- Bezprawnik -
- Firma -
- Zagraniczne firmy są o 43 proc. bardziej produktywne od polskich. No nie wiem
Zagraniczne firmy są o 43 proc. bardziej produktywne od polskich. No nie wiem
Od początku transformacji do Polski napłynęło około 390 mld dolarów bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a firmy z obcym kapitałem zatrudniają co siódmego pracującego. Tak wynika z raportu Warsaw Enterprise Institute „Efekt otwartości”. Liczby robią wrażenie, ale ich publikacja zbiegła się w czasie z gorącą debatą o local content i preferencjach dla polskich firm. Dla właściciela małej firmy ważniejsze od bilansu ćwierćwiecza jest pytanie, czy zagraniczny gigant będzie jego klientem, czy konkurentem.
Kapitał zagraniczny w Polsce według raportu WEI
Warsaw Enterprise Institute to wolnorynkowy think tank, który od lat promuje deregulację i otwartość gospodarki. Nowe opracowanie jest w tym duchu i warto je czytać ze świadomością, kto je przygotował. Najważniejsze tezy raportu są następujące:
- firmy z kapitałem zagranicznym stanowią prawie połowę największych pracodawców w kraju i są średnio o 43 proc. bardziej produktywne od firm krajowych,
- mniej więcej połowa zainwestowanych pieniędzy zostaje w Polsce jako reinwestowane zyski,
- każde 10 pkt proc. więcej kapitału zagranicznego to według badań cytowanych w raporcie blisko 9 proc. wyższa produktywność lokalnych dostawców,
- realna produktywność pracy w Polsce wzrosła od 2015 r. o 37 proc., przy średniej unijnej 6,9 proc.
Autorzy przypominają też, że polskie PKB na mieszkańca wzrosło w ciągu ćwierćwiecza z ok. 26 do ok. 64 proc. średniej europejskiej. Część tego skoku przypisują właśnie inwestorom z zewnątrz, którzy szkolili podwykonawców, narzucali standardy jakości i wymuszali konkurencję. Ekonomiści nazywają to efektem rozlewania się korzyści.
Inwestycje zagraniczne rosną, choć Europa traci
Dane z innych źródeł potwierdzają, że Polska wciąż przyciąga inwestorów. Według badania EY opublikowanego w czerwcu liczba projektów bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce wzrosła w 2025 r. o 10 proc., do 285, podczas gdy w całej Europie spadła o 7 proc. To dobry wynik w czasie, gdy Niemcy czy Francja tracą atrakcyjność. Państwo też o niego zabiega, czego dowodem jest choćby rządowy projekt, zgodnie z którym inwestorzy nie zapłacą CIT-u nawet przez 20 lat.
Local content, zamówienia publiczne i spór o polskie firmy
Raport ma też wyraźny wątek polemiczny. Prezes WEI Piotr Palutkiewicz ostrzega w komentarzu do publikacji: „Niepotrzebne komplikowanie regulacji, nieprzewidywalność prawa oraz coraz bardziej powszechna narracja o tzw. „local content” działają na niekorzyść polskiej gospodarki”.
Kłopot w tym, że local content nie jest już tylko narracją. Dwa dni wcześniej Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska skierowała do premiera i ministrów propozycje, by w przetargach mniej liczyła się sama cena, a więcej koszty w całym cyklu życia i to, ile pieniędzy zostaje w kraju. Bezprawnik opisywał ten pomysł w tekście o tym, jak ma wyglądać local content, zamówienia publiczne i ocena ofert. Mamy więc dwa obozy, które formalnie walczą o to samo, czyli o rozwój polskich firm, ale proponują odwrotne recepty.
Komentarze firm z interesem w tej debacie
Warto zwrócić uwagę, kto zabiera głos przy prezentacji raportu. Wypowiada się w nim m.in. Agnieszka Świerszcz, prezes DHL eCommerce Polska, która przekonuje: „Obecność globalnych firm w Polsce tworzy konkretne możliwości rozwoju dla lokalnych przedsiębiorców”. Według niej 97 proc. klientów spółki korzystających z usług wysyłek zagranicznych to małe i średnie firmy.
Nie mam powodu podważać tej liczby. Trudno jednak nie zauważyć, że DHL jest w Polsce stroną głośnego sporu z InPostem. W październiku głośno było o tym, jak Rafał Brzoska stanowczo odpowiada DHL: „przestańcie ściemniać”. Szef InPostu zestawił podatki płacone przez obie spółki. Głos zagranicznego przewoźnika w raporcie o dobrodziejstwach zagranicznego kapitału jest więc głosem strony, a nie neutralnego eksperta.
Co to oznacza dla małych i średnich firm
Dla przedsiębiorcy z sektora MŚP ten spór ma bardzo praktyczny wymiar. Duża zagraniczna firma w regionie oznacza zwykle zamówienia dla lokalnych dostawców, usługi transportowe, sprzątanie, catering, serwis maszyn. Oznacza też presję na płace i trudniejszą rekrutację, bo korporacja przeważnie płaci więcej niż rodzinna firma z tej samej ulicy.
Moim zdaniem obie strony debaty mają trochę racji, ale żadna nie mówi całej prawdy. Kapitał zagraniczny rzeczywiście zmodernizował polską gospodarkę i trudno to rzetelnie kwestionować. Jednocześnie podejrzewam, że średnio wyższa produktywność dużych zagranicznych spółek wynika w dużej mierze z ich skali i dostępu do kapitału, a nie z tego, że są zagraniczne. Polska firma, która przez lata jest tylko podwykonawcą, łatwo zostaje w roli dostawcy taniej pracy bez marki i własnych technologii.
Sztuczna inteligencja w firmach jako słaby punkt
Najciekawszy fragment raportu dotyczy technologii. Według przytaczanych tam danych w 2025 r. z rozwiązań sztucznej inteligencji korzystało 8,4 proc. firm w Polsce wobec 20 proc. średnio w UE. Estonia osiągnęła 23,4 proc., Litwa 21,3 proc. To pokazuje, że problem nie wynika z podziału na starą i nową Unię.
Autorzy wyciągają z tego wniosek, że trzeba otwierać rynek na firmy technologiczne z zagranicy. Ja widzę w tym raczej ostrzeżenie dla polskich przedsiębiorców. Jeśli mała firma nie zacznie korzystać z AI sama, w rozsądny i zgodny z prawem sposób, przegra z konkurentem, który to zrobi. Przy okazji warto pamiętać, że nie każde narzędzie AI dla firmy jest bezpieczne, a unijny AI Act już teraz zakazuje niektórych zastosowań.
Otwartość czy preferencje: czego potrzebuje polski przedsiębiorca
WEI apeluje o przewidywalne prawo i partnerskie traktowanie inwestorów. Pod tym postulatem podpisze się każdy właściciel firmy, bez względu na pochodzenie kapitału. Nieprzewidywalność przepisów, ciągłe zmiany podatkowe i przewlekłe procedury bolą polską JDG tak samo jak zagraniczną spółkę, a często mocniej, bo mała firma nie ma działu prawnego.
Problem w tym, że w praktyce wsparcie państwa częściej trafia do dużych inwestorów niż do małych firm. To zagraniczna fabryka dostaje zwolnienie z CIT, grunt i szybką ścieżkę administracyjną, a lokalny dostawca czeka na interpretację podatkową. Z tej perspektywy postulaty Rzecznika MŚP nie są protekcjonizmem, tylko próbą wyrównania szans w przetargach. Zgadzam się z WEI, że zamykanie rynku byłoby błędem. Uważam jednak, że skoro Polska tak hojnie wspiera zagranicznych inwestorów, polskim firmom należy się przynajmniej uczciwa ocena ofert. Bezprawnik pisał niedawno, że Europa przegrywa wyścig o technologicznych gigantów, choć talentów jej nie brakuje. Polska nie może sobie pozwolić na to, by jej własne firmy zostały wyłącznie podwykonawcami.










