1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Drony zamiast urzędnika. Tak można tropić tych, którzy nadal trzymają psy na łańcuchu

Drony zamiast urzędnika. Tak można tropić tych, którzy nadal trzymają psy na łańcuchu

Polska wieś od dekad serwuje ten sam obrazek: stara buda, wydeptana ziemia, zardzewiały łańcuch i pies, którego właściciele traktują bardziej jak alarm niż żywe stworzenie. Prawo na to nie pozwala, tyle że jest ono tak skuteczne, jak tabliczka „zakaz deptania trawy” podczas festynu.

Miłosz Magrzyk09.06.2026 15:54
Prawo

Polska powinna pójść o krok dalej i masowo wykorzystywać drony do wykrywania przypadków znęcania się nad zwierzętami.

Zakaz trzymania psów na łańcuchu świetnie działa na papierze

Polska wieś to nie tylko zadbane gospodarstwa z nowymi dachami i kostką brukową. To także opuszczone działki, podwórka ukryte za stodołami, skraje lasów i miejsca, w których kontrola pojawia się raz na kilka lat – o ile w ogóle. W takich warunkach zakaz trzymania psów na łańcuchu lepiej od razu włożyć między bajki.

Największym problemem w tym wszystkim jest mentalność, podług której ludzie przez lata traktowali psa przywiązanego do budy od rana do nocy jako coś normalnego. Nadal pokutuje przekonanie, że „pies ma pilnować i tyle”. Emocje zwierzęcia, jego potrzeby czy zwykłe cierpienie schodzą na dalszy plan.

Co o psie na łańcuchu mówi prawo

Ustawa o ochronie zwierząt z 21 sierpnia 1997 roku wskazuje, że zwierzę domowe musi mieć zapewnione schronienie przed zimnem, upałem i opadami, dostęp do światła, wody, karmy oraz możliwość swobodnego ruchu. Art. 9 zabrania trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godzin na dobę, a uwięź nie może być krótsza niż 3 metry. Zresztą o tym, jak wygląda kwestia psa na łańcuchu a prawo, pisaliśmy już nieraz. Tylko niby kto ma to kontrolować?

Bo żeby egzekwować te przepisy, trzeba by wysłać prywatnego detektywa na każdą posesję w kraju. Najlepiej jeszcze z notatnikiem i termosem wypełnionym mocną kawą, żeby przez dobę obserwował, czy pies był przypięty 11 godzin, czy może jednak 14. Państwo stworzyło przepisy, których nie da się urzeczywistnić. Ale w sumie, czego mamy się spodziewać, skoro 335 mln zł rocznie wydajemy na bezdomne zwierzęta, a gminy nawet nie kontrolują schronisk.

Dron widzi więcej niż urzędnik, więc dlaczego by go nie użyć?

Jak walczyć z ludźmi notorycznie zapominającymi, że posiadanie psa to odpowiedzialność i obowiązki? Zatrudnić drony wyposażone w kamery termowizyjne i obiektywy o dużym zbliżeniu. Dzięki nim można lokalizować zwierzęta nawet nocą, sprawdzać warunki ich przetrzymywania i dokumentować przypadki zaniedbań bez konieczności wielodniowego obserwowania delikwenta zza krzaków na posesji obok. Dron nie musi pytać sąsiadów ani liczyć na anonimowe zgłoszenia. W kilkanaście minut sprawdza teren, którego kontrola pieszo zajęłaby kilka godzin. A z nagrania trudno się wywinąć.

Twardy dowód zamiast „słowa przeciwko słowu”

Dotąd wiele spraw kończyło się klasycznym „słowo przeciwko słowu”. Właściciel twierdził, że pies ma dobrze, inspektorzy albo policja widzieli coś zupełnie innego, ale brakowało twardych dowodów. Film z drona pokazujący psa tygodniami stojącego godzinami w błocie przy rozwalającej się budzie trudno zagadać tłumaczeniem o chwilowym bałaganie na podwórku. A że znęcanie się nad zwierzętami jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności, taki materiał mógłby realnie zaważyć w sądzie.

Święta prywatność podwórka nie upoważnia do krzywdzenia zwierząt

Oczywiście przy takim pomyśle niemal natychmiast pojawiają się głosy o inwigilowaniu obywateli. Tyle że warto zachować proporcje. Państwo próbuje kontrolować skład dymu z kominów, a kiedy chodzi o cierpienie zwierząt, nagle pojawia się narracja o świętym prawie do prywatności za płotem.

Trudno nie zauważyć w tym hipokryzji. Zwłaszcza że mówimy o sytuacjach, w których cierpi żywa istota. Dron nie zagląda ludziom do salonu, kuchni ani portfela. Ma pomóc wykrywać przypadki znęcania się nad zwierzętami na podwórkach. Tyle. Niewinny człowiek nie ma się czego obawiać. A kara za znęcanie się nad zwierzętami chroni przede wszystkim te zwierzęta, które same nie zawalczą o siebie.

Ustawa nie ochroni żadnego psa, jeśli nikt nie będzie w stanie egzekwować prawa. Polska co prawda stworzyła system, który oficjalnie zakazuje okrucieństwa wobec zwierząt, ale jednocześnie pozostawia ogromną część takich przypadków poza kontrolą. Bo nawet gdy widzimy porzuconego psa a prawo nakazuje reakcję, w praktyce niewiele z tego wynika. Użycie dronów jest próbą zasypania gigantycznej przepaści między martwym artykułem w ustawie a psem stojącym zimą po kostki w wodzie na końcu zardzewiałego łańcucha.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu