1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Kwota wolna 60 tys. zł? Minister właśnie powiedział, że Polacy nie mają na co liczyć

Kwota wolna 60 tys. zł? Minister właśnie powiedział, że Polacy nie mają na co liczyć

Minister finansów przyznaje, że podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł jest mało prawdopodobne. Niebo jest niebieskie, trawa zielona, a politycy rozmijają się ze swoimi obietnicami. Prawdę mówiąc, nie ma co liczyć na korekty w podatku PIT do końca wojny w Ukrainie.

Ministerstwo Finansów wykazuje się zdrowym rozsądkiem

Może nam się to nie podobać, ale resort finansów trzyma się rzeczywistości. Być może część naszych czytelników pamięta jeszcze obietnicę podniesienia kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tysięcy złotych. Koalicja Obywatelska składała ją przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Na niesławnej liście „100 konkretów na pierwsze sto dni rządów" znalazła się wysoko, bo w konkrecie nr 4.

Pozostałe partie współtworzące koalicję rządzącą w tej kwestii nie oponowały. PSL nawet próbował szczęścia z własnym projektem ustawy w tej sprawie. Na przeszkodzie stoi jednak stanowisko ministra finansów Andrzeja Domańskiego.

Przyznał on niedawno, że odkładane w nieskończoność podwyższenie kwoty wolnej od podatku w 2027 r. jest mało prawdopodobne. Rąbka tajemnicy uchylił przy okazji wiceminister Jarosław Neneman, który stwierdził, że „decyzja o podwyżce kwoty wolnej od PIT do 60 tys. zł to decyzja polityczna", a obecnie „nie ma przestrzeni dla obniżania podatków". O tym, że wyższa kwota wolna 2026 wciąż pozostaje na stole jedynie warunkowo, pisaliśmy już wcześniej.

Podwyższenia drugiego progu podatkowego rząd nie obiecywał

Czy to oznacza, że o waloryzacji drugiego progu podatkowego ze 120 do na przykład 140 tys. zł też możemy zapomnieć? Akurat tym razem nikt w obozie rządzącym takiej obietnicy nie składał. Owszem, pomysł cieszy się poparciem szefowej Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ale jest to przedwyborczy postulat prezydenta Karola Nawrockiego.

Pomysł ten wziął się z narzekań na rzekome ubożenie klasy średniej z powodu coraz częstszego wpadania przez nią w drugi próg podatkowy. Prawdę mówiąc, naprawdę chciałbym mieć w życiu tylko taki problem, że zarabiam na tyle dużo, by moje dochody zostały opodatkowane wyższą stawką.

Gdyby pomysłodawcy wspomnieli coś o inflacji, to taka argumentacja miałaby nieco więcej sensu. Drugi próg podatkowy podniesiono w Polskim Ładzie w 2022 r. Wkrótce później nasz kraj odczuł skutki kryzysu inflacyjnego przełomu 2022 i 2023 r.

Rekordowy deficyt budżetowy: 271,7 miliarda złotych

Obydwie propozycje łączą niestety dwie rzeczy. Przede wszystkim jakiś ważny polityk w którymś momencie nieopatrznie obiecał albo zasugerował Polakom takie rozwiązania, a część z nich uwierzyła. Drugi problem jest taki, że podwyższenie drugiego progu i podniesienie kwoty wolnej są obecnie absolutnie niewykonalne.

Wiceminister Jarosław Neneman powiedział prawdę. Obecnie nie ma przestrzeni dla obniżenia podatków. Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że budżet państwa trzeszczy. Pokusiłbym się nawet o mniej eleganckie określenie, że leży i kwiczy.

Na ten rok zaplanowano deficyt budżetowy mający wynieść 271,7 mld zł. Łączne wydatki państwa to astronomiczne 918,9 mld zł. W tym tempie psychologiczna bariera miliarda pęknie w ciągu najbliższych kilku lat. Nie pierwszy raz mamy zresztą do czynienia z rekordowym deficytem.

