1. Home -
  2. Prawo -
  3. Za niecałe 300 tys. zł możesz „zamrozić” swoją głowę. W nadziei, że ktoś cię kiedyś ożywi

Za niecałe 300 tys. zł możesz „zamrozić” swoją głowę. W nadziei, że ktoś cię kiedyś ożywi

Medycyna się rozwija, nic więc dziwnego, że ludzie coraz częściej zastanawiają się nad sposobami przedłużenia życia albo… wygrania ze śmiercią. Z marzeń o długowieczności zrodziła się krionika. Za kilkaset tysięcy złotych można „zamrozić” czyjeś całe ciało lub tylko głowę.

Miłosz Magrzyk07.01.2026 14:52
Prawo

Zwolennicy tej koncepcji wierzą, że ciało lub mózg można zachować w stanie „uśpienia” do momentu, gdy przyszła medycyna nauczy się cofać skutki chorób, starzenia, a nawet śmierci. Przeciwnicy mówią bardziej o intelektualnej prowokacji, nie widząc nadziei na jakikolwiek sukces.

Aby po śmierci uniknąć katastrofy w komórkach, trzeba wykonać witryfikację

Na myśl o krionice ludzie z reguły wyobrażają sobie po prostu zamrożenie ciała. To typowy błąd, bo w krionice nie chodzi o zwykłe zamrożenie. Klasyczny lód niszczy komórki poprzez ostre kryształki rozrywające ich strukturę. Aby temu zapobiec, potrzebna jest działająca łagodniej interwencja z wykorzystaniem krioprotektantów.

W wyniku witryfikacji (zeszklenia) tkanki przechodzą w stan, w którym biologia zostaje zatrzymana bez lodowej destrukcji. To właśnie ten proces sprawia, że krionika w ogóle ma sens jako potencjalna „inwestycja”. Komórki pozostają potencjalnie „żywe”, mimo że ciało jest martwe. To diametralna różnica, od której zależy, czy kiedyś w ogóle będzie możliwe „wybudzenie” człowieka.

W kriokonserwacji zawsze liczy się czas – im szybciej od zgonu ją wykonamy, tym lepiej dla... pacjenta. Ośrodki krioniczne, takie jak Alcor Life Extension Foundation, Cryonics Institute czy Tomorrow Biostasis, konsekwentnie unikają bowiem terminów „zwłoki” czy „zmarli” i zamiast tego mówią o pacjentach właśnie.

Nie każde zeszklenie to pakiet premium obejmujący całe ciało

Dla osób chcących zainwestować tylko w to, co – ich zdaniem – najważniejsze, przewidziano opcję ograniczoną do głowy. Tzw. neuroprezerwacja opiera się na przekonaniu, że istotą człowieczeństwa jest mózg, a wraz z nim pamięć, osobowość i świadomość. Reszta to jedynie „opakowanie”, które kiedyś da się zastąpić lub odbudować. W tej wizji mózg działa niczym nośnik danych – biologiczny komputer, który można odłożyć na półkę, dopóki technologia nie nadrobi zaległości.

Niezależnie od wybranej opcji na koniec pacjent – całe ciało lub tylko głowa – trafia do wypełnionej ciekłym azotem kapsuły, w której temperatura spada do niemal –200°C.

Ile trzeba zapłacić za bilet w przyszłość? Krioprezerwacja całego ciała to koszt rzędu 200 tys. dolarów, natomiast wersja ograniczona do głowy bywa nawet ponad dwukrotnie tańsza – wynosi np. 80 tys. dolarów (niespełna 300 tys. zł). Procedurze da się poddać również nieżywe zwierzęta; wtedy cenna powinna być jeszcze niższa.

Biznes zbudowany na wierze w nieśmiertelność dla jednych będący nadzieją dla drugich jest tylko dobrze sprzedanym mitem

Mimo że technologia pozwala przechowywać ciało w niskiej temperaturze, powrót do życia pozostaje tajemnicą. Na razie nie wiadomo, czy kiedykolwiek na sto procent uda się przywrócić funkcje życiowe zmarłemu człowiekowi.

Czy mamy do czynienia z cynicznym biznesem żerującym na marzeniach ludzi o nieśmiertelności, przerażającą zabawą czy po prostu nauką? Nawet jeśli przyszła technologia pozwoli odbudować ciało, to czy sama głowa wystarczy do odtworzenia reszty człowieka? Czy da się przenieść czyjś rozum do maszyny? I czy taki „wskrzeszony” pacjent na pewno będzie tą samą osobą co kiedyś? A może już dawno nie będzie w nim odrobiny człowieczeństwa?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi