- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Biedronka oszalała? Dostałam SMS-a z ofertą. Żeby zyskać 25 zł, muszę wydać ogromną sumę
Biedronka oszalała? Dostałam SMS-a z ofertą. Żeby zyskać 25 zł, muszę wydać ogromną sumę
Wydałam w Biedronce 799 zł, żeby dostać voucher na 25 zł? Według mnie to żaden interes — bo to ledwie ok. 3,13% rabatu. Tymczasem kiedy natrafimy w tym dyskoncie na godną uwagi promocję, możemy zaoszczędzić tyle samo, zostawiając w sieci nieporównywalnie mniejszą kwotę.
SMS od Biedronki z marną promocją mnie zszokował
Podobnie jak wielu czytelników Bezprawnika uczestniczę w programie Moja Biedronka. W ostatni czwartek, tj. 24 czerwca 2026 roku, otrzymałam od dyskontu wiadomość zachęcającą mnie do udziału w specjalnej ofercie.
Zgodnie z jej treścią, jeśli wydam do 30 czerwca 2026 roku kwotę 799 zł, dostanę bon w wysokości 25 zł. Oczywiście nie chodzi o jednorazowe zakupy, tylko o wizyty w sklepie przez kilka dni. Mimo to takie warunki akcji mocno mnie zdziwiły. To zresztą nie pierwszy raz, gdy sieć kusi bonami z wieloma haczykami — wystarczy przypomnieć sobie 5 voucherów po 100 zł od Biedronki, których warunki też potrafiły przyprawić o ból głowy.
Lepiej już kupić kawę na przyzwoitej promocji
Opłacalność opisanej akcji może zobrazować prosty przykład droższego produktu. Aktualnie posiadacze karty MB mają przywilej zakupu w Biedronce przecenionej kawy Cafe d’Or Oro w kilogramowym opakowaniu.
Kosztuje ona 59,99 zł zamiast 79,99 zł. Szczegóły przedstawia poniższy zrzut ekranu z gazetki z 25 czerwca 2026 roku.

Przecież wystarczy, że zaopatrzymy się w dwie takie kawy za 119,98 zł, a zniżka będzie wynosiła 40 zł, czyli więcej niż przy towarach na 799 zł.
Zachowajmy ostrożność wobec strategii behawioralnych Biedronki
Wraz z każdymi kolejnymi zakupami, choćby na niewielką kwotę, sieć przypomina nam na paragonie, ile jeszcze musimy wydać, by otrzymać bon. W moim przypadku, jak widać na poniższym skanie paragonu, suma ta wynosi niecałe 600 zł.

Przedstawiona akcja to zręcznie zaplanowana strategia behawioralna sieci. Rzecz jasna, nie ma w niej nic złego. Osoby regularnie zaopatrujące się w Biedronce mogą być przecież przez nią nagradzane. Warto jednak wiedzieć, jak manipulują nami w sklepach — od układu półek po komunikaty na paragonie.
W owej promocji jest jednak pułapka: nie chcąc stracić już „zainwestowanej” sumy, możemy nieopatrznie wydać za dużo w celu domknięcia zadania, by drobny rabat nam nie przepadł.
Gdzie kończy się perswazja, a zaczyna manipulowanie klientem
Granica bywa cienka, a manipulowanie klientem w dłuższej perspektywie potrafi przynieść sieci więcej szkody niż pożytku. Świadomy konsument szybciej wychwytuje tego rodzaju zagrywki.
Jak skorzystać z takiej akcji z głową?
Osobiście uważam, że może mieć ona sens tylko wtedy, kiedy i tak planujemy w Biedronce naprawdę duże zakupy. Zakładając, że rozkładają się one na kilka dni, lepiej nie śledzić informacji, ile musimy jeszcze wydać, by dostać zniżkę.
Jeśli za którymś razem bon wydrukuje się z paragonem, to możemy uznać, że wygraliśmy, traktując go jako sympatyczny prezent od sieci. Bywa zresztą, że zwrot pieniędzy na voucher w Biedronce faktycznie się opłaca — pod warunkiem, że łączymy go z inną promocją. Ale kiedy rabat się nie pojawi, też mamy prawo uznać się za zwycięzców.
W końcu w przypadku zakupów w Biedronce niekoniecznie chodzi o to, by zostawić tam mnóstwo pieniędzy i dostać bon, a o to, jaka po wizycie w sklepie będzie zawartość naszego portfela.
