Koniec ze „służbowymi” gośćmi w hotelach. Tylko że co będzie z tymi, których praca naprawdę polega na przemieszczaniu się po kraju?

Zdrowie dołącz do dyskusji (92) 17.12.2020
Koniec ze „służbowymi” gośćmi w hotelach. Tylko że co będzie z tymi, których praca naprawdę polega na przemieszczaniu się po kraju?

Maciej Bąk

Stało się – czeka nas zakaz podróży służbowych. Rząd, zapowiadając wprowadzenie narodowej kwarantanny od 28 grudnia, planuje całkowicie zamknąć hotele. Nie będzie już zatem przymykania oka na gości „biznesowych”, którzy byli ratunkiem dla branży, nie mogącej od miesięcy doprosić się pomocy od rządu.

Zakaz podróży służbowych

Branża turystyczna stanie w miejscu tuż po Bożym Narodzeniu. Zamknięcie hoteli ma obowiązywać co najmniej do 17 stycznia. Termin końcowy jest nieprzypadkowy. Chodzi o to, by uniemożliwić Polakom wyjazdy w trakcie ferii zimowych, skumulowanych w jednym dwutygodniowym styczniowym terminie. Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że co prawda będą wyjątki, ale będzie ich bardzo niewiele. Można więc założyć że możliwość noclegu zostanie zachowana na przykład dla przedstawicieli służb.

Zakaz nocowania w hotelach może tymczasem bardzo poważnie pokrzyżować szyki wielu osobom. Chodzi o tych, dla których chlebem powszednim jest poruszanie się między miastami i nocowanie codziennie w wielu różnych miejscach. Chociażby pracownicy firm telekomunikacyjnych, przedstawiciele handlowi i tak dalej. Mam przeczucie, że rząd, przygotowując listę wyjątków, zrobi to jak zwykle na kolanie i okaże się, że dziesiątki branż zostaną pominięte. A to de facto oznacza niemożność prowadzenia normalnej działalności gospodarczej. Oczywiście nierekompensowane w żaden sposób, no bo przecież oficjalnie można działać.

Koniec z quasi-delegacjami

Rząd jeszcze wczoraj rozważał łagodniejszą opcję, czyli wprowadzenie rejestru podróży służbowych. Miało to ukrócić praktykę w postaci ściemnianych wyjazdów biznesowych na przykład na narty. Ostatecznie jednak zwyciężyła wersja twarda, czyli całkowity lockdown branży turystycznej. To dla niej wielki cios, bo tarcza finansowa PFR 2.0 wciąż jest pieśnią przyszłości, a tarcza antykryzysowa na razie objęła tylko miesiące od czerwca do września, które akurat dla branży turystycznej najgorsze nie były.

Czekają nas zatem kolejne upadłości. A to dlatego, że na przykład hotele na południu Polski zwykle żyły z kilku zimowych miesięcy, w trakcie których kolejne województwa miały ferie zimowe. Dziś tracą możliwość zarobienia czegokolwiek przez jedyne dwa tygodnie, które mogły być dla nich jakąś formą uzbierania pieniędzy na przetrwanie. Rozumiem obawy rządu przed trzecią falą epidemii. Ale jeżeli zostaje wprowadzona narodowa kwarantanna, to wraz z nią musi popłynąć narodowa pomoc dla branż. Konkretna, nie wydumana.