1. Bezprawnik -
  2. Zdrowie -
  3. Ratowali mu życie na OIOM-ie, a potem kazali zapłacić 1350 zł. Za parking

Ratowali mu życie na OIOM-ie, a potem kazali zapłacić 1350 zł. Za parking

NFZ i cała polska służba zdrowia nie mają ostatnio – delikatnie powiedziawszy – dobrej passy. Do wielomiliardowego deficytu doszły w ostatnim czasie liczne afery oraz lekarze zarabiający miliony, którzy byli w pracy więcej godzin, niż ma miesiąc. Kolejny PR-owy zgrzyt może teraz odnotować Uniwersytecki Szpital Kliniczny, który naliczył pacjentowi w ciężkim stanie 1350 zł rachunku za parking.

Ratowali mu życie, a później kazali zapłacić 1350 zł za parking

Do całej sytuacji doszło niedawno, bo 7 lipca w Poznaniu przy ul. Grunwaldzkiej. Jak podaje portal epoznan.pl, mężczyzna przyjechał o własnych siłach własnym samochodem do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Zaparkował go na płatnym parkingu szpitala i nie zakładał, że postój będzie zbyt długi. Nie przeszło mu nawet przez myśl, że będzie hospitalizowany.

A jednak – na miejscu okazało się, że sytuacja jest bardzo poważna, a pacjent trafił od razu z SOR-u na Oddział Intensywnej Terapii Kardiologicznej. Spędził na nim niecałe trzy doby i tyle też stał jego samochód na szpitalnym parkingu, za co w kasie biletowej naliczono mu... aż 1350 zł rachunku. To sytuacja, w której warto znać kartę praw pacjenta, choć akurat kwestie parkingowe pozostają poza jej zakresem.

Cytowany przez epoznan.pl mężczyzna nie kryje oburzenia:

Szpitalny parking nie posiada żadnego limitu dobowego dla pacjentów w stanie zagrożenia życia, a cennik przy wjeździe jest celowo odwrócony tyłem/bokiem do kierowców. Gdy o godzinie 9.12 rano po ludzku wyjaśniłem operatorowi, że dopiero co opuściłem reanimację kardiologiczną, nie mam w tej chwili takiej kwoty na karcie i poprosiłem o wystawienie faktury/wezwania z odroczonym terminem, abym mógł pojechać do domu i przyjąć ratujące życie leki – szpitalny parking wziął mnie i mój samochód jako zakładników.

Niestety mężczyzna nic nie zdziałał, a w słuchawce usłyszał na odchodne "to pożycz pieniądze od znajomych". Będąc w szoku, zadzwonił nawet na policję, aby pomogła mu otworzyć szlaban, ale usłyszał, że nie może w tym nic pomóc.

Płatny parking dla odwiedzających, a nie dla pacjentów w ciężkim stanie

Ostatecznie pacjent Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu uregulował cały rachunek z góry. Niestety nie miał możliwości odroczenia płatności w czasie, wygląda też na to, że nie było oferowane rozbicie całej kwoty na raty.

W tym całym koszmarze, będąc na skraju wycieńczenia, musiałem wydzwaniać do pracodawcy i pytać, kiedy dokładnie wpłynie moja pensja. Licznik parkomatu w tym czasie bezczelnie naliczał kolejne opłaty za to, że nie chciano mnie wypuścić. Ostatecznie zostałem zmuszony do zapłaty 1350 zł natychmiast po tym, jak na konto wpłynęło moje miesięczne wynagrodzenie. Oddałem niemal połowę pensji za to, że walczyłem o życie w szpitalu.

Swoją drogą, całkowicie skandaliczne jest naliczanie opłaty za postój samochodu osoby, która walczy o życie w szpitalu. Rozumiem naliczanie opłat od osób odwiedzających chorych w szpitalu, ale nie samych chorych. Siłą rzeczy mężczyzna nie miał jak przestawić pojazdu, zresztą nie to było najważniejsze, gdy przebywał na OIOM-ie.

Reakcja dyrekcji i podobne przypadki

Dyrekcja szpitala wyraziła ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i podkreśliła, że sposób prowadzenia rozmowy przez operatora parkingu był niedopuszczalny. Sprawa została przeanalizowana, a jak poinformowała w rozmowie z TVN24 Ewa Żurowska, kierownik Biura Dyrekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu, nałożona "opłata zostanie pacjentowi anulowana".

Takich przypadków jest jednak więcej. W komentarzach na WP zauważyłem post innego mężczyzny, który opisuje podobną sytuację, choć w innym szpitalu. W jego przypadku hospitalizacja trwała 5 dni, a rachunek za parking był na podobnym poziomie. Na szczęście jak tylko pokazał dokumentację obejmującą cały pobyt w szpitalu, udało mu się odzyskać całą kwotę na swój rachunek bankowy.

Chory system, chory parking – dlaczego to boli podwójnie?

Nawet jeśli całość kwoty wróci do poszkodowanego, to jest absolutnym skandalem, żeby człowiek mający problemy z sercem, który jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej był w stanie zagrożenia życia i który dopiero co opuścił mury szpitala, musiał od razu przeżywać taki stres i nerwy. A wszystko to w sytuacji, gdy NFZ – jak alarmują niektórzy – zbankrutował, a pacjenci bywają odsyłani ze szpitali z kwitkiem. Trudno o gorszy moment na dokładanie chorym kolejnego stresu, skoro polska służba zdrowia i tak wciąż wymaga leczenia, a może nawet elektrowstrząsów.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover