1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Zmieniły ci się plany i chcesz sprzedać bilet na koncert? Uważaj, grozi ci grzywna

Zmieniły ci się plany i chcesz sprzedać bilet na koncert? Uważaj, grozi ci grzywna

Załóżmy, że kupiliśmy bilety na koncert, ale nagle zmieniły się nam plany. Czy możemy je odsprzedać? Jak najbardziej. Nie powiedziałbym jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie. Jeśli cokolwiek zarobimy na transakcji, to ryzykujemy grzywnę.

Do popełnienia wykroczenia wystarczy złotówka zysku z odsprzedaży biletu

Wstęp na imprezy masowe potrafi uderzyć po kieszeni, ale czego to się nie zrobi, żeby obejrzeć koncert swojego ulubionego zespołu albo mecz ukochanej drużyny. Nic dziwnego, że sprzedaż biletów na koncerty budzi zainteresowanie nawet UOKiK-u. W przypadku niektórych szczególnych wydarzeń zainteresowanie drastycznie przekracza liczbę dostępnych wejściówek. Wówczas budzą się demony spekulacji.

Jak się to ma do przypadku zwykłej osoby fizycznej, która uczciwie kupiła rozsądną liczbę biletów, ale coś jej wypadło, więc chce je sprzedać przez internet i odzyskać swoje pieniądze? Wbrew pozorom z punktu widzenia prawa nie ma większego znaczenia, ile biletów sprzedajemy. Liczy się tylko kwota.

Załóżmy, że postanowiliśmy skorzystać z okazji i zażyczyliśmy sobie nieco więcej za bilety, niż za nie zapłaciliśmy. Popełniliśmy właśnie wykroczenie z kontrowersyjnego art. 133 kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto nabywa w celu odprzedaży z zyskiem bilety wstępu na imprezy artystyczne, rozrywkowe lub sportowe albo kto bilety takie sprzedaje z zyskiem, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

§ 2. Usiłowanie oraz podżeganie i pomocnictwo są karalne.

Odsprzedanie biletu z zyskiem stanowi wykroczenie zawsze, gdy mówimy o imprezie artystycznej, rozrywkowej albo sportowej

Zacytowany wyżej przepis jest w swojej konstrukcji bardzo prosty. Przesłanką jego zastosowania jest odsprzedaż biletu z zyskiem. Mogą to być setki złotych, może to być nawet symboliczna złotówka. Ustawodawcy nie chciało się doprecyzować.

Siłą rzeczy nie może to być jakikolwiek bilet. Art. 133 wyraźnie wskazuje na imprezy artystyczne, rozrywkowe lub sportowe. Wciąż mamy do czynienia z bardzo pojemnymi kategoriami. W grę wchodzą między innymi koncerty, przedstawienia teatralne, festiwale, dyskoteki, festyny, występy kabaretowe oraz zawody wszelkich możliwych dyscyplin sportowych, a nawet wystawy psów i kotów z odpłatnym wstępem.

Podżeganie i pomocnictwo, czyli przepis wycelowany w koników

Na uwagę zasługuje §2. Penalizuje on usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo. Kto miałby nas podżegać do odsprzedaży zakupionych w uczciwej intencji biletów albo nam w niej pomagać? Oczywiście nikt. Trzeba jednak pamiętać, że przepis ten jest wycelowany przede wszystkim w spekulantów biletowych, a więc tzw. koników. To o nich myślał ustawodawca, gdy przesądzał, że odsprzedawanie biletów na imprezy ma konsekwencje prawne. Ryzykuje zresztą nie tylko sprzedający — kupujący bilety na koncerty z drugiej ręki też potrafią się nieźle przejechać.

Państwo wie, że mamy do czynienia z reliktem PRL, ale od ponad dekady nic z tym nie zrobiło i nie zamierza

Nie da się ukryć, że wraz z upowszechnieniem się internetu spekulanci ponownie stali się plagą. Wykupywanie rzadkiego dobra na pniu i zawyżanie cen stało się łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedzą o tym doskonale entuzjaści gier wideo, którzy muszą konkurować o nowe karty graficzne i konsole do gry ze scalperami wykupującymi towar na pniu, zanim sami zdążą cokolwiek kliknąć w sklepie sprzedawcy. Gracze bronili się nawet w dość desperacki sposób, wystawiając na aukcjach zdjęcia kart graficznych w cenie podzespołów. To znaczy: musieli konkurować do momentu, gdy do gry włączyły się firmy z branży AI.

Przykłady ostatnich lat można by w gruncie rzeczy mnożyć. Ofiarą spekulantów pada wszystko: od mieszkań, przez tani ekogroszek ze sklepu PGG, po cukier. Dlatego dziwi, że ze wszystkich możliwych towarów szczególną ochronę zapewniono akurat biletom na imprezy masowe.

Interpelacja z 2013 roku i odpowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości

Rozsądek podpowiada, by art. 133 kodeksu wykroczeń rozszerzyć albo całkowicie uchylić. Postulowałem to już zresztą na Bezprawniku. Co na to organy naszego państwa? Okazuje się, że temat pojawił się w sejmowym dyskursie – w 2013 roku.

Na interpelację posła Krzysztofa Brejzy w sprawie depenalizacji spekulacji biletami ówczesne Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało, że mamy do czynienia z kolejnym prawnym reliktem PRL z lat 70. Równocześnie nie przewidywano żadnych zmian. Uznano bowiem, że szkodliwość społeczna tego zjawiska pozostaje bezsprzeczna i nadal aktualna.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover