- Bezprawnik -
- Prawo -
- Lekarz medycyny estetycznej brał pieniądze dwa razy: raz prywatnie, a drugi raz na koszt NFZ
Lekarz medycyny estetycznej brał pieniądze dwa razy: raz prywatnie, a drugi raz na koszt NFZ
Pacjentka umawia się na jeden zabieg, a wybudza się po dwóch. Ten, na który się zdecydowała, miał charakter estetyczny i była to usługa prywatna, płatna z własnej kieszeni. Drugi, o który nikt jej nie pytał, trafił na rachunek Narodowego Funduszu Zdrowia, za który zapłacimy my wszyscy. Najbardziej zdziwiona była sama pacjentka, że lekarz policzył ją dwa razy - prywatnie i publicznie.
Chodzi o to, kto i na jakich zasadach decyduje o tym, co dzieje się z ciałem pacjenta na stole operacyjnym, oraz kto za to ostatecznie płaci. Sprawa jednej z czytelniczek, która bezskutecznie próbowała zainteresować nią NFZ, dobrze pokazuje, gdzie w polskim systemie ochrona pacjenta bywa iluzoryczna.
Zgoda pacjenta na zabieg to nie podpis dla formalności
Zgodnie z art. 34 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty zabieg operacyjny wymaga pisemnej zgody pacjenta. I nie chodzi tu o zgodę byle jaką, lecz świadomą: poprzedzoną zrozumiałą informacją o rodzaju zabiegu, jego następstwach i ryzyku. Katalog uprawnień, które z tego wynikają, opisuje zresztą karta praw pacjenta, z prawem do wyrażenia zgody na czele.
Zgoda musi być uprzednia. Zgoda następcza, czyli udzielona (albo domniemana) już po fakcie, nie ma mocy prawnej i nie sanuje wcześniejszego działania. Lekarz nie może więc bronić się argumentem, że pacjent i tak zaakceptowałby zabieg, gdyby go zapytano. Wykonanie zabiegu leczniczego bez zgody to nie tylko kwestia cywilna. Art. 192 Kodeksu karnego przewiduje za to grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego, co oznacza, że bez inicjatywy samego pacjenta prokuratura sprawą się nie zajmie.
Rozszerzenie pola operacyjnego dozwolone tylko w wąskich granicach
Prawo przewiduje jeden wyjątek, na który w takich sytuacjach powołują się placówki. Art. 35 wspomnianej ustawy pozwala lekarzowi zmienić zakres zabiegu bez pytania o zgodę, ale wyłącznie wtedy, gdy w trakcie operacji pojawią się okoliczności grożące pacjentowi utratą życia albo ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu, a uzyskanie zgody nie jest w danym momencie możliwe. Nawet wówczas lekarz powinien zasięgnąć opinii drugiego specjalisty (w miarę możliwości tej samej specjalności) i odnotować całość w dokumentacji.
To furtka wąska i ratunkowa, nie zaś sposób na dołożenie zaplanowanego wcześniej dodatkowego świadczenia. Jeśli drugi zabieg nie wynikał z nagłego zagrożenia, tylko był z góry przewidziany, konstrukcja z art. 35 przestaje działać, a całość wraca na grunt zwykłej zasady: bez zgody nie wolno.
Estetyka na koszt NFZ
Zabiegi o charakterze wyłącznie estetycznym nie są świadczeniami gwarantowanymi i NFZ ich nie finansuje. Pacjent płaci za nie sam, prywatnie. Skoro jednak operacji estetycznej z Funduszu rozliczyć się nie da, pojawia się pokusa, by nadać jej medyczne uzasadnienie, na przykład poprzez skierowanie i sprawozdanie świadczenia, które w papierach wygląda na leczniczo niezbędne.
Sprzyja temu układ, w którym ten sam chirurg operuje w placówce zarówno komercyjnie, jak i w ramach kontraktu z NFZ. Właśnie taki schemat opisuje czytelniczka: jej zdaniem lekarz, który wcześniej zaproponował darmową poprawkę po prywatnej operacji, wystawił i samodzielnie zrealizował skierowanie na NFZ, a przy okazji wykonał dodatkowy zabieg, na który nie było jej zgody, i to on trafił na rachunek Funduszu. Przenikanie się sektora prywatnego i publicznego w jednej sali operacyjnej bywa dla pacjenta i państwa ryzykowne.
Była nawet skarga do NFZ
Czytelniczka złożyła skargę do oddziału wojewódzkiego NFZ, a gdy ten uznał ją za bezzasadną, odwołała się do centrali w Warszawie. Efekt był ten sam. Fundusz podtrzymał stanowisko oddziału, mimo że pacjentka przekazała nawet dane innych osób, które jej zdaniem trafiły na podobny schemat.
Problem w tym, że NFZ nie jest od wszystkiego. Płatnik ocenia przede wszystkim zgodność rozliczenia z warunkami umowy i zasadność sprawozdanego świadczenia w kategoriach kontraktowych. Ocena tego, czy doszło do naruszenia praw pacjenta albo do czynu zabronionego, leży już poza jego podstawową rolą. Rozstrzygnięcie, że skarga jest bezzasadna z perspektywy Funduszu, nie przesądza więc, że nic się nie wydarzyło. Oznacza tylko, że akurat ten organ i akurat w tym trybie nie znalazł podstaw do działania. Dla pacjenta bywa to mylące, bo naturalnym odruchem jest potraktowanie odpowiedzi NFZ jako ostatecznego werdyktu w sprawie.
Gdzie pacjent naprawdę może dochodzić swoich praw?
Ścieżek jest więcej niż jedna i warto je znać, zanim uzna się sprawę za przegraną. Pierwszym adresatem zastrzeżeń co do sposobu leczenia jest dyrektor placówki, kolejnym rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy okręgowej izbie lekarskiej, a następnie Rzecznik Praw Pacjenta, który bada naruszenia praw pacjenta niezależnie od tego, jak sprawę widzi płatnik. Praktyczny opis tego, jak sformułować i gdzie skierować skarga na lekarza, to osobny temat, ale sama możliwość istnieje zawsze, gdy prawa pacjenta zostają naruszone.
Jeśli w grę wchodzi zabieg bez zgody, pozostaje też zawiadomienie prokuratury na podstawie art. 192 k.k. oraz droga cywilna. Pacjent może domagać się odszkodowania i zadośćuczynienia, przy czym proces w sprawie błędu medycznego potrafi ciągnąć się latami. Szybszą alternatywą jest wniosek do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, prowadzonego od 2023 roku przez Rzecznika Praw Pacjenta, który zastąpił dawne wojewódzkie komisje i pozwala uzyskać świadczenie bez wieloletniego procesu, choć zwykle w niższej wysokości.
Warto pamiętać, że autonomia pacjenta nie kończy się na podpisie pod formularzem. Obejmuje szereg sytuacji, od zgody na samą operację po zgodę na nagrywanie pacjentów w szpitalu. To pacjent, a nie placówka, decyduje o granicach ingerencji w jego ciało i prywatność.
zobacz więcej:










