1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. 120 tysięcy z 2022 roku ma dziś siłę nabywczą zaledwie 91 tysięcy

120 tysięcy z 2022 roku ma dziś siłę nabywczą zaledwie 91 tysięcy

Pielęgniarka z tytułem magistra i specjalizacją zarabia od lipca 2026 r. minimalnie 11 486 zł brutto miesięcznie i od pierwszego dodatkowego dyżuru lub premii wpada w 32% podatku, bo do progu brakuje jej dosłownie kilkuset złotych miesięcznie na podstawie opodatkowania. Próg stoi w miejscu od 2022 r., pensje rosły przez inflację i podwyżki ustawowe, więc coraz więcej ludzi wchodzi w wyższą stawkę — nie dlatego, że są bogatsi, tylko dlatego, że pieniądz jest wart mniej. Budżet państwa na tym zarabia bez nawet jednej uchwalonej ustawy.

Igor Czabaj06.06.2026 8:39
Finanse

Drugi próg podatkowy: 32% płaci się tylko od nadwyżki

Żeby zrozumieć, co się właściwie dzieje, trzeba pojąć jedną zasadę działania progresywnego systemu podatkowego: 32% nie dotyczy całego dochodu, tylko nadwyżki ponad 120 000 zł rocznie. Każda złotówka zarobiona powyżej tej kwoty jest opodatkowana stawką wyższą o 20 punktów procentowych. Nie odbiera więc całej wypłaty, ale każdy dyżur, każda premia, każda nadgodzina powyżej progu kosztuje o jedną piątą więcej niż kosztowałaby poniżej.

To ważne, bo mechanizm jest cichszy niż się wydaje i właśnie dlatego tak wygodny. Nikt nie dostaje pisma z urzędu skarbowego informującego o podwyżce podatku. Nie ma uchwały, nie ma debaty, nie ma nagłówka. Płace rosną — bo inflacja, bo podwyżki ustawowe, bo rynek pracy — a próg stoi. Rok w rok do grona płacących 32% dołącza kolejna grupa zawodowa, która jeszcze niedawno była od niego odległa o lata. Nauczyciele z dodatkami. Ratownicy medyczni. Teraz pielęgniarki z magistrem.

Dla budżetu to działa jak perpetuum mobile. Dla podatnika to jednak podwyżka podatku, której nikt nie uchwalił.

Mechanizm, który działa przez zaniechanie

Nie trzeba podnosić podatków, żeby podatki rosły. Wystarczy nic nie robić.

Polska skala PIT ma dwa progi: 12% do 120 000 zł rocznie, 32% od nadwyżki powyżej tej kwoty. Kwota 120 000 zł obowiązuje od 1 stycznia 2022 r. i przez te cztery lata ani drgnęła. W ten sposób próg podatkowy w PIT od czterech lat stoi nieruchomo, choć wszystko wokół niego rośnie. Tymczasem przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło o 12,8% w 2023 r., 14,3% w 2024 r. i o około 9% w 2025 r. Skumulowany wzrost płac od 2022 roku to mniej więcej 40%.

Efekt jest prosty do wyliczenia. Dzisiejsza siła nabywcza 120 tys. zł ze stycznia 2022 r. odpowiada ok. 91 tys. zł w cenach z początku 2026 r. — próg stracił realnie niemal jedną czwartą wartości. Żeby w 2026 r. kupić ten sam koszyk co za 120 tys. zł w 2022 r., potrzeba ok. 158 tys. zł. Innymi słowy próg, który miał oddzielać klasę średnią od „bogatych", realnie obniżył się do poziomu, który w 2022 r. wynosiłby ok. 91 tys. zł. Tylko że nikt tego nie ogłosił, nikt nie głosował i nikt za to nie odpowiada. To się po prostu... stało.

Bracket creep, czyli pułapka inflacyjna

Ekonomiści mają na to nazwę bracket creep, czyli pułapka inflacyjna. Badania obejmujące 21 krajów europejskich pokazują, że wzrost dochodów o 1% podnosi wpływy z podatku dochodowego o 1,7–2% przy niezmienionym prawie podatkowym. System progresywny zawsze zarabia na inflacji więcej niż sam rośnie. To cecha konstrukcyjna, nie błąd. I najlepszy dowód, jak progi podatkowe w Polsce potrafią zamarznąć na całe lata, działając przez zwykłe zaniechanie.

Kto za to płaci? Etatowcy, nie „bogaci"

Liczby są jednoznaczne. Liczba podatników objętych drugim progiem wzrosła z 738 tys. w 2022 r. do 1,32 mln w 2023 r. i 1,94 mln w 2024 r. Na 2025 r. szacuje się już ok. 2,5 mln osób — około 9–10% podatników skali. Przed 2022 rokiem było to około 2%.

Coraz częściej w drugi próg wpadają nauczyciele, pielęgniarki, logistycy i ratownicy medyczni, często wyłącznie z powodu dodatkowych godzin pracy, premii lub zlecenia. Nie „bogaci". Pracownicy etatowi, którzy wzięli ekstra dyżur albo dostali roczną premię.

I tu dochodzimy do sedna, że na tym konkretnym problemie najbardziej traci etatowiec. Nie dlatego, że zarabia więcej, ale dlatego, że nie może uciec. Samozatrudniony na podatku liniowym płaci 19% niezależnie od zarobków i drugi próg go nie dotyczy. Podatek liniowy staje się opłacalny już przy określonym poziomie dochodu, a motywacja podatkowa przy przejściu na B2B jest niebagatelna — cały dylemat samozatrudnienie a etat rozstrzyga się tu wyłącznie na korzyść działalności. W 2023 r. już 20% czynnych zawodowo Polaków wykonywało pracę w ramach własnej działalności gospodarczej. Tymczasem pielęgniarka na etacie w publicznym szpitalu tej opcji nie ma.

Brak waloryzacji progów podatkowych oznacza, że faktyczne opodatkowanie osób na skali wzrosło nieproporcjonalnie wyżej niż opodatkowanie osób na podatku liniowym lub ryczałcie. System podatkowy, który miał być progresywny, staje się progresywny w sposób nieplanowany i selektywny. Uderza w tych, którzy nie mają jak się zreorganizować.

Polski Ład: korekta wieloletnich zaniedbań wykonana perfekcyjnie źle

Polski Ład — sztandarowy program podatkowy rządu Mateusza Morawieckiego, wprowadzony w 2022 roku.

Zacznijmy od tego, co zrobił dobrze. Próg 85 528 zł stał nieruchomo od 2009 do 2021 roku — przez rządy PO i PiS jednakowo, przez dwanaście lat, przez inflację małą i dużą, przez kolejne budżety i kolejne expose. Reforma z 2022 r. naprawiła to jednorazowo i naprawdę, bo próg wzrósł o 40%, kwota wolna z 8 do 30 tys. zł, stawka pierwszego progu zmalała z 17% na 12%. Dla milionów podatników o niskich i średnich dochodach to była realna ulga. Obiecywana od tamtej pory wyższa kwota wolna 2026 to już jednak osobna, wciąż niezrealizowana historia.

I tu kończy się pochwała.

Reformie nie towarzyszył żaden mechanizm automatycznej waloryzacji na przyszłość. Żaden indeks, żaden wskaźnik, żadne powiązanie z przeciętnym wynagrodzeniem czy inflacją — choć oba narzędzia są znane i stosowane choćby w konstrukcji płacy minimalnej. Zamiast tego był jednorazowy skok i nowe zamrożenie. Nowy punkt zerowy, od którego można liczyć kolejne lata bierności.

Termin nie mógł być gorszy. Rok 2022 to szczyt inflacyjny, jakiego Polska nie widziała od trzydziestu lat — CPI sięgnęło 16,6% rok do roku. Nowy próg zaczął tracić realną wartość niemal z dnia, w którym wszedł w życie. Jakby ktoś postawił śnieżną figurę w lipcu i ogłosił sukces.

Zlikwidowane odliczenie składki zdrowotnej

Do tego doszła jeszcze jedna ważna, dobrze nam znana zmiana. Przed 2022 r. pracownik mógł odliczyć od podatku 7,75% składki zdrowotnej. To właśnie składka zdrowotna w Polskim Ładzie zlikwidowała to odliczenie — cicho, w pakiecie, bez osobnego głosowania i osobnego nagłówka. Etatowiec zapłacił więcej, zanim zdążył to policzyć.

Rząd: uczciwe uzasadnienie, wygodna bierność

Ministerstwo Finansów odpowiedziało na interpelację poselską wprost. Podwyższenie progu byłoby nierozważne z punktu widzenia deficytu sektora finansów publicznych, a resort nie planuje inicjować prac w tej kwestii.

Powód jest realny — w 2024 r. deficyt sektora publicznego w Polsce wyniósł 6,4% PKB i był drugi najwyższy w UE, zaraz za Rumunią. Procedura nadmiernego deficytu nałożona przez Radę UE w lipcu 2024 r. zobowiązuje rząd do sprowadzenia deficytu poniżej 3% PKB do 2028 r. To realne ograniczenie.

Ale jest w tym komfort, który trudno pominąć. Bierność się po prostu dla rządu opłaca. Każdy rok bez waloryzacji to kolejne setki tysięcy podatników automatycznie przesuwanych do wyższej stawki, bez żadnej decyzji legislacyjnej, bez żadnego głosowania, bez żadnego politycznego kosztu. Wpływy z PIT rosną same. Rząd nie podniósł podatków — inflacja i wzrost płac zrobiły to za niego.

MF zakwalifikowało podniesienie progu jako „obniżkę podatku dla osób o dochodach wyższych niż przeciętne". To zdanie jest technicznie poprawne i jednocześnie pomija fakt, że 120 tys. zł z 2022 r. ma dziś realną siłę nabywczą 91 tys. zł. Przywrócenie realnej wartości progu to nie ulga dla bogatych, a cofnięcie cichej podwyżki.

Koalicjant rządu, Polska 2050, złożył projekt poselski podnoszący próg do 140 tys. zł z pominięciem ministra finansów, bo formacja nie dogadała się z nim w tej sprawie. Koalicja rządząca nie może osiągnąć konsensusu w kwestii systemu podatkowego.

Do 2028 roku próg pozostanie zamrożony. Do 2028 roku kolejne setki tysięcy podatników przekroczą 120 tys. zł. Budżet na tym skorzysta bez choćby jednej linii ustawodawczej, bez żadnej konferencji prasowej, bez podpisu premiera.

Tymczasem pielęgniarka weźmie w przyszłym miesiącu kolejny dyżur, ryzykując przekroczenie progu, ponieważ oddziału nadal nie ma kto obsadzić.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu