1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Kupiłeś elektryka z zasięgiem 500 km? Po jednej nocy może mieć 300

Kupiłeś elektryka z zasięgiem 500 km? Po jednej nocy może mieć 300

Przez lata kierowców karmiono wizją motoryzacyjnej przyszłości rodem z katalogu. Auto miało rozwijać się samo, dojrzewać jak dobre wino i co kilka miesięcy budzić się „mądrzejsze” dzięki aktualizacji OTA. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie drobny szczegół – po aktualizacji samochód zaczął zjadać zasięg.

Miłosz Magrzyk07.06.2026 15:15
Moto

W Chinach właściciele elektryków odkryli, że ich samochody potrafią po jednej nocnej aktualizacji stracić ponad 200 km zasięgu.

Battery locking. Bateria jest w twoim aucie, ale nie ciesz się na zapas

Wsiadasz rano do auta, patrzysz na licznik i nagle okazuje się, że zamiast elektrycznego ekspresu do połykania kilometrów kupiłeś minę. Jeśli ktoś może jednym kliknięciem zmienić parametry samochodu stojącego pod twoim domem, to może to auto nigdy nie było twoje? Nawet jeśli jesteśmy w ogonie Europy pod względem liczby elektryków, taka wrzutka słusznie niepokoi.

Media nagłośniły przypadki właścicieli samochodów elektrycznych, którzy po aktualizacjach systemów zarządzania baterią zaczęli zauważać dramatyczne spadki zasięgu. Mówimy o autach według chińskiego cyklu CLTC oferujących około 500 km, a po aktualizacji ledwo dobijających do 300. Co ciekawe, fizycznie w samochodzie nie zmieniło się praktycznie nic. Producent jedynie przesunął granice tego, jak dużą część akumulatora kierowca może wykorzystać. Branża zdążyła nawet dorobić się własnego określenia tego zjawiska. Battery locking – blokowanie baterii.

Sprytny downgrade motywowany – o zgrozo! – troską o klienta

Przez lata OTA sprzedawano klientom jako motoryzacyjne błogosławieństwo. Producenci chińskich elektryków, jak Zeekr czy BYD, wręcz uczynili z tego element swojej tożsamości. Tylko że ta technologia działa w dwie strony. Skoro można zdalnie poprawić osiągi auta, można je też ograniczyć i to bez fizycznej ingerencji w samochód.

Battery locking zgrabnie opisuje niezdrową sytuację, w której producent pod płaszczykiem poprawy bezpieczeństwa kierowcy elektryka, ochrony ogniw czy minimalizacji ryzyka wystąpienia pożaru ogranicza po cichu pojemność. Wraz z kolejnymi aktualizacjami samochód stopniowo traci część swojej pierwotnej użyteczności. To nie jest zresztą problem zarezerwowany dla motoryzacji – wystarczy przypomnieć sobie głośną swego czasu reklamację nieaktualnego Androida, gdy producenci wycofywali się z obietnic dotyczących oprogramowania, a urządzenie z dnia na dzień potrafiło o wiele mniej, niż w chwili zakupu.

Gdy ładowanie wydłużyło się z około 40 do ponad godziny, trudno uznać to za „optymalizację”, chyba że ktoś wyjątkowo lubi spędzać popołudnia na parkingu. A jeśli ktoś kupuje samochód o określonych parametrach, a producent po roku czy dwóch postanawia te parametry pogorszyć zdalnie i bez wyraźnej zgody właściciela, pachnie to bardziej feudalizmem niż nowoczesną motoryzacją.

Europa patrzy na wszystko spokojnie, tylko czy nie za spokojnie?

Czy coś podobnego ma szansę wydarzyć się w Europie? Raczej nie, ponieważ unijne przepisy nie pozwalają na aktualizacje pogarszające funkcjonalność zakupionego produktu. W razie kłopotów w grę wchodzi też rękojmia przy sprzedaży, z której kupujący może skorzystać, gdy towar nie posiada cech deklarowanych przy zakupie. Tylko że teoria i praktyka nie zawsze idą w parze, a różnica między „nie powinno się” a „nie da się” bywa zauważalna.

Warto przypomnieć, że chińskie elektryki szturmem biorą Europę i nic nie wskazuje na to, by ich ekspansja zwolniła. Chińskie samochody zalewają polskie drogi i pewnie dalej będą to robić, wziąwszy pod uwagę, że mocna niechęć do samochodów elektrycznych słabnie w momencie, kiedy zaczynamy nimi jeździć.

O zakupie auta najczęściej decyduje cena, a pod tym względem producenci z Chin mają dużą przewagę, bo przyzwoite wyposażenie oraz osiągi oferują za kwotę wyraźnie niższą niż europejska konkurencja. Co istotne, na ceny samochodów elektrycznych z Państwa Środka wpływ mają również unijne cła wyrównawcze. Różnice sięgające co najmniej kilkunastu tysięcy złotych sprawiają, że zainteresowanie takimi autami naturalnie rośnie. Najpopularniejsze elektryki w Polsce to modele masowe i typowo miejskie.

Chiny uderzają w producentów aut. Koniec z ukrytym battery lockingiem?

Chińskie ministerstwo przemysłu oraz urząd nadzorujący rynek opublikowały nowe regulacje dotyczące OTA. W dokumentach pojawiły się zakazy ukrytego battery lockingu, wymuszonych aktualizacji oraz wykorzystywania OTA jako zastępstwa dla akcji serwisowych w warsztatach. Pojawienie się takich przepisów mówi więcej niż komunikaty producentów razem wzięte, bo nie tworzy się natychmiast szczegółowych zakazów dla problemów, których nie ma.

Równolegle w chińskich mediach społecznościowych zaczęły krążyć informacje, że kilku producentów zostało wezwanych do złożenia wyjaśnień. Oficjalnie wszystko zdementowano. Branża twierdzi, że problemu nie ma, firmy grożą pozwami za rozpowszechnianie plotek, a internet wrze.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu