Oszustwo na mleku samo w sobie brzmi raczej niegroźnie – sprawa, jakich wiele. Dopiero zgłębiając temat, łatwo dostrzec, że skala nadużyć bywa szeroka, a ich konsekwencje sięgają znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Temat krąży wokół osób pośredniczących w transporcie i analizowaniu próbek i omijaniu przez nich procedur zwózki mleka oraz badania surowca.
Rygorystyczny nadzór zmienia branżę, ale nie likwiduje ludzkiej kreatywności
W branży mleczarskiej problem fałszowania próbek nie jest niczym nowym. O aferach tego typu w Polsce dało się usłyszeć chociażby kilka lat temu. Kiedyś na różne sposoby z mlekiem kombinowali głównie rolnicy, którzy chcieli odstawiać większe jego ilości, albo zamierzali przemycić płyn od chorych krów. Dzisiaj w szemrane akcje angażują się także skuszeni łatwymi pieniędzmi laboranci i kierowcy cystern. Ci drudzy chwalą się później, że na przewozie mleka zarabiają więcej niż na tzw. międzynarodówce – ale ich zarobek niekoniecznie bierze się wyłącznie z przejechanych kilometrów.
Do oszustwa najczęściej dochodzi przez manipulację ilością dostarczanego mleka, przy łańcuszku personalnym ułożonym w konfiguracji: rolnik + kierowca + laborant. Rolnicy lub pracownicy zakładu rozcieńczają mleko wodą, fałszują próbki i wskazania urządzeń pomiarowych – liczniki pokazują więcej niż faktycznie trafia do mleczarni. W efekcie spółdzielnia wypłaca więcej, niż powinna, a nadwyżka trafia do osób zaangażowanych w proceder. Do tego dochodzi łapówka w wysokości 100 czy 200 zł od różnych dostawców dla każdej osoby z łańcuszka, w związku z czym po miesiącu zbiera się niezła sumka.
Gdyby cudem zarząd mleczarni nie zorientował się, że coś nie gra, rekordziści przez lata mogliby wyprowadzić w ten sposób miliony złotych. Można przyrównać to do działania mafii, aczkolwiek w mniejszej skali, rozumianej jako brak wpływu grupy na władzę bądź policję.
Mleczarnie bywają poszkodowane, ale też nie są święte
Siatka powiązań nastawiona na oszukanie mleczarni to oczywiście cios dla zakładu. Ale mleczarnie często wcale nie są lepsze i lawirują w biznesie, uciekając się do sprytnych zagrywek.
Bywa że mistrzowsko kładą rolnikom kłody pod nogi, np. przez jednostronną zmianę cen. Mleczarnia w dowolnym momencie obniża cenę skupu, nie konsultując tego z rolnikiem, a ten wciąż jest zobowiązany do dostaw – nawet jeśli warunki stają się dla niego niekorzystne. Rolnik pozostaje w trudnej sytuacji bez pola manewru.
Innym problemem jest brak przejrzystości w kwestii jakości mleka. Wyniki badań przeprowadzanych przez spółdzielnie decydują o ostatecznej cenie, a rolnik nie zawsze może je łatwo i szybko zweryfikować w niezależnym laboratorium. Brak dodatkowej kontroli sprawia, że ekonomiczne bezpieczeństwo dostawcy w dużej mierze zależy od dobrej woli odbiorcy.
Nie mniej groźne są tzw. klauzule lojalnościowe. Rolnik, który zdecyduje się zmienić odbiorcę mleka, może zostać zobowiązany do zwrotu wcześniej wypłaconych mu premii czy bonusów. Działa to jak sankcja za zakończenie współpracy, zniechęcająca do negocjowania z innymi przetwórcami.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj