- Bezprawnik -
- Podatki -
- Rząd szykuje nową opłatę za ubrania. „Zapłaci producent", czyli i tak Ty
Rząd szykuje nową opłatę za ubrania. „Zapłaci producent", czyli i tak Ty
Polacy dopiero uczą się życia z systemem kaucyjnym, a już pojawia się kolejny pomysł na zmianę sposobu postępowania z odpadami. Tym razem chodzi o ubrania i tekstylia. Państwo planuje stworzyć system, w którym producenci będą ponosić odpowiedzialność za zagospodarowanie zużytej odzieży.
Na papierze wszystko wygląda rozsądnie czyli mniej odpadów, więcej recyklingu, większa odpowiedzialność producentów. Problem zaczyna się wtedy, gdy pada pytanie i kto ostatecznie za to wszystko zapłaci?
Niestety doświadczenie z innymi systemami ekologicznymi pokazuje, że nawet jeśli formalnie opłatę ponosi przedsiębiorca, jej koszt może ostatecznie znaleźć się w cenie produktu.
Nie będzie „kaucji za koszulkę". Chodzi o rozszerzoną odpowiedzialność producenta
Trzeba od razu wyjaśnić jedną rzecz. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zamierza wprowadzać kaucji za ubrania na zasadzie 50 groszy za butelkę czy 1 zł za opakowanie szklane. Chodzi o rozszerzoną odpowiedzialność producenta (ROP). Unijne przepisy nakładają na państwa obowiązek stworzenia systemu, w którym producenci odzieży i obuwia będą finansować zagospodarowanie odpadów powstających z ich produktów. Polska ma wdrożyć te rozwiązania najpóźniej do 17 czerwca 2027 r. Oznacza to jednak, że przy każdym sprzedanym ubraniu może pojawić się nowy koszt związany z jego późniejszym zagospodarowaniem.
Opłatę ROP formalnie poniesie producent, ekonomicznie konsument
Własnie to jest najważniejsze pytanie dotcyzące funkcjonoania całego systemu. Jeżeli producent będzie musiał zapłacić za zbiórkę, sortowanie, ponowne wykorzystanie i recykling odzieży, będzie miał dodatkowy koszt działalności. A przedsiębiorca nie jest instytucją charytatywną. Może więc próbować przenieść część kosztów na cenę produktu. W efekcie może powstać sytuacja dobrze znana z innych regulacji czyli formalnie płaci producent, ekonomicznie płaci konsument.
Nie oznacza to, że każda koszulka automatycznie podrożeje o określoną kwotę. Na razie nie ma podstaw, aby podawać konkretną wysokość takiej podwyżki. Nie znamy jeszcze ostatecznego polskiego modelu opłat. Ryzyko jest jednak realne.
System kaucyjny jako ostrzeżenie przed opłatą za tekstylia
System kaucyjny działa w Polsce od 1 października 2025 r. Samo wprowadzenie systemu kaucyjnego od początku budziło zresztą sporo wątpliwości. Przy zakupie objętego nim napoju konsument płaci dodatkowo 50 groszy za butelkę PET lub puszkę oraz 1 zł za szklaną butelkę wielokrotnego użytku. Pieniądze można odzyskać po zwrocie opakowania.
W przypadku tekstyliów może być inaczej. Jeżeli koszt ROP zostanie wliczony w cenę ubrania, nie będzie to kaucja, którą odzyskamy po oddaniu starej koszulki. Będzie to po prostu koszt systemu ukryty w cenie produktu. I właśnie tutaj pojawia się obawa, że ekologiczna regulacja zacznie przypominać kolejne obciążenie nakładane na konsumentów.
Najpierw butelki, potem ubrania — coraz dłuższa lista obowiązków
Z punktu widzenia przeciętnego gospodarstwa domowego lista obowiązków związanych z segregacją odpadów jest z roku na rok coraz dłuższa. Mamy papier, szkło, metale i tworzywa sztuczne, bioodpady. Od 2025 r. doszła obowiązkowa selektywna zbiórka tekstyliów, a wokół samej zbiórki odpadów tekstylnych wciąż jest sporo zamieszania. Gminy muszą zapewnić możliwość oddawania zużytych ubrań, przede wszystkim poprzez PSZOK. Kolejnym elementem jest system kaucyjny. Teoretycznie każdy z tych systemów ma swoje uzasadnienie. Problem polega na tym, że obywatel nie żyje w systemie pojedynczych regulacji. Żyje w ich sumie. Kolejny obowiązek może być niewielki sam w sobie, ale razem tworzą coraz bardziej skomplikowany i drogi system gospodarowania odpadami.
Ubrania trafiają do PSZOK. Gdzie przechowywać tekstylia przed oddaniem?
Od 1 stycznia 2025 r. zużytych tekstyliów nie wrzucamy do odpadów zmieszanych. Gminy zapewniają możliwość ich selektywnego oddawania, przede wszystkim w PSZOK-ach. Oznacza to, że starych ubrań trzeba pozbywać się w sposób zorganizowany, a nie wrzucać ich po prostu do zwykłego kosza. To, co dzieje się z nimi później, bo odpady tekstylne to dziś poszukiwany surowiec, bywa zresztą zaskakujące.
Pojawia się jednak problem bardzo praktyczny, mianowicie gdzie przechowywać tekstylia, zanim pojedziemy do PSZOK-u? Kilka koszulek czy para spodni nie jest problemem. Gorzej, gdy w domu zaczyna gromadzić się kilka worków ubrań, butów i innych tekstyliów.
Podobną sytuację wiele gospodarstw domowych zna już z systemu kaucyjnego. W domu stoją worki lub torby z pustymi butelkami i puszkami, które trzeba przechować do momentu zwrotu. Teraz dochodzi kolejna grupa odpadów, która również wymaga miejsca. Z punktu widzenia ustawodawcy są to dwa zupełnie różne systemy. Z punktu widzenia mieszkańca wszystkie mają jednak wspólny mianownik czyli odpady trzeba najpierw gdzieś przechować, a następnie poświęcić czas na ich oddanie.
Paradoks całej sytuacji pogłębia fakt, że Polska ma przy tym bardzo rozbudowaną infrastrukturę gospodarowania odpadami, a mimo kolejnych inwestycji w sortownie i instalacje przetwarzania odpadów coraz więcej obowiązków związanych z segregacją spada bezpośrednio na mieszkańca. Każdy z nas musi rozdzielać kolejne frakcje, przechowywać je i dostarczać do odpowiednich punktów, podczas gdy koszty gospodarowania odpadami dla gospodarstw domowych wcale nie maleją. Gdzie więc jest korzyść dla obywatela, jeśli system staje się coraz bardziej skomplikowany, a rachunki zamiast spadać, rosną?
Dlatego przy projektowaniu kolejnych obowiązków ekologicznych warto pamiętać, że mieszkanie nie jest magazynem odpadów. Jeżeli państwo chce zwiększać poziom recyklingu, system powinien być nie tylko skuteczny, ale również wygodny i łatwo dostępny dla mieszkańców.
Fast fashion i tania odzież pod największą presją nowych opłat
Nowe projektowane zasady szczególnie mocno mogą dotknąć segment tzw. fast fashion. Jeżeli opłata producenta będzie zależała między innymi od rodzaju produktu, jego trwałości czy możliwości recyklingu, tania odzież może stać się relatywnie droższa. Nie od dziś mówi się zresztą, że Unia Europejska kończy z fast fashion i chce wymusić na producentach projektowanie ubrań z myślą o obiegu zamkniętym.
I tutaj pojawia się kolejny paradoks.
Państwo chce ograniczać produkcję tanich, szybko zużywających się ubrań. Jeżeli jednak koszt regulacji zostanie przeniesiony na cenę, może się okazać, że konsumenci po prostu zapłacą więcej za ten sam produkt, płacąc jednocześnie więcej za odbiór odpadów. Z punktu widzenia środowiska może to być korzystne, jeśli wyższa cena rzeczywiście zmieni zachowania konsumentów i producentów, ale jeżeli system ponownie stanie się wyłącznie kolejną opłatą, jego efekt ekologiczny może być znacznie mniejszy.
Ekologia nie powinna oznaczać kolejnego rachunku dla konsumenta
Polacy mogą zaakceptować kolejne obowiązki, jeżeli widzą ich sens i jeżeli system jest prosty. Znacznie trudniej będzie zaakceptować sytuację, w której za każdym razem słyszymy, że „zapłaci producent", a później okazuje się, że koszt pojawia się w cenie produktu. System kaucyjny jest tu dobrym przykładem, choć nie identycznym, tam teoretycznie pieniądze można odzyskać po zwrocie opakowania. Przy ROP dla tekstyliów takiego mechanizmu nie musi być.
Dlatego zanim powstanie polski system, warto zadać kilka prostych pytań, takich jak ile będzie kosztował producentów, ile będzie kosztował samorządy, kto zapłaci za zbiórkę i sortowanie oraz czy konsument rzeczywiście zobaczy korzyść, czy tylko wyższą cenę ubrania?
Jeżeli odpowiedzią na problem odpadów będzie przede wszystkim kolejna opłata, a obywatel nadal będzie musiał sam organizować ich oddawanie, trudno będzie przekonać ludzi, że powstał system gospodarki obiegu zamkniętego. Ekologia może kosztować. Pytanie tylko, czy po raz kolejny największą część rachunku zobaczymy przy kasie.
zobacz więcej:











