- Bezprawnik -
- Edukacja -
- Premia za wykształcenie spadła z 73 do 59 proc. Ale dyplom i tak wciąż się opłaca
Premia za wykształcenie spadła z 73 do 59 proc. Ale dyplom i tak wciąż się opłaca
Rodzice dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków przekonywali ich, że skończone studia dadzą im dobrą pracę. Czasy się jednak zmieniły. Premia za wykształcenie w wypłacie systematycznie spada. Czy jest więc sens zawracać sobie głowę wyższą edukacją? Jak najbardziej.
Premia za wykształcenie maleje w Polsce w miarę, jak rośnie odsetek osób po studiach
Są osoby, które uważają, że w dzisiejszych czasach studia nie są już do niczego potrzebne. W końcu osoby mające fach w ręku są w stanie w sprzyjających okolicznościach zrobić więcej od ich kolegów ze szkoły, którzy wybrali studia wyższe. Po drugiej stronie sporu znajdziemy tych, którzy argumentują, że bez tytułu magistra nie ma się szans na naprawdę dobrą pracę.
Kto ma rację? Tak naprawdę jedni i drudzy. Zarobki po studiach faktycznie nie robią już takiego wrażenia jak dwie dekady temu, ale premia za wykształcenie cały czas istnieje. Na początku lipca "Rzeczpospolita" przywoływała badania Sylwii Roszkowskiej i Aleksandry Majchrowskiej z Katedry Funkcjonowania Gospodarki Uniwersytetu Łódzkiego. Wynika z nich, że obecnie taka premia wynosi niecałe 59 proc.
Dyplom wciąż podnosi pensję o niemal 59 proc.
Oznacza to tyle, że statystycznie rzecz ujmując, pracownicy z dyplomem zarabiają o ok. 59 proc. więcej od kolegów zatrudnionych do prac, którzy ukończyli co najwyżej szkołę podstawową. Przypomnijmy: gimnazjów nie ma już od 2019 roku. Warto przy tym pamiętać, że zarobki absolwentów tuż po dyplomie bywają dużo niższe, niż sugerowałaby ta średnia.
Wydawać by się więc mogło, że wykształcenie wciąż gwarantuje dobrze płatny zawód. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.
Wkrótce większość aktywnych zawodowo Polek będzie przynajmniej magistrami, a po kilku latach dogonią ich Polacy
Przede wszystkim, z tych samych badań wynika, że premia za wykształcenie w 2004 r. wynosiła 73 proc. Nie da się więc ukryć, że obserwujemy zauważalny spadek bezpośrednich korzyści wynikających z inwestycji czasu i pieniędzy w edukację na studiach.
Powody zapewne instynktownie wszyscy jesteśmy w stanie przewidzieć. Wyższe wykształcenie nam spowszechniało na tyle, że dość często możemy usłyszeć o "magistrze jako o dawnej maturze". Rzeczywiście: autorki badania potwierdzają tę hipotezę.
Odsetek pracowników z dyplomem wzrósł z 20 do 43 proc.
Przywołały dane GUS, z których wynika, że w 2004 r. studia kończyło ok. 20 proc. pracowników. Obecnie poziom ten wzrósł do aż 43 proc. To nie koniec: istotny jest także wyraźnie wyższy odsetek wśród kobiet. 53 proc. pracujących Polek ukończyło studia. Przekłada się to także na premię za wykształcenie z podziałem na płeć.
W przypadku mężczyzn spadła ona w ciągu ostatnich dwudziestu lat z 74 do 63 proc. U kobiet odnotowano spadek z 71 proc. do 55 proc. Trend ten tylko się utrzyma. Polki są lepiej wykształcone od Polaków. Obecnie stanowią nawet 60 proc. studentów — mimo to zarobki kobiet wciąż pozostają w Polsce niższe od wynagrodzeń mężczyzn.
Masowa produkcja magistrów sprawia, że samo ukończenie studiów nikomu już dzisiaj nie imponuje
Mamy w Polsce dużo magistrów, równocześnie jednak nie mamy w Polsce aż tak wielkiego zapotrzebowania na kolejnych specjalistów od zarządzania, ekonomistów, informatyków, czy nawet prawników. Nie ma sensu nawet wspominać o tzw. kierunkach hobbystycznych, które z samej swej natury nie służą zaspokajaniu potrzeb rynku pracy. Paradoksalnie w wielu branżach jak brakowało, tak brakuje osób, które można zaliczyć do kategorii "wykwalifikowani pracownicy" — tyle że w zupełnie innych zawodach.
Jakość kształcenia nie robi wrażenia na pracodawcach
Nie da się także ukryć, że jakość kształcenia na polskich uczelniach nie zawsze jest na tyle wysoka, by w jakimkolwiek stopniu imponować potencjalnym pracodawcom. Prawdę mówiąc, zdarza się to rzadko. Ma na to wpływ także powszechne w społeczeństwie myślenie o wyższym wykształceniu jako o nowym punkcie wyjścia. Nawet doktorat nie zawsze stanowi klucza do spektakularnej kariery, choć z zupełnie innych powodów.
W dzisiejszych czasach nawet wieloletnie doświadczenie nie zagwarantuje nam dużo wyższej pensji
Dlaczego więc stawiam tezę, że studia wyższe cały czas są grą wartą świeczki? O ile nie zadowala nas wykonywanie prostych prac fizycznych, albo nie mamy na siebie jakiegoś wyjątkowego pomysłu na siebie, do którego nie jest nam potrzebne wyższe wykształcenie, to wciąż potrzebujemy dyplomu, by w ogóle móc próbować w szczęścia w rekrutacji do tzw. prac umysłowych. Po prostu nasi konkurenci takowy najprawdopodobniej będą mieli.
Oczywiście dużo większym atutem będzie jakaś rzadka, wysoce specjalistyczna umiejętność, która akurat jest potrzebna na tym konkretnym stanowisku. Co ciekawe: przywołane wcześniej badanie sugeruje, że maleje także rola wieloletniego doświadczenia. Owszem, kilka lat przewagi w danej branży albo w wykonywaniu danej pracy to ogromny atut. Im więcej przepracowanych lat, tym mniej z tego korzyści.
Premia za 20 lat stażu skurczyła się z 43 do 24 proc.
Na przykład premia za 20 lat doświadczenia w ciągu ostatnich dwóch dekad skurczyła się z 43 do 24 proc. Jak się łatwo domyślić, jest to rezultat błyskawicznego postępu technologicznego i organizacyjnego, który dokonał się w tym czasie. Nie pomaga też fakt, że polski rynek pracy mierzy się z malejącą liczbą ofert, co dodatkowo ogranicza pole do negocjowania wyższej stawki.










