawimy na grobach 120 tys. ton śmieci. To tyle, ile system kaucyjny zbiera przez pół roku
Po 1 listopada zostawimy na grobach 120 tys. ton śmieci. To tyle, ile system kaucyjny zbiera przez pół roku
Zbliża się 1 listopada i uroczystość Wszystkich Świętych. Polacy tłumnie ruszą uczcić swoich zmarłych na cmentarzach. Zapalą znicze na ich grobach i zostawią kwiaty. Parę dni później coś trzeba będzie zrobić z tymi wszystkimi odpadami, których masę szacuje się na ok. 120 tys. ton.
Znicze i wiązanki na każdym grobie to około 3–9 kg odpadów
Odwiedzanie grobów zmarłych w dniu Wszystkich Świętych to piękna polska tradycja. Jak co roku 1 listopada udamy się na cmentarze, by uczcić pamięć członków rodziny i bliskich poprzez zapalenie znicza albo kilku – warto przy tym pamiętać, czego nie wolno robić na cmentarzu. Do tego dochodzą także kwiaty, nierzadko w postaci całych bukietów albo wiązanek.
Wygląda to pięknie, po zachodzie słońca także niezwykle malowniczo. Problem pojawia się po kilku dniach. Znicze się wypalają, kwiaty więdną. My zaś nie mamy czasu, by regularnie odwiedzać cmentarz. Pozostają więc odpady. Naprawdę dużo odpadów.
Stowarzyszenie „Polski Recykling” szacowało swego czasu, że każdego roku zostawiamy na cmentarzach ok. 120 tys. ton śmieci. Na każdy grób przypadać ma średnio ok. 3–9 kg odpadów. Co z nimi możemy zrobić? Oczywista odpowiedź brzmi „wyrzucić”. Na każdym cmentarzu znajdują się w końcu kontenery na śmieci, które bardzo szybko się zapełniają. Pozostaje też kwestia ich późniejszego przetworzenia. Okazuje się, że to wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.
Wszystkich Świętych to tyle śmieci, ile przez pół roku trafia do systemu kaucyjnego
Zanim przejdziemy do odpowiedzi na pytanie, co dokładnie jest nie tak z cmentarnymi odpadami i jak właściwie możemy rozwiązać wspomniany problem, musimy uzmysłowić sobie jego skalę. 120 tys. ton brzmi dość abstrakcyjnie. Dlatego warto tę liczbę osadzić w szerszym kontekście.
Dla porównania: statystyki Ministerstwa Klimatu i Środowiska podpowiadają nam, że w całej Polsce każdego miesiąca zbiera się nawet 900 mln butelek i puszek. Szacunki organizacji pozarządowych sugerują z kolei, że proporcje obydwu rodzajów opakowań są do siebie zbliżone. Niewielką przewagę mają butelki. Jedna butelka waży ok. 30 g, a aluminiowa puszka ok. 15 g.
Po uśrednieniu masy opakowań i przemnożeniu jej przez ich liczbę wychodzi nam ok. 20 tys. ton surowca miesięcznie. Tym samym 1 listopada przynosi nam mniej więcej tyle samo śmieci, ile przez pół roku Polacy zwracają do ogólnopolskiego systemu kaucyjnego, który ma obsługiwać codzienne zakupy.
Przetwarzanie odpadów cmentarnych nie jest łatwe
Spośród całej tej ogromnej masy cmentarnych śmieci nie wszystko nadaje się do ponownego przetworzenia. Warto w tym momencie przywołać komentarz wspomnianego już stowarzyszenia „Polski Recykling”:
To naprawdę duża ilość odpadów, która stanowi poważne wyzwanie dla gmin oraz firm zajmujących się ich odbiorem i przetwarzaniem. Głównym problemem jest fakt, że odpady pochodzące z nekropolii, oprócz frakcji bio, są trudne do przetworzenia (ale nie niemożliwe). Trudności pojawiają się już na etapie selekcji odpadów na cmentarzach, gdzie w wielu miejscach wciąż brakuje systemu segregacji – osobnych pojemników przynajmniej na tworzywo sztuczne i odpady biodegradowalne.
Szklane i plastikowe znicze oraz sztuczne kwiaty z PCV
Dobrym przykładem są coraz popularniejsze znicze szklane. Wykonane są ze specyficznego rodzaju szkła, które wykazuje właściwości ogniotrwałe i zarazem ma inny skład niż szklana butelka. „Polski Recykling” zwracał także uwagę na sztuczne kwiaty wykonane z PCV. Można takowe przetworzyć, ale nie powinny trafiać do tego samego pojemnika co zwykły plastik.
Skoro zaś o plastiku mowa: znicze wykonane z tego tworzywa również mają odmienny skład chemiczny niż butelki PET. Do tego wszystkiego musimy dodać ewentualne zanieczyszczenie sadzą lub parafiną. Rezultat jest prosty do przewidzenia: większość cmentarnych odpadów powinna trafić do pojemnika na odpady zmieszane.
Zniczodzielnie nie są w stanie rozwiązać wszystkich problemów
Czy można ograniczyć skalę tego zjawiska? Teoretycznie jako rozwiązanie problemu proponuje się nam tzw. zniczodzielnie. Chodzi o wydzielone miejsca na cmentarzach, w których można zostawić niepotrzebny już znicz, by ktoś inny mógł go wykorzystać.
Pomysł ten sprawdza się przez prawie cały rok. Wyjątkiem jest właśnie 1 listopada. Cała Polska zjeżdża się w końcu na groby bliskich. Nikt nie będzie ryzykował, że nie będzie miał ze sobą znicza. Kupi więc nowy. Prawdę mówiąc, właściwa będzie w tym przypadku liczba mnoga. Nierzadko stawiamy w końcu kilka zniczy jednemu zmarłemu.
Mógłbym w tym momencie wspomnieć coś o zjawisku popisywania się na Wszystkich Świętych. Odnoszę jednak wrażenie, że od kilku lat staramy się iść raczej w jakość. Być może coroczne apele o ekologiczną postawę, bo śmieci na cmentarzach to problem od lat, przynoszą jednak jakieś rezultaty.
Cmentarze potrzebują infrastruktury do segregacji i recyklingu odpadów
Uświadamiające kampanie społeczne należą do tych środków, których uskutecznianie w niczym nie zaszkodzi. Przydałyby się jednak także rozwiązania bardziej praktyczne. Mało nekropolii dysponuje sensownym zapleczem logistycznym ułatwiającym segregowanie odpadów i recykling tego, co da się przetworzyć z cmentarnych śmieci. Zazwyczaj ma ono formę po prostu ustawionych na terenie otwartych kontenerów na śmieci.
Pieniądze na wyposażenie cmentarzy da się znaleźć
Zdaję sobie sprawę z tego, że aktualna sytuacja budżetu państwa jest – delikatnie mówiąc – zła. Wciąż jednak rząd jest skory do ponoszenia nowych wydatków w rodzaju dopłat do ZUS dla artystów, którzy najsłabiej zarabiają. Zresztą koszt utrzymania systemu kaucyjnego – bagatela: 1,5 mld zł rocznie – przerzucił po prostu na producentów napojów. Podobny mechanizm ma mieć nowa opłata za opakowania. Na pewno udałoby się znaleźć środki na właściwe wyposażenie polskich cmentarzy.