Polacy nie chcą podwyżek podatków, ale oczekują większych wydatków

Dochodów państwa nie ma za bardzo jak zwiększać, bo prezydent wetuje kolejne ustawy podatkowe. Zresztą robi to ku uciesze Polaków, którzy reagują alergicznie na dalsze dokręcanie im podatkowej śruby. Uszczelniać lukę VAT w nieskończoność się nie da.

Ktoś wspomina o obniżeniu wydatków? Tego Polacy również nie akceptują. Żadna reforma najbardziej kosztownych programów socjalnych odziedziczonych po poprzednim rządzie nie wchodzi w grę. Do tego nasz kraj powoli zaczyna odczuwać pierwsze skutki nieuchronnej już demograficznej katastrofy.

Obywatele tymczasem domagają się rozwiązania palącego problemu niedofinansowania służby zdrowia. Niektórzy domagają się wręcz przeznaczania 3 proc. PKB na naukę. Dlaczego to zawsze jest jakiś procent PKB, choć państwo nie dysponuje całym produktem krajowym brutto? Naprawdę chciałbym to wiedzieć.

Owszem, od czasu do czasu jakiś minister postanowi rozdać publiczne pieniądze jakiejś preferowanej przez siebie grupie. Świeżym przykładem mogą być dopłaty do składek artystów. Muszę jednak przyznać, że jest to raczej rzadkie zjawisko na stosunkowo niewielką skalę w porównaniu do 800 Plus czy trzynastych i czternastych emerytur, czy obniżenia podstawowej stawki PIT do 12 proc.

Tylko szaleniec obniżałby dziś podatek PIT

Kiedy więc sytuacja poprawi się na tyle, by można było znowu de facto obniżyć podatek PIT? Z pomocą znowu przychodzi nam Jarosław Neneman. Myślę, że sformułowanie „to decyzja polityczna" powinniśmy rozumieć bardziej jako: „jeżeli politycy zdecydują się obniżyć podatki, to zrobią to wbrew rzeczywistości gospodarczej i fiskalnej oraz zdrowemu rozsądkowi".

Polska ma bowiem jeden problem całkowicie niezależny od woli politycznej, który niestety nie zniknie. Mam na myśli oczywiście Rosję. Agresywny reżim Putina stanowi trwałe zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Inwazja na Ukrainę pokazała, że musimy zbroić się na potęgę.

Dopóki Rosja prowadzi politykę agresji, musimy zbroić się na potęgę

Co gorsza, musimy robić to szybko, bo nigdy nie wiadomo, co kremlowskiemu tyranowi może strzelić do głowy. Rosjanie lubią negocjować poprzez eskalację. To znaczy: kiedy kiepsko im idzie wymuszanie swojej woli, przechodzą do ataku.

Równocześnie trudno dzisiaj o zaufanie do Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, a więc do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Najpierw Izrael, później łaszenie się do Władimira Putina, w dalszym etapie łechtanie amerykańskiego izolacjonizmu. Z Europy administracja Trumpa najchętniej wycofałaby się zupełnie. Nasza klasa polityczna wciąż pozostaje z tego powodu w ciężkim szoku. Europejska znajduje się w niewiele lepszym stanie.

Państwo dysponuje mniej więcej połową PKB, a nie całością

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, co tak naprawdę oznacza zobowiązanie do wydawania każdego roku 5 proc. PKB na obronność. Wspomniałem już wyżej, że wcale nie chodzi o 5 proc. wydatków budżetowych. Tak naprawdę taki odsetek PKB należy tłumaczyć jako zarezerwowanie na zbrojenia aż 10–12 proc. wszystkich wydatków państwa. To astronomicznie dużo.

Mamy niedomykający się budżet i wydatki, których nie jesteśmy w stanie ograniczyć. Tym samym Polski nie stać na pozbawienie się 12 mld zł na podwyższenie drugiego progu podatkowego oraz 55,9 mld zł na podniesienie kwoty wolnej.

Bądźmy ze sobą szczerzy: w obecnej sytuacji nasze państwo stać co najwyżej na likwidację opłaty za posiadanie psa. Nawet tak minimalistyczny scenariusz wydaje się obecnie mało prawdopodobny.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi