1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Firmy uciekają z Europy. Te trzy regulacje UE przesądzają o relokacji produkcji

Firmy uciekają z Europy. Te trzy regulacje UE przesądzają o relokacji produkcji

Włoski biznes, jeden z filarów europejskiej gospodarki, wypowiedział otwartą wojnę unijnej polityce gospodarczej i klimatycznej. Największa organizacja pracodawców Confindustria oraz czołowi przemysłowcy nie pozostawiają suchej nitki na Green Deal i powiązanym z nim pakiecie Fit for 55. Ich zdaniem obecny kurs Brukseli prowadzi Europę prosto do deindustrializacji.

Piotr Janus28.05.2026 21:14
Energetyka

Włosi alarmują, że połączenie ekstremalnie drogiej energii, sztywnych celów klimatycznych oraz zalewu tanich chińskich produktów tworzy zabójczy koktajl dla europejskiego przemysłu. Szczególnie dotkliwie odczuwają to sektory energochłonne, takie jak hutnictwo, chemia, ceramika, szkło i motoryzacja. System handlu emisjami (EU ETS) bywa przez nich określany jako „ukryty, niezwykle kosztowny podatek klimatyczny”, który drastycznie podnosi koszty produkcji w Europie.

„Jeśli nic się nie zmieni, Europa stanie się przemysłową pustynią” — to ostrzeżenie powtarza się coraz częściej w wypowiedziach włoskich przedsiębiorców.

Polska w tej samej pułapce: te same zarzuty wobec polityki klimatycznej UE

Głos włoskiego biznesu znajduje silne odzwierciedlenie również w Polsce. Polski przemysł, zwłaszcza sektor energochłonny — stalownie, chemia, cementownie, produkcja mebli i szkła — od lat zgłasza dokładnie te same zastrzeżenia, co przedsiębiorcy znad Tybru. Polscy producenci alarmują, że szybkie wdrażanie celów klimatycznych bez zapewnienia konkurencyjnej ceny energii i realnej ochrony przed chińskim dumpingiem grozi utratą tysięcy miejsc pracy i przenoszeniem produkcji poza Unię. To właśnie spór o realne koszty polityki klimatycznej UE coraz silniej dzieli Brukselę i krajowy biznes.

Czego powinna domagać się Polska

Polska — podobnie jak Włochy — powinna twardo stawiać cztery postulaty:

  • większej elastyczności w realizacji celów klimatycznych,
  • realnej ochrony rynku wewnętrznego przed nieuczciwą konkurencją z Chin,
  • szybkiej dywersyfikacji źródeł energii i inwestycji w infrastrukturę przesyłową,
  • sprawiedliwej transformacji, która nie uderza najmocniej w kraje najbardziej zależne od węgla i przemysłu ciężkiego.

Oba kraje — choć z różnych powodów — powinny stać się naturalnymi sojusznikami w walce o zmianę kursu unijnej polityki klimatycznej. Co istotne, transformacja energetyczna w Polsce postępuje dziś szybciej, niż prognozowano jeszcze kilka lat temu, co tylko wzmacnia argument, że celów nie trzeba realizować na siłę i wbrew rachunkowi ekonomicznemu.

Coraz szerszy front krytyki: Niemcy, Francja, Czechy i Słowacja

Krytyka nie ogranicza się już tylko do Włoch i Polski. Podobne głosy płyną z Niemiec (szczególnie z branży motoryzacyjnej i chemicznej), Francji, Czech oraz Słowacji. Europejscy przemysłowcy zaczynają mówić jednym głosem: Europa nie może realizować ambitnej polityki klimatycznej w oderwaniu od realiów geopolitycznych i gospodarczych, podczas gdy Chiny, Indie i Stany Zjednoczone grają według zupełnie innych zasad.

Włosi i Polacy podkreślają, że bez pilnego przeglądu najostrzejszych regulacji UE ryzykujemy masową ucieczkę inwestycji, zamykanie zakładów produkcyjnych i wzrost bezrobocia. Niektóre firmy już otwarcie rozważają relokację produkcji do krajów z tańszą energią i mniejszymi obciążeniami regulacyjnymi.

System ETS jako „ukryty podatek klimatyczny”

Sercem sporu pozostaje koszt emisji. Dla sektorów energochłonnych ceny uprawnień w systemie ETS są realnym, rosnącym obciążeniem, a od 2027 roku jego logika obejmie kolejne obszary — transport i ogrzewanie budynków. To właśnie wprowadzenie ETS2 najmocniej rozpala dyskusję o tym, kto ostatecznie zapłaci za zieloną transformację: przemysł, gospodarstwa domowe czy oba te podmioty naraz.

Czego domaga się przemysł: rewizja celów i ochrona przed dumpingiem

Główne postulaty biznesu to przede wszystkim rewizja i złagodzenie najbardziej oderwanych od realiów celów klimatycznych. Do tego dochodzą skuteczne mechanizmy ochronne przed chińskim dumpingiem oraz uproszczenie unijnej biurokracji. Istotnym argumentem jest również inwestycja w sieci energetyczne i odejście od opierania systemu wyłącznie na niestabilnych, pogodozależnych źródłach.

Skala problemu jest wymierna — pokazują ją chociażby prognozowane ceny energii dla firm w 2025, które po wygaszaniu mechanizmów osłonowych mogą pchnąć część przedsiębiorstw na skraj rentowności. Bez taniej i stabilnej energii nie ma — i nigdy nie będzie — silnej gospodarki ani wysokiego standardu życia mieszkańców Europy.

Tania i stabilna energia warunkiem silnej gospodarki

Ostrzeżenie włoskiego biznesu ma wymiar znacznie szerszy niż interes jednego kraju. To racjonalny głos części europejskiej elity gospodarczej, która widzi realne zagrożenie utraty całego sektora przemysłowego na rzecz Azji i Ameryki. Hasło „przemysłowa pustynia” przestaje być retoryką, a staje się możliwym scenariuszem przyszłości kontynentu.

Argument o cenie energii jest tu kluczowy — i wbrew rządowej narracji wcale nie sprowadza się do „taniego prądu nad Wisłą”. Pokazują to realne ceny prądu w Polsce, które po uwzględnieniu siły nabywczej należą do najwyższych w Europie. Bruksela stoi więc przed kluczowym wyborem: może albo dalej uparcie realizować ideologicznie pojmowaną politykę klimatyczną, albo zacząć słuchać głosów przemysłu i zwykłych ludzi, zanim będzie za późno. Na razie włoskie i polskie ostrzeżenia brzmią coraz donośniej, a ich ignorowanie może mieć poważne konsekwencje dla całej Unii Europejskiej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi