Rząd będzie teraz szukać lepszych sposobów ochrony pracowników
Jednym z ważniejszych wydarzeń w polityce krajowej w pierwszym tygodniu nowego roku było zamieszanie związane z nowelizacją w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. Najpierw dowiedzieliśmy się, że kontrowersyjne rozszerzenie uprawnień inspektorów pracy do przekształcania elastycznych form zatrudnienia w umowy o pracę decyzją administracyjną zostało zakwestionowane przez premiera Donalda Tuska. Padło wręcz kategoryczne stwierdzenie, że takiego rozwiązania w ustawie nie będzie. Teraz zaś dowiedzieliśmy się, że wielka reforma PIP trafiła do kosza.
Szef rządu wytłumaczył w czwartek swoje stanowisko za pomocą profilu w serwisie X. Na uwagę zwraca przede wszystkim ostatnie zdanie:
Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników.
Tak się składa, że potrzeba znalezienia innych sposobów ochrony pracowników przed niepożądanymi skutkami niezgodnego z przepisami stosowania umów cywilnoprawnych oraz kontraktów B2B jest paląca. Wytknęli to zresztą Tuskowi sami internauci. Post premiera szybko dorobił się poprawek społeczności:
To obecny rząd wynegocjował treść kamienia milowego KPO proponując reformę PIP. Zastąpił on wcześniejszy kamień, mówiący o ozusowaniu umów zleceń i o dzieło.
Projekt reformy PIP przeszedł już przez Stały Komitet Rady Ministrów.
Komisja Europejska miała dowiedzieć się z mediów, że polski rząd całkowicie zrezygnował z reformy, którą jej obiecał. Nawet politycy koalicyjnych partii przyznają, że taka "wrzutka" storpedowała negocjacje toczone z Brukselą w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. To oznacza, że nasz kraj może nie tylko stracić 20 mld zł, które miał dostać w zamian za wdrożenie tej konkretnej reformy, ale także mierzyć się z usztywnieniem stanowiska Komisji w innych sprawach. Równocześnie 20 mld zł w obecnej sytuacji budżetowej to pieniądze, które bardzo by się Polsce przydały.
W tej sytuacji można się spodziewać, że rząd będzie teraz pośpiesznie szukał jakiegoś rozwiązania, które załagodzi spór z Komisją Europejską, zanim ten zdążył jeszcze eskalować. To oznacza, że przedsiębiorcy stosujący nagminnie umowy cywilnoprawne i B2B zamiast umów o pracę nie powinni jeszcze wpadać w euforię. Alternatywa może być bowiem dużo bardziej dotkliwa.
Komisja Europejska może się zgodzić na powrót do ozusowania umów cywilnoprawnych, ale rządowi raczej nie o to chodzi
Jak w tym przypadku zjeść ciastko i dalej je mieć? W tym przypadku: zrezygnować z reformy PIP w proponowanym przez resort pracy kształcie, ale też przedstawić Komisji Europejskiej rozwiązanie, którego ta ani nie wyśmieje, ani nie odrzuci? Warto w tym momencie wrócić na moment do genezy pechowej nowelizacji.
Dawno, dawno temu, jeszcze za czasów Mateusza Morawieckiego, Polska obiecywała Komisji Europejskiej złote góry, byleby tylko Bruksela wypłaciła pieniądze z KPO bez przesadnego zwracania uwagi na różne niedomagania naszych władz w dziedzinie praworządności. Nie wyszło. Zobowiązania jednak zostały. W tym przypadku rząd PiS obiecał pełne ozusowanie umów cywilnoprawnych.
Jak się łatwo domyślić, nie było to popularne rozwiązanie nie tylko wśród przedsiębiorców, ale także zleceniobiorców. Powód jest wręcz oczywisty: z jednej strony winduje koszty zatrudnienia, z drugiej zaś drastycznie zmniejsza wynagrodzenie otrzymywane "na rękę" przez zleceniobiorcę. Właśnie z tego powodu obecny rząd ogłosił, że ozusowania umów cywilnoprawnych nie będzie. Po udanych negocjacjach z Komisją Europejską udało się znaleźć zastępstwo: wzmocnienie pozycji Państwowej Inspekcji pracy w taki sposób, by zwalczać stosowanie elastycznych form zatrudnienia niezgodnie z ich przeznaczeniem oraz przepisami kodeksu pracy.
Problem w tym, że przygotowujące stosowną nowelizację Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przesadziło, wprowadzając wspomniane już przekształcanie umów cywilnoprawnych i B2B w etaty. Prawdę mówiąc, niespecjalnie wierzę w "oszukanie premiera" jakąś "wrzutką", którą Agnieszka Dziemianowicz-Bąk miałaby wrzucić do treści projektu. Być może to tylko pretekst, być może rezultat walk wewnątrzkoalicyjnych, a może rzeczywiście wychodzi nam znowu bokiem model ministerstw będących udzielnymi księstwami działającymi w oderwaniu od reszty rządu.
Walka ze "śmieciówkami" trwa już w Polsce ponad 20 lat i końca dalej nie widać
Pytanie brzmi: co teraz? Teoretycznie ostaje nam powrót do ozusowania umów cywilnoprawnych. Komisja Europejska prawdopodobnie by się zgodziła na wdrożenie poprzedniego "kłopotliwego" rozwiązania zamiast obecnego "kompromisowego". Być może unijni urzędnicy byliby skonsternowani, ale liczy się przecież rezultat. Pozostaje jednak problem niepopularności ozusowania po obydwu stronach barykady. Nie musimy się nawet zastanawiać, jak na pomysł zareagują przedsiębiorcy, bo przecież ich przedstawiciele krytykowali już ten pomysł, kiedy był "tym obowiązującym". W przypadku zleceniobiorców wszystko zależy od tego, czy ich układ z nie-pracodawcą jest dobrowolny, czy wymuszony koniecznością. Jeżeli ktoś chce możliwie wysokiej wypłaty, to będzie przeciwny. Zwolennikami ozusowania były za to związki zawodowe.
Oczywiście rząd może zreformować PIP w mniej radykalny sposób. Dobrym pomysłem byłoby uproszczenie procedury sądowego ustalania stosunku pracy przy równoczesnym ułatwieniu PIP występowania z takim powództwem. Sprawy mogłyby toczyć się w jakimś uproszczonym i przyspieszonym trybie, a inspektorom można by wręcz nakazać występowanie z takim powództwem w razie stwierdzenia nieprawidłowości i ich nieusunięciu przez przedsiębiorcę w wyznaczonym terminie. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że reforma PIP od początku powinna iść właśnie w tym kierunku. Okazuje się, że możemy jednak doczekać się właśnie takich zmian. Zasugerował to lider Lewicy i zarazem marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty:
Idziemy w tym kierunku, że dopóki sąd nie wyda decyzji, to decyzja urzędnika nie będzie w tej sprawie obowiązywała (…) Jesteśmy zainteresowani tym, żeby sprawy związane z nieuczciwym stosowaniem umów śmieciowych zakończyć.
Czyżbyśmy więc doczekali się kompromisowego rozwiązania, które z jednej strony rozwiąże problem, a z drugiej zachowa kontrolę sądową tak drastycznej ingerencji w dotychczasową swobodę zawierania umów? Bardzo bym się z takiego obrotu spraw ucieszył, ale po tym całym zamieszaniu uwierzę w niego dopiero wtedy, gdy stosowny projekt ustawy trafi do Sejmu.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj