Koszmar miesięcy jesienno-zimowych
W wielu sklepach sieciowych stanowisko kasjera znajduje się dosłownie kilka kroków od automatycznych drzwi wejściowych. Z każdym ich otwarciem do środka wpływa fala zimnego powietrza, która — zwłaszcza w miesiącach jesienno-zimowych — uderza bezpośrednio w pracownika. Kasjer nie ma możliwości odejścia, schowania się ani zmiany miejsca, bo jego stanowisko pracy jest z góry ustalone i statyczne.
O ile klienci czują ten chłód zaledwie przez kilka sekund, o tyle pracownik odbiera to samo wrażenie kilkaset razy w trakcie jednego dnia. Cieplejsze ubrania? Też niekoniecznie pomagają, ponieważ gdy akurat przez pół godziny do sklepu nikt nie wchodzi, czy z niego nie wychodzi, pracownik oblewa się potem, a później znów jest narażony na zimne powietrze, buchające z otwieranych drzwi. Wielu kasjerów mówi dziś wprost, że przeziębienie „wchodzi w etat”.
Lepsze wrogiem dobrego, czyli nietrafione modernizacje sklepów
Co ciekawe, starsze sklepy Lidl często wyposażone były w klasyczny przedsionek, który chronił wnętrze przed ucieczką ciepła i ograniczał przeciągi. Po modernizacjach tego rozwiązania przeważnie już nie ma — usunięcie przedsionka pozwala zyskać dodatkowe metry powierzchni handlowej, które można wykorzystać na ekspozycję towaru. Powszechnie przedsionki występują obecnie jedynie w Biedronkach, można więc stwierdzić, że w tej sieci dyskontów pracownicy cieszą się najlepszym zdrowie.
Dlaczego przedsionki są usuwane? Z biznesowego punktu widzenia ma to sens: każdy metr kwadratowy w dyskoncie ma przynosić zysk. Jednak z punktu widzenia pracowników zyskuje się więcej chłodu niż przestrzeni. Kasjerzy zwracają uwagę, że to właśnie zrezygnowanie z przedsionków najbardziej odbiło się na ich zdrowiu. Czują się tak, jakby zostali posadzeni na linii przeciągu, a nie za kasą.
Im większy sklep, tym bardziej zadowoleni pracownicy
Sytuacja ta jest szczególnie widoczna w dyskontach, bo ich konstrukcja i strategia sprzedażowa opiera się na maksymalnym wykorzystaniu powierzchni handlowej i stałym, szybkim ruchu klientów. Kasa ma być ostatnim punktem styku, najbliżej drzwi, żeby klient mógł wyjść równie szybko, jak wszedł. Problem w tym, że w tym modelu trudno znaleźć miejsce dla komfortu pracownika.
W sklepach wielkopowierzchniowych jest inaczej. W hipermarketach wejścia są zazwyczaj oddalone od kas o kilkanaście, czasem kilkadziesiąt metrów. Bywa, że prowadzą do nich tunele, pasaże i wydzielone strefy wejściowe. Zanim klient dotrze do kas, zimne powietrze zdąży się rozproszyć. Dlatego kasjerzy w dużych sklepach rzadziej skarżą się na przeziębienia czy problemy z gardłem. Pracują w tych samych porach roku i w tej samej pogodzie, ale w zupełnie innych warunkach mikroklimatycznych.
Kasjerzy z dyskontów coraz częściej mówią, że czują się niewidzialni w procesie projektowania sklepów. Ich zdaniem optymalizacja przestrzeni nie powinna oznaczać rezygnacji z podstawowej ochrony przed zimnem. Wielu z nich zwraca uwagę, że przeziębienia czy zapalenia zatok nie są incydentem, lecz powtarzalnym elementem pracy. Niektórzy zaczynają pytać, czy skoro warunki pracy sprzyjają chorobom, to czy nie należałoby traktować ich jak swoistej choroby zawodowej — nie w sensie formalnoprawnym, ale społecznym, opisującym realne konsekwencje codziennego narażenia.
Sklep bez obsługi? To się nie uda
W funkcjonowaniu dyskontów priorytetem często jest efektywność, rotacja towaru, wygoda klienta i redukcja kosztów eksploatacyjnych. Jednak coraz trudniej ignorować fakt, że za każdą taką decyzją stoi człowiek, który przez osiem godzin pracy odbiera konsekwencje przeciągów, zimnych nawiewów czy stale otwieranych drzwi.
Gdzie w tym miejsce dla pracownika? Niestety, sieci handlowe często zapominają, że sklep nie będzie funkcjonował, jeżeli nie będzie miał w nim kto pracować. Owszem, kasy samoobsługowe rozwiązują sytuację kasjerów (jednak wciąż ktoś musi ich pilnować, akceptować zakupy 18+, bądź też pomagać seniorom), ale wciąż potrzeba osób, które wyłożą towar, czy zadbają o porządek w sklepie. Stąd też wdrażane rozwiązania powinny zapewniać pracownikom możliwie największy komfort, a nie zapominać o ich potrzebach.
Dyskusja o przeciągach przy kasach może wydawać się błaha. Ale jeśli wziąć pod uwagę liczbę osób zatrudnionych w dyskontach i powtarzalność tego zjawiska, okazuje się, że mówimy o realnym, systemowym problemie. Być może więc najwyższy czas, by przy projektowaniu sklepów uwzględniać nie tylko przepływ klientów i układ promocji, ale też podstawową zasadę: że zdrowie pracownika nie jest kosztem, który można ukryć między alejkami.