- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Kupili dwupokojowe za 400 tys. zł. Po wstawieniu mebli została im kawalerka
Kupili dwupokojowe za 400 tys. zł. Po wstawieniu mebli została im kawalerka
Młode małżeństwo znajduje wymarzone mieszkanie w nowym bloku. Cena? Niecałe 400 tys. zł. Brzmi w miarę rozsądnie jak na współczesne standardy w mieście liczącym około 25 tys. mieszkańców. Później przychodzi otrzeźwienie. Za 380–420 tys. zł kupili puste ściany, do których trzeba dołożyć kolejne 80–120 tys. zł na wykończenie. A po wstawieniu mebli dochodzą do wniosku, że dwupokojowe mieszkanie skurczyło się do rozmiaru kawalerki.
Przestrzeń, która na planie wyglądała na funkcjonalną i wygodną, zaczyna narzucać zasady, a każdy metr kwadratowy okazuje się mieć większe znaczenie, niż zakładano na etapie oglądania wizualizacji. Do samej ceny zakupu trzeba przy tym doliczyć koszty, o których łatwo zapomnieć na etapie podpisywania umowy — przy wykończeniu mieszkania ceny potrafią bowiem urosnąć znacznie szybciej niż wskazywałaby inflacja.
Nowe budownictwo bez przedpokoju. Wchodzisz z klatki prosto do salonu
Kilkadziesiąt lat temu kawalerka w bloku z wielkiej płyty miała… przedpokój. Wchodząc do mieszkania, nie lądowaliśmy od razu między lodówką a kanapą. W nowym budownictwie takich luksusów nie ma.
Współczesne mieszkania projektuje się zupełnie inaczej. Otwieramy drzwi i od razu znajdujemy się w salonie połączonym z aneksem kuchennym. Buty stoją obok piekarnika, a kurtka wisi kilka kroków od stołu. Zjawisko to widać zwłaszcza w segmencie najmniejszych lokali — nierzadko 17 metrowa kawalerka mieści przestrzeń pełniącą równocześnie funkcję aneksu kuchennego.
Deweloperzy tłumaczą to modą na otwarte przestrzenie. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że chodzi raczej o wyciskanie kolejnych metrów. Im mniej ścian i korytarzy, tym więcej mieszkań zmieści się w budynku i więcej kasy wpadnie do portfela dewelopera.
Mieszkanie 42-metrowe za 400 tys. zł do wykończenia. Tak wygląda dzisiejszy „standard”
Historia zatoczyła koło. W latach 80. mieszkanie o powierzchni 58 m² z trzema pokojami uchodziło za standard dla pary z dzieckiem. Mamy za sobą dekady wzrostu gospodarczego i jako społeczeństwo lepiej zarabiamy, a mieszkania mimo wszystko zaczęły się kurczyć. Płacimy potwornie dużo, a w zamian otrzymujemy „apartament” z kategorii kurnika.
Trend jest wyraźny i długofalowy — deweloperzy budują coraz mniejsze mieszkania i domy, a średnia powierzchnia nowego lokalu spada z roku na rok.
Sypialnia, w której ledwo mieści się łóżko
W nowym budownictwie na 42 m² mamy salon z aneksem kuchennym, sypialnię z ledwo mieszczącym się w niej łóżkiem i brak miejsca na porządną szafę. Przestrzeń za — bagatela! — ponad pół miliona złotych, wliczywszy w to wykończenie, jest bardziej zbliżona do pokoju w hotelu niż do domu dla rodziny. Ale rodzina jest zmuszona w takim mieszkaniu żyć, ponieważ nie stać jej na o 200 czy 300 tys. kosztowniejszy metraż.
Wydajesz kilkaset tysięcy i przez kolejne lata musisz ciągle iść na kompromisy, bo każdy mebel natychmiast „zjada” resztę wolnej powierzchni. Funkcjonalność kompletnie ustępuje miejsca zyskowi dewelopera. Nie dołoży on nawet dwóch metrów kwadratowych, jeśli musiałby zejść ze swojej marży — mimo że i tak zarabia sporo.
Kilkanaście tysięcy różnicy za kilka metrów. Skąd ta przepaść?
Różnica w metrażu bezpośrednio przekłada się na budżet, a lokalizacja potrafi ją dodatkowo spotęgować. Doskonale pokazuje to premia metrażowa — rezygnując z adresu w centrum na rzecz sąsiedniej gminy, przy tym samym budżecie można zyskać nawet kilkadziesiąt dodatkowych metrów kwadratowych.
Polacy wśród najbardziej „ściśniętych” narodów w UE
Z danych Eurostatu wynika, że od 2005 roku odsetek ludności Polski żyjącej w przeludnionych mieszkaniach zmniejszył się z 55 do 34 proc. To jednak nie oznacza, że możemy na ten problem patrzeć z optymizmem. Jak przekonuje analiza pokazująca, że Polakom jest za ciasno, wciąż należymy do najbardziej „ściśniętych” mieszkańców Unii Europejskiej. Na jednego mieszkańca przypada średnio około 1,2 pokoju, podczas gdy średnia unijna wynosi 1,7.
Co będzie dalej? Patrząc na obecne trendy, można odnieść wrażenie, że deweloperzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Salon połączony z kuchnią jest już standardem. Przedpokój zniknął.
Jeśli ceny nadal będą rosły szybciej niż możliwości kupujących, niewykluczone, że kolejnym krokiem będzie optyczne powiększanie przestrzeni przez odważniejsze pomysły. Pozostaje mieć nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł połączenia salonu, aneksu kuchennego i łazienki w jedno „funkcjonalne pomieszczenie wielozadaniowe”.










