- Bezprawnik -
- Państwo -
- Wolałbym, żeby nikogo nie zmuszano do przeprosin. Skoro jednak musimy, wróćmy do szczekania pod ławą
Wolałbym, żeby nikogo nie zmuszano do przeprosin. Skoro jednak musimy, wróćmy do szczekania pod ławą
Nieszczere przeprosiny zasądzone przez sąd nie mają żadnego celu poza upokorzeniem danej osoby. Skoro tak, to może czas pójść na całość i wrócić do zwyczaju rytualnego odszczekiwania kalumnii. Może nawet byłoby to bardziej sprawiedliwe rozwiązanie.
Wymuszonymi przeprosinami można kpić z pokrzywdzonego
W przypadku różnego rodzaju sądowych sporów o słowa skład orzekający może przymusić stronę, która przegrała, by publicznie przeprosiła zwycięzcę. Po co? Z pewnością nikt nawet przez chwilę nie łudzi się co do szczerości wymuszonych przeprosin. O tym, jak wygląda rytuał przepraszania w dobie sztucznej inteligencji, przekonaliśmy się na sam koniec sporu, który toczyła Jabłczyńska kontra Grochola.
Naprawdę nie chcę wchodzić w to, czy rację w nim miała aktorka, czy pisarka i zarazem producentka spornego filmu. Moją uwagę przykuły jednak przeprosiny opublikowane przez Jabłczyńską. Tym razem mieliśmy do czynienia z reakcją na wezwanie przedsądowe, a więc jedynie groźbę procesu. Sama treść przeprosin była dość standardowa. Istotny był jednak dopisek „Materiał stworzony przy pomocy AI”.
Być może część z nas pamięta krążący po internecie obrazek, w którym pan Piotr został przeproszony przez pana Daniela na skutek wyroku Sądu Rejonowego w Wałbrzychu. Na pierwszy rzut oka mogliśmy w tych przeprosinach przeczytać, że pan Piotr „jest śmieciem i psychopatą”. Ten fragment został zapisany wyjątkowo dużą czcionką. Reszta, zgodna z zasądzoną treścią przeprosin, mogła umknąć odbiorcy.
Wracamy więc do pytania o sens całej tej szopki. Niestety w treści przepisów go nie znajdziemy.
Przeprosiny w prawie cywilnym: oświadczenie z art. 24 kodeksu cywilnego
Tak naprawdę mamy do czynienia z dwiema różnymi instytucjami. W przypadku cywilnoprawnych sporów o ochronę dóbr osobistych w grę wchodzi złożenie oświadczenia. Interesuje nas art. 24 § 1 kodeksu cywilnego:
Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego albo zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.
Kosztowny nakaz publikacji przeprosin w mediach
Oświadczenie to najczęściej ma formułę przeprosin. W grę wchodzi nawet bardzo kosztowny nakaz publikacji przeprosin w mediach. Zdarzają się jednak bardziej cywilizowane warianty, sprowadzające się do odwołania wcześniej wypowiedzianych słów bez konieczności publicznego samobiczowania ku uciesze gawiedzi. W przypadku prawa karnego nie ma tak łatwo.
Przeprosiny w prawie karnym: obowiązek przy zawieszeniu wykonania kary
Wiemy już, że istnieją w Polsce przepisy przewidujące karę nawet więzienia za zniewagę oraz zniesławienie. Pierwsze przestępstwo to publiczne zwymyślanie kogoś, drugie zaś to pomówienie kogoś o postępowanie lub właściwości, które mogłyby narazić na szwank jego reputację.
Instytucja przymusowych przeprosin wobec pokrzywdzonego, którą znajdziemy w art. 72 § 1 pkt 2 kodeksu karnego, ma zastosowanie także do innych przestępstw. Do tego sąd stosuje ją w bardzo specyficznych okolicznościach:
§ 1. Zawieszając wykonanie kary, sąd zobowiązuje, a jeżeli orzeka środek karny, może zobowiązać skazanego do: […] 2) przeproszenia pokrzywdzonego, […] – przy czym orzeka się przynajmniej jeden z obowiązków.
Nakaz przeproszenia pokrzywdzonego nie broni się nawet przy poważniejszych przestępstwach
Innymi słowy: jeśli chcesz liczyć na zawieszenie wykonania kary, to musisz przeprosić pokrzywdzonego. Przy poważniejszych przestępstwach również nie ma to większego sensu. Zazwyczaj skazany miał okazję przeprosić w trakcie rozprawy. Później cały czas pozostaje kwestia wątpliwości co do szczerości takiego gestu i tego, jak bardzo zniesmaczony będzie sam pokrzywdzony w trakcie czytania przeprosin.
Przy tych dwóch konkretnych przestępstwach, ściganych zresztą w trybie, w którym oskarżenie prywatne wnosi sam pokrzywdzony, mamy praktycznie pewność, że przeprosiny będą nieszczere. Do tego sama ich karalność jest – najdelikatniej rzecz ujmując – kontrowersyjna.
Odszczekiwanie pod ławą stosowano w Polsce do XVII wieku
Skoro wiemy, że mamy do czynienia z formą rytuału, który ma na celu zawstydzić i upokorzyć stronę przegraną, to powinniśmy coś z tym faktem zrobić. Preferowałbym oczywiście likwidację przymuszania do przepraszania kogokolwiek – chociażby na podstawie art. 30 Konstytucji i zasady przyrodzonej godności człowieka. Świat osób aktywnych publicznie bardzo jednak lubi rytualne przepraszanie. Może więc czas uczynić ten rytuał nieco barwniejszym?
Wystarczy wrócić do korzeni. W czasach średniowiecznych i nowożytnych obowiązywała w Polsce bardzo specyficzna kara odszczekiwania pod ławą. Stosowano ją właśnie w przypadku potwarzy i oszczerstw, a więc – mówiąc dzisiejszym językiem – za to, czym jest zniewaga i zniesławienie. Cóż za interesujący zbieg okoliczności!
Średniowieczne odszczekiwanie góruje nad współczesnym prawem kolorytem, ale zachowuje ten sam sens
Odszczekiwanie pod ławą sprowadzało się do tego, że skazany, który w porę nie wycofał swoich słów i sam z siebie nie przeprosił, musiał nie tylko zapłacić grzywnę, ale także w obecności sądu i pokrzywdzonego wejść pod ławę, trzykrotnie zaszczekać jak pies i przyznać: „zełgałem jako pies”.
Gniewosz z Dalewic i oszczerstwo wobec królowej Jadwigi
Najsłynniejszy przykład odszczekiwania z polskiej historii to niewątpliwie przypadek oskarżenia królowej Jadwigi o niewierność względem króla Władysława Jagiełły. Oszczerca w osobie późniejszego podkomorzego Gniewosza z Dalewic miał do wyboru odszczekanie pod ławą albo pojedynek z dwunastoma rycerzami występującymi w obronie dobrego imienia Jadwigi. Cała historia skończyła się dobrze. Gniewosz najadł się wstydu, ale zachował głowę.










