1. Home -
  2. ecommerce -
  3. Klienci Glovo nie są już skazani na Biedronkę. Może w końcu będą dostawać to, co zamawiali

Klienci Glovo nie są już skazani na Biedronkę. Może w końcu będą dostawać to, co zamawiali

Przez ostatnie lata polscy użytkownicy Glovo byli w praktyce skazani na jedną sieć – Biedronkę. Kto zamawiał regularnie, ten wie, jak wyglądały te zakupy: losowe zamienniki, brakujące produkty, seryjnie mylone marki, a wszystko okraszone podejściem „byle szybciej, byle się zgadzało w systemie”.

Pracownicy Biedronki, co tu owijać w bawełnę, traktowali kompletowanie koszyków z Glovo jako uciążliwy dodatek do codziennej pracy. Efekt? Klienci coraz częściej brali to, co dostali, zamiast tego, co zamówili. Bo komu chciałoby się biegać po sklepie drugi raz po brakujący jogurt.

Dlatego wejście Kauflandu do Glovo jest ważniejsze, niż wynikałoby to z samej notki prasowej. To nie tylko kolejna współpraca między siecią a aplikacją delivery. To pierwsza realna alternatywa dla Biedronki w zakupach „spożywka na telefon”, i to alternatywa pochodząca od sieci, która – czy ktoś ją lubi, czy nie – ma zupełnie inny standard organizacyjny. Owszem, był Carrefour i czasami Auchan, ale w wielu miejscowościach realnie ich jednak nie było.

Kaufland startuje od Krakowa i wchodzi z ofertą, która może zmienić proporcje na rynku szybkich dostaw

Po pierwsze, trzyma identyczne ceny jak w sklepie stacjonarnym. Po drugie, daje okno zamówień od 7 rano do 22.30, co jest zwyczajnie wygodne. Najciekawsze jednak jest coś innego: od razu udostępnia pięć tysięcy produktów, zamiast klasycznego, wypłukanego katalogu „te rzeczy, które obsługa ma fizycznie w zasięgu ręki”. Do tego pełna selekcja promocji, świeże warzywa, mięso pakowane, kwiaty, artykuły higieniczne – jednym słowem normalne zakupy, a nie zestaw przypadkowych produktów, które ocalały w logistycznym chaosie.

Pilotaż pokazuje, że klienci na Glovo kupują głównie „na ostatnią chwilę” – różę, zmywacz, mięso na obiad. I to jest kluczowe. Bo jeśli zamawiasz szybko, to chcesz dostać dokładnie to, co kliknąłeś, a nie „najbliższy odpowiednik”.

Pierwszy tydzień próbny przyniósł zamówienia za nawet 750 zł, a średni czas dostawy waha się od 30 do 60 minut. Innymi słowy – tak, jak powinno to wyglądać w 2025 roku.

Największy ciężar tej współpracy leży w oczekiwaniach klientów

Glovo przez lata uczyło nas, że zakupy spożywcze to trochę loteria. Tysiąc razy lepiej realizuje je na przykład Żabka, ale jej drogawy Jush! słabo sobie radzi poza Warszawą. Teraz, po dołączeniu Kauflandu, może się wreszcie okazać, że e-grocery przestanie być doraźnym, niepewnym rozwiązaniem, a stanie się normalnym modelem zakupów.

Sieć zapowiada ekspansję na Warszawę już od nowego roku, a docelowo – wszędzie tam, gdzie Glovo da radę dojechać. Wraz z rozrostem oferty do kilkunastu tysięcy produktów i integracją z Kaufland Card, szykuje się pełnoprawny kanał sprzedaży, a nie półśrodek.

I tu wracamy do punktu wyjścia. Klienci Glovo po raz pierwszy od dawna dostają wybór. Jeśli ktoś ma dość zakupów składanych „z łaski”, z pomyłkami i brakami, może spróbować czegoś, co – przynajmniej w założeniu – traktuje tę usługę jako element strategii, a nie kulę u nogi. A rynek lubi konkurencję. Jeżeli Kaufland dowiezie jakość, nie tylko zamówienia, to inni gracze też będą musieli się zmienić.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi