1. Home -
  2. Społeczeństwo -
  3. Matka o licealistce: moja Ania uzależniła się od aplikacji Żappka. Ciągle chodzi do Żabki

Matka o licealistce: moja Ania uzależniła się od aplikacji Żappka. Ciągle chodzi do Żabki

Wydawałoby się, że aplikacje sklepowe to nic groźnego. Jednak odpowiednio zaprojektowany program lojalnościowy może prowokować młodzież (i nie tylko) do kompulsywnych zachowań.

Znajoma podzieliła się ze mną historią córki

Ania, pociecha mojej koleżanki, zainstalowała na swoim smartfonie aplikację Żappka. Bliscy zaobserwowali, że odkąd ją posiada, chodzi do oferującego ją sklepu zdecydowanie za często. Drobne zakupy, które robiła wcześniej w różnych miejscach, niepokojąco kanalizuje w stronę Żabki.

Jak powiedziała znajoma, interes wydaje się niewarty świeczki. Ania sporo przepłaca i kupuje za dużo. Na przykład zamiast jednego napoju bierze dwa, gdy akurat są na promocji.

A przy okazji zbiera żappsy, czyli punkty w programie lojalnościowym sieci z sympatycznym płazem w nazwie, które można wymieniać na nagrody. W rezultacie takich zachowań wydała większość pieniędzy, jakie z trudem zarobiła na wakacjach.

Aplikacje zakupowe, zwłaszcza te wykorzystujące mechanizm zbierania punktów, mogą potęgować konsumpcję

Sądzę, że historia ta uchwyciła sedno zjawiska, które rzeczywiście istnieje, i młodzież jest na nie bardzo podatna. Zwłaszcza że stanowi ona ważną grupę docelową Żabki.

To przecież w dużej mierze do niej skierowana jest np. unikalna oferta napojów i przekąsek, jak chociażby hot dogi, dostępnych w sklepie z sympatycznym płazem w nazwie.

Dodajmy, że Lidl czy Biedronka stanowią często dla licealistów i studentów zwykłe, nudne dyskonty. Żabka, choć przyciąga bezdomnych, wydaje się jakaś bardziej na czasie. Dla młodych ludzi to nade wszystko także pobliski sklep, do którego można nawet zajrzeć na szkolnej przerwie.

Z aplikacjami zakupowymi należy zachować umiar

Zakładam, że mogą istnieć osoby, które używają Żappki i tak po prostu z niej korzystają, bez dopatrywania się w tym głębszego sensu. Gdy jest inaczej, warto pokusić się o refleksję, czy tego rodzaju narzędzie przypadkiem nie powoduje, że wydajemy we wskazanej sieci więcej.

Osobiście nie mam aplikacji Żappka i nie dzieje mi się krzywda, gdy z powodu jej braku ominie mnie jakaś promocja. Do tego sklepu zaglądam bowiem sporadycznie.

W Biedronce i w Lidlu aplikacja rzeczywiście może się przydać, w końcu jako społeczeństwo zostawiamy tam nieporównywalnie więcej pieniędzy. Ale w Żabce?

Przecież otrzymanie wątpliwej „nagrody” w formie napoju może wymagać tam wydania grubych setek albo i tysięcy złotych. Podobnie jest z promocjami z aplikacją. Jeśli przyszliśmy po jedną butelkę wody, to po co mamy kupować dwie?

Za wybory konsumenckie Ani trzymam oczywiście kciuki. Jest młoda, całe życie przed nią, a wydanie z trudem wypracowanych funduszy może stanowić dla niej cenną lekcję. Zwięzłe przytoczenie jej historii stanowi zresztą tylko ilustrację szerszego zjawiska.

Kto wie, czy nieufni wobec technologii boomerzy, niewierzący w aplikacje z promocjami kapitalistów, nie mają w tym wszystkim racji. Nie posiadając ich, czasami coś tracą, ale w wyższym stopniu kupują to, czego potrzebują.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi