1. Bezprawnik -
  2. Inwestowanie -
  3. Citi tnie prognozę dla złota. Kruszec może potanieć nawet o 1/5 względem lutego

Citi tnie prognozę dla złota. Kruszec może potanieć nawet o 1/5 względem lutego

Citigroup ścina trzymiesięczną prognozę ceny złota z 4300 do 4000 dolarów za uncję, a w scenariuszu ryzyka — gdy cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez całe lato — dopuszcza zejście aż do 3500 dolarów. To kruszec o jedną piątą tańszy niż pod koniec lutego, gdy uncja kosztowała około 5300 dolarów. Złoto, które od miesięcy uchodziło za najpewniejszą przystań na rynkach, nagle przestało być oczywistym zakładem.

Korekta prognozy. Bank schodzi z wcześniejszych oczekiwań

Jeszcze w styczniu analitycy Citigroup pod kierownictwem Kenny'ego Hu mówili o ataku złota na 5000 dolarów za uncję, a srebra na 100 dolarów. Argumentowali to wtedy podwyższonym ryzykiem geopolitycznym, niedoborami na rynku fizycznym oraz niepewnością co do niezależności Rezerwy Federalnej — wszystko to działo się zresztą w momencie, gdy oba metale ustanawiały historyczne rekordy. Nie był to zresztą odosobniony głos; jeszcze niedawno pojawiały się szacunki, według których ceny złota mogą sięgnąć prawie 5000 dolarów za uncję.

Teraz trend się odwrócił. Trzymiesięczny cel spadł do pozimu 4000 dolarów, a bank uzasadnia tę zmianę stabilizacją realnych rentowności, krótkoterminowym umocnieniem dolara i słabnącą premią za bezpieczeństwo.

Popyt i technika ciążą notowaniom

Warto zauważyć, że do rewizji dołożyły się również czynniki popytowe. Citi wskazuje, że fizyczny popyt ze strony banków centralnych oraz napływy do funduszy ETF wyhamowały, co odebrało rynkowi część impetu. Do tego doszła technika — kruszec zszedł poniżej 200-sesyjnej średniej kroczącej, a takie zejście często samo w sobie uruchamia dodatkową falę sprzedaży.

Scenariusz ryzyka. Zamknięty Ormuz może zepchnąć cenę jeszcze niżej

Najciekawszy (a zarazem najbardziej niepokojący) element nowej analizy dotyczy tego, co stałoby się w razie eskalacji. Bank nie wyklucza głębszej przeceny: gdyby cieśnina Ormuz pozostała zamknięta do końca lata, roczny skup złota fizycznego mógłby spaść do około 700–750 miliardów dolarów, co — zdaniem analityków — byłoby w stanie zepchnąć notowania w okolice 3500 dolarów za uncję. Tło tego scenariusza jest jak najbardziej realne; w nocy ze środy na czwartek Amerykanie uderzyli w irańskie cele w pobliżu cieśniny, a cena kruszcu reagowała na te doniesienia zniżką do około 4050 dolarów. To kolejna odsłona napięcia, które już wcześniej sprawiło, że złoto i ropa szybko zdrożały, a inwestorzy zaczęli na poważnie liczyć się z dłuższym konfliktem.

Nie da się jednak ukryć, że obraz nie jest jednoznacznie negatywny. Citi dopuszcza, że złoto wciąż może przekroczyć 4000 dolarów latem — ale tylko przy gwałtownym osłabieniu gospodarki lub ponownym nasileniu inflacji. Bez świeżego szoku przestrzeń do zwyżek pozostaje ograniczona. Dłuższy horyzont bank ocenia łagodniej: cel na 6–12 miesięcy nie zmienił się i nadal wynosi 4500 dolarów, choć jego realizacja wymagałaby gołębiego zwrotu Fedu albo nasilenia napięć geopolitycznych.

Co to oznacza dla inwestora? Krótki termin obarczony wysokim ryzykiem

Dla osoby trzymającej oszczędności w metalach szlachetnych przekaz banku jest dość bezpośredni. W raporcie Citigroup pada uwaga, że w krótkim terminie inwestowanie w złoto jest niezwykle ryzykowne dla każdego, kto nie dysponuje szerokimi limitami stop-loss i długim horyzontem. Innymi słowy — ten, kto wchodzi na rynek z myślą o szybkim zysku, gra w grę o znacznie wyższym poziomie trudności niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dla wielu Polaków inwestowanie w złoto wciąż pozostaje jednak punktem odniesienia, do którego wracają w niespokojnych czasach.

Polskie fundusze już odczuwają przecenę

Skutki globalnej przeceny widać już zresztą u krajowych inwestorów. Według serwisu Analizy.pl w trzy miesiące fundusze Investor Gold, Quercus Gold oraz inPZU Złoto straciły ponad 16 procent, a Generali Złota ponad 15 procent — choć wyniki za cały rok wciąż pozostawały dodatnie. Co ciekawe, mimo korekty segment ponownie przyciągnął kapitał: po odpływach w styczniu i marcu, kwiecień i maj przyniosły łącznie niemal 80 milionów złotych napływów. Można się domyślać, że część inwestorów potraktowała spadki nie jako ostrzeżenie, lecz jako okazję do tańszego wejścia — podobnie jak działo się, gdy złoto cały czas drożało i biło kolejne rekordy.

Trzeba też pamiętać o jednym wątku, który Citi konsekwentnie podtrzymuje — zdaniem banku srebro powinno radzić sobie lepiej niż złoto, a docelowo centrum uwagi mają przejąć metale przemysłowe, w szczególności aluminium i miedź w drugiej połowie 2026 roku. To założenie, jak podkreślają stratedzy, sprawdza się dotąd w praktyce. Dla części inwestorów otwarte pozostaje przy tym pytanie, czy lepiej kupować złoto, czy inwestować w spółki zajmujące się złotem — zwłaszcza gdy notowania samego kruszcu robią się tak nerwowe.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu