1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Za jeden filmik nawet 5 lat więzienia. Senat właśnie decyduje o losie patostreamerów

Za jeden filmik nawet 5 lat więzienia. Senat właśnie decyduje o losie patostreamerów

Patostreamer, który dla zasięgów i pieniędzy pokaże w sieci bicie, znęcanie się nad zwierzęciem albo publiczne upokorzenie drugiej osoby, ma trafić za kratki nawet na pięć lat — jeśli ofiarą był ktoś niepełnoletni. Tak zakłada nowelizacja Kodeksu karnego, którą dziś, 25 czerwca, zajmie się Senat. Właśnie teraz rozstrzyga się, czy nowy przepis wejdzie w życie bez zmian.

Co tak naprawdę ma być karane? Nie każda mocna treść trafi pod paragraf

Trzeba na wstępie zaznaczyć, że ustawa nie wprowadza zakazu pokazywania przemocy w ogóle — gdyby tak było, pod paragraf trafiłyby serwisy informacyjne czy filmy fabularne. Chodzi o rozpowszechnianie w sieci nagrań i transmisji przedstawiających popełnienie konkretnego czynu zabronionego. Co istotne — karalność dotyczy działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, a więc typowej sytuacji patostreamera, który na takich treściach zarabia.

Nowelizacja dodaje do Kodeksu karnego art. 255b, który penalizuje publiczne udostępnianie — na żywo lub w formie zapisu — obrazu albo dźwięku ukazującego m.in. przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu, wolności i wolności seksualnej, znęcanie się nad zwierzętami lub ich zabicie, a także naruszenie nietykalności cielesnej prowadzące do poniżenia drugiego człowieka.

Inscenizowana przemoc też pod paragrafem

Co istotne — i co trzeba przyznać, wcale nie jest oczywiste — karany ma być nie tylko ten, kto pokazuje rzeczywiste przestępstwo, ale również ten, kto je inscenizuje i przedstawia jako autentyczne. Ustawodawca wyszedł tu z założenia, że z punktu widzenia widza, zwłaszcza nastoletniego, udawana brutalność podana jako prawdziwa działa równie demoralizująco co ta faktyczna.

Ile grozi patostreamerom?

W toku prac kary uległy złagodzeniu względem pierwotnych propozycji sprzed lat, gdy w projekcie ustawy zakazującej patostreamów mówiło się o widełkach od pół roku do ośmiu lat. Uchwalona wersja przewiduje dwa progi. Za rozpowszechnianie takich treści w typie podstawowym — gdy ofiarą jest osoba dorosła — grozi pozbawienie wolności do lat trzech.

Surowiej traktowane są treści angażujące osoby niepełnoletnie: jeśli na nagraniu znajdzie się małoletni, sprawcy grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. To właśnie ta okoliczność podnosi górną granicę do pięciu lat.

Wyłączenia chroniące dziennikarzy i świadków

Warto zauważyć, że ustawa przewiduje też wyłączenia. Nie popełni przestępstwa ten, kto rozpowszechnia takie materiały w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, informacyjnej, prasowej lub naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego. To właśnie ten przepis — zapisany w art. 255b § 4 — ma chronić dziennikarzy, świadków i zwykłych użytkowników sieci, którzy nagłaśniają patologię, by ją napiętnować, a nie po to, by na niej zarobić. Granica nie zawsze jest oczywista — pokazuje to choćby pytanie o to, kiedy nagrywanie z ukrycia jest legalne.

Czy to już prawo? Jeszcze nie — i tu pojawia się ryzyko

Nie da się ukryć, że emocje wokół ustawy są spore, a część organizacji już teraz mówi o przełomie w ochronie dzieci w internecie. Trzeba jednak ostrożnie ważyć słowa, bo na dzień 25 czerwca patostreaming wciąż nie jest karany. Sejm uchwalił nowelizację 11 czerwca (za głosowało 419 posłów), po czym trafiła ona do Senatu. Senatorowie mogą ustawę przyjąć bez poprawek, zgłosić zmiany albo ją odrzucić — a niezależnie od ich decyzji dokument musi jeszcze podpisać prezydent i zostać ogłoszony w Dzienniku Ustaw. Dopiero wtedy zacznie biec czas do wejścia przepisów w życie.

Pojawiają się przy tym głosy krytyczne — część prawników wskazuje, że nieostry katalog czynów może zagrażać wolności słowa, i nie wyklucza wniosku o prezydenckie weto. Warto przypomnieć, że już wcześniej, gdy ruszała walka z patostreamami, pojawiał się zarzut, że nowy przepis może dublować regulacje już obecne w Kodeksie karnym.

Co z tego wynika dla zwykłego internauty?

Dla przeciętnego użytkownika sieci najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze — udostępnianie dalej drastycznego nagrania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej może w przyszłości oznaczać odpowiedzialność karną, jeśli nie mieści się w żadnym z ustawowych wyłączeń. Po drugie — dopóki ustawa nie wejdzie w życie, obowiązuje stan dotychczasowy, w którym ściganie patostreamerów bywało trudne.

Osoby, które chcą reagować na takie treści, na razie powinny zgłaszać je platformom i organom ścigania na obowiązujących zasadach, a nie samodzielnie je rozpowszechniać — nawet z dobrej woli.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi