1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Tylko 13 proc. menedżerów poleciłoby dziś klasyczne MBA. Wiadomo, czego chcą zamiast tego

Tylko 13 proc. menedżerów poleciłoby dziś klasyczne MBA. Wiadomo, czego chcą zamiast tego

Menedżerowie nie odwracają się od MBA, ale przestali wierzyć w dyplom jako taki. Z badania zrealizowanego na zlecenie Krakowskiej Szkoły Biznesu UEK wynika, że tylko 13 proc. kadry zarządzającej poleciłoby młodszej osobie klasyczny program, podczas gdy niemal trzy razy więcej wskazałoby MBA z mocnym komponentem sztucznej inteligencji. W tle jest problem, który dotyczy nie tylko szkół biznesu: firmy wdrażają AI szybciej, niż ich szefowie uczą się z niej korzystać.

Wartość MBA rośnie, ale z gwiazdką

Badanie „Studia MBA w dobie AI i automatyzacji” przeprowadziła agencja BGR Quantic na zlecenie Krakowskiej Szkoły Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W lipcu 2026 r. metodą CAWI przepytano 1048 osób w wieku co najmniej 30 lat, pełniących funkcje menedżerskie lub eksperckie. Co istotne, do próby trafili wyłącznie ci, którzy planują albo rozważają podjęcie studiów MBA. To ważne zastrzeżenie, do którego jeszcze wrócimy.

Z danych wynika, że 51 proc. respondentów uważa, iż wraz z rosnącą rolą AI wartość dyplomu MBA wzrosła. Jednocześnie 41 proc. ocenia, że wartość ta raczej wzrosła, ale sam program wymaga uzupełnienia o kompetencje cyfrowe. Innymi słowy: dyplom wciąż coś znaczy, tyle że warunkowo.

Najciekawsze są rekomendacje. Zapytani, co poleciliby młodszej osobie z ambicjami menedżerskimi, respondenci w 13 proc. wskazali klasyczne MBA, a w 36 proc. program z silnym komponentem AI i nowych technologii. Pozostali stawiali na doświadczenie praktyczne i samokształcenie, certyfikaty branżowe albo krótsze formy executive education. Rynek pracy generalnie idzie w tę stronę: premia za wykształcenie w Polsce systematycznie maleje, a samo posiadanie dyplomu przestaje być wyróżnikiem, skoro ma go już niemal połowa pracujących.

Menedżerowie chcą promptowania, nie etyki

Lista oczekiwanych kompetencji jest bardzo pragmatyczna. Według raportu najczęściej wskazywano prompt engineering i pracę z modelami językowymi (61 proc.), ocenę zwrotu z inwestycji w AI (52 proc.) oraz zarządzanie projektami AI od testów do wdrożenia (47 proc.). Interpretacja wyników modeli predykcyjnych i machine learning trafiła na przedostatnie miejsce z wynikiem 20 proc.

Jest w tych danych jeden szczegół, który mówi więcej o menedżerskiej psychologii niż o AI. Moduł opisany jako „Etyka AI i odpowiedzialne zarządzanie technologią” zebrał zaledwie 13 proc. wskazań. Ale gdy to samo zagadnienie nazwano „rozumieniem ograniczeń i ryzyk AI”, z wymienionymi wprost halucynacjami modeli, stronniczością i zgodnością z regulacjami, poparcie skoczyło do 38 proc. Autorzy badania sugerują, że odpowiedzialne wykorzystanie AI sprzedaje się dopiero wtedy, gdy zostanie opisane językiem konkretnych ryzyk biznesowych. Trudno się dziwić: „etyka” brzmi jak wykład, „halucynacja modelu w raporcie dla zarządu” brzmi jak kłopot.

Luka adaptacyjna: firmy wdrażają, szefowie nie nadążają

Tu badanie przestaje być laurką dla MBA i staje się diagnozą rynku. Aż 65 proc. respondentów przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy AI lub automatyzacja zmieniły zakres obowiązków kadry zarządzającej w ich organizacjach, a u 15 proc. była to zmiana znacząca. Równocześnie tylko 17 proc. ocenia własną biegłość w narzędziach AI jako zaawansowaną, a 51 proc. deklaruje poziom co najwyżej podstawowy albo w ogóle nie korzysta z AI w pracy.

Dr hab. Marcin Jędrzejczyk, prof. UEK, dyrektor Krakowskiej Szkoły Biznesu UEK, w komentarzu do wyników badania ujął to następująco: „Skoro 65 proc. respondentów wskazuje, że AI zmieniła zakres obowiązków kadry zarządzającej, a jednocześnie tylko 17 proc. ocenia swoje kompetencje jako zaawansowane, można mówić o luce adaptacyjnej - organizacje wdrażają nowe rozwiązania szybciej, niż rozwijają kompetencje liderów potrzebne do ich odpowiedzialnego wykorzystywania”.

Ta luka ma dziś realne przełożenie na to, kto w firmie jest niezbędny. Kiedy nowy model OpenAI sam klika w Power BI i przygotowuje analizy, które jeszcze niedawno wymagały działu, przewaga menedżera przesuwa się z „umiem to zrobić” na „wiem, o co zapytać i czy odpowiedź jest do czegoś przydatna”.

Kompetencje AI to już obowiązek prawny, nie tylko przewaga

Warto dodać coś, czego w samym badaniu nie ma, a co dla polskich firm ma znaczenie praktyczne. Unijny AI Act od lutego 2025 r. nakłada na podmioty stosujące systemy sztucznej inteligencji obowiązek zapewnienia odpowiedniego poziomu kompetencji w zakresie AI (tzw. AI literacy) u pracowników, którzy z tych systemów korzystają. Przepis jest ogólny i nie precyzuje formy szkoleń, ale trudno o lepszą ilustrację problemu niż firma, w której AI zmieniła obowiązki większości kadry, a ponad połowa menedżerów nie wyszła poza poziom podstawowy. Od sierpnia 2026 r. dochodzą nowe obowiązki AI Act dla systemów wysokiego ryzyka, w tym stosowanych w zatrudnieniu i zarządzaniu pracownikami. Menedżer, który nie rozumie, jak działa narzędzie oceniające jego podwładnych, będzie miał problem nie tylko z efektywnością, ale i z odpowiedzialnością.

Podobnie wygląda sprawa z treściami generowanymi przez modele. Reguły, kiedy tekst z ChatGPT trzeba oznaczać, a kiedy nie, są już dość precyzyjne, ale ktoś w organizacji musi je znać i egzekwować. Trzydzieści osiem procent respondentów chcących uczyć się o ryzykach i zgodności z regulacjami to być może ci, którzy już raz się na tym sparzyli.

Co dalej ze studiami MBA

Respondenci nie wieszczą końca MBA. W perspektywie pięciu lat niemal połowa spodziewa się, że program będzie ewoluował i współistniał z krótszymi formami edukacji. 25 proc. przewiduje częściową utratę znaczenia na rzecz programów wyspecjalizowanych, a 19 proc. uważa, że MBA pozostanie główną ścieżką rozwoju kadry zarządzającej.

Prof. Jędrzejczyk dodaje, że „program MBA nie powinien ograniczać się do prezentacji narzędzi AI ani do teoretycznego omawiania modeli uczenia maszynowego; powinien rozwijać zdolność do zarządzania organizacją, zespołem i inwestycjami oraz do odpowiedzialnego podejmowania decyzji w warunkach rosnącej roli algorytmów”.

Zanim ktoś zapłaci za dyplom

Dwie rzeczy warto mieć z tyłu głowy przy czytaniu tych wyników. Po pierwsze, badanie zlecił podmiot, który MBA sprzedaje, i objęło ono wyłącznie osoby już rozważające takie studia. Wynik „MBA wciąż ma wartość” w tak dobranej grupie nie jest zaskoczeniem. Ciekawsze byłoby zdanie tych, którzy MBA odrzucili albo zrobili go i żałują.

Po drugie, strona prawna. W Polsce MBA nie jest ani tytułem zawodowym, ani stopniem naukowym. Formalnie to najczęściej studia podyplomowe, a sama nazwa „MBA” nie podlega ochronie ustawowej. O jakości świadczy akredytacja (np. EFMD czy AMBA) i realny program, nie skrót w nazwie. Jeśli studia finansuje pracodawca, zasady rozliczeń określa Kodeks pracy w przepisach o podnoszeniu kwalifikacji zawodowych: umowa szkoleniowa może przewidywać obowiązek zwrotu kosztów przy odejściu z firmy w okresie do trzech lat po ukończeniu nauki, proporcjonalnie do czasu przepracowanego. Przy czesnym liczonym w dziesiątkach tysięcy złotych to klauzula, którą trzeba przeczytać przed podpisem, a nie po wypowiedzeniu.

Wreszcie kwestia, która wraca przy każdej dyskusji o dyplomach: zarobki po studiach zależą dziś bardziej od tego, co absolwent potrafi zrobić z narzędziami, których pięć lat temu nie było, niż od logo na świadectwie. Badanie KSB UEK pokazuje, że sami menedżerowie już to wiedzą. Pytanie, czy uczelnie zdążą przebudować programy, zanim ich klienci przeniosą się do krótszych i tańszych form nauki.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover