1. Bezprawnik -
  2. Transport -
  3. Samolot się zepsuł, a za hotel zapłacisz sam. Tak USA chcą zmienić zasady

Samolot się zepsuł, a za hotel zapłacisz sam. Tak USA chcą zmienić zasady

Amerykańskie linie lotnicze potrzebują więcej czasu na wdrożenie zmian, które mogą ograniczyć świadczenia dla pasażerów. Administracja przychyliła się do ich wniosku. Kontrowersyjna regulacja nie zacznie obowiązywać 19 października, ale trudno uznać to za zwycięstwo konsumentów. Powód odroczenia jest techniczny, a sam pomysł pozostaje bez zmian.

Jakub Bilski27.10.2026 11:22
Transport

Departament Transportu USA odracza nowe zasady do 1 lutego 2027 roku

Departament Transportu USA w decyzji opublikowanej 15 października przesunął wejście regulacji w życie na 1 lutego 2027 roku. Nowe zasady obejmą jednak już styczniowe loty, raportowane w lutym. O odroczenie wystąpiła 21 września organizacja Airlines for America.

Potrzebne są nowe instrukcje raportowania oraz dostosowanie systemów przewoźników i Bureau of Transportation Statistics. Urząd potrzebuje również dodatkowego czasu na wymagane zatwierdzenia dotyczące zbierania danych.

Rozpoczęcie od nowego roku ma zapewnić większą przejrzystość sprawozdań. Organizacyjnie brzmi to rozsądnie. Nie należy jednak mylić przygotowywania wdrożenia z ponownym przemyśleniem jego konsekwencji.

Awaria samolotu może przestać być problemem przewoźnika

Samolot się psuje, odpowiedzialność zmienia kategorię

Przypomnijmy sobie, o co chodzi. Dziesięć przyczyn opóźnień i odwołań ma zostać wyłączonych ze statystycznej kategorii zdarzeń kontrolowanych przez przewoźnika. Niektóre wyjątki można obronić, choćby nagły przypadek medyczny niezawiniony przez linię.

Znacznie trudniej zaakceptować szerokie wyłączenie nieplanowanej obsługi technicznej, której nie można odłożyć. Przecież awarie są częścią eksploatacji samolotów. Konieczność naprawy przed startem nie podlega dyskusji.

Nie wyjaśnia natomiast, dlaczego jej finansowe konsekwencje miałyby obciążać pasażera. Nikt rozsądny nie proponuje lotu niesprawną maszyną. Bezpieczeństwo nie rozstrzyga jednak automatycznie, kto zapłaci za nocleg.

Bilet zwrócą. Za nocleg możemy zapłacić sami

William J. McGee z American Economic Liberties Project ostrzega, że pasażerom może być trudniej uzyskać posiłek czy nocleg na koszt linii. Wyobraźmy sobie wieczorny lot odwołany z powodu usterki samolotu. Następny jest dopiero rano.

Jeśli przewoźnik obiecuje hotel w przypadku problemów, za które odpowiada, pasażer może domagać się noclegu. Nowa klasyfikacja może jednak ułatwić linii uzasadnianie odmowy – naprawa była nieplanowana i konieczna, więc uznajemy ją za zdarzenie poza naszą kontrolą.

Departament Transportu nie ukrywa, że pasażerowie stracą

Co więcej, nawet sam Departament Transportu zdaje sobie sprawę z tego, że po zmianach pasażerowie będą otrzymywać mniej takich świadczeń. Przynajmniej prawo do zwrotu pieniędzy za odwołany lot pozostaje bez zmian – o ile nie skorzystamy z zaproponowanej podróży zastępczej lub nie przyjmiemy innej formy rozliczenia.

No ale to są dwie różne kwestie – możemy przecież odzyskać pieniądze za przelot, a mimo to zostać na noc w obcym mieście z wydatkami, których nie planowaliśmy.

Rynek to nie tylko firmy, ale przede wszystkim klienci

Tu dobrze widać, jak bardzo różnią się prawa pasażera w Europie a w USA. Hotele i posiłki w USA często wynikają z dobrowolnych zobowiązań linii dotyczących zdarzeń pod ich kontrolą. Dobrowolnych przy przyjmowaniu, ale później podlegających egzekwowaniu przez DOT.

Nie chodzi o to, żeby klient miał zawsze rację, a przedsiębiorca odpowiadał za każdą niedogodność. Lepiej byłoby, gdyby umowy były po prostu przewidywalne, stabilne, z bardziej uczciwym rozłożeniem ryzyka pomiędzy strony.

Obniżenie kosztów przedsiębiorstwa przez przeniesienie ciężaru wydatków na klientów nie brzmi jak recepta na zdrowo funkcjonującą gospodarkę. Konsument też jest jej uczestnikiem. Państwo, które wręcz pomaga firmom zawężać odpowiedzialność, trudno przedstawiać jako administrację dbającą o rynek.

Usterka techniczna a odszkodowanie za lot w Unii Europejskiej

Wyrok TSUE w sprawie van der Lans: niespodziewane nie znaczy nadzwyczajne

TSUE już kiedyś zabrał głos w tej kwestii i możemy jako pasażerowie spać spokojniej, bo europejskie podejście jest inne. Wszystko za sprawą tzw. „sprawy van der Lans”, od nazwiska pasażerki, której lot KLM z Quito do Amsterdamu spóźnił się o ponad dobę.

Trybunał uznał, że niespodziewana usterka techniczna nie staje się automatycznie nadzwyczajną okolicznością zwalniającą linię z wypłaty odszkodowania. Nawet jeśli przewoźnik prawidłowo serwisował samolot, a rutynowe kontrole nie wykryły problemu. Części nie działają wiecznie, a radzenie sobie z awariami jest nieodłącznym elementem branży lotniczej.

Są oczywiście wyjątki, choćby ujawniona przez producenta ukryta wada produkcyjna zagrażająca bezpieczeństwu lotów. Jednak samo stwierdzenie „samolot się niespodziewanie zepsuł” nie powinno wystarczyć, żeby zamknąć pasażerowi drogę do odszkodowania za opóźniony lot samolotu.

Odszkodowanie to jedno. Jedzenie i nocleg to drugie

Co istotne, w unijnym systemie nawet nadzwyczajne okoliczności zasadniczo nie zwalniają przewoźnika z obowiązku opieki nad oczekującymi pasażerami. Przy odpowiednio długim opóźnieniu należą się posiłki i napoje, a gdy konieczne jest oczekiwanie przez noc – również hotel oraz transport między nim a lotniskiem.

Linia może więc mieć podstawy do odmowy wypłaty odszkodowania, ale nadal powinna zorganizować nam nocleg. Dobrym przykładem jest lot odwołany przez burzę – co wtedy? Pieniędzy za odwołanie zwykle nie dostaniemy, ale opieka nadal się należy. To rozsądne rozróżnienie. Nie każda przyczyna odwołania lotu zależy od przewoźnika, ale pasażer również jej nie wybierał.

Lot z Polski do USA i z powrotem a rozporządzenie EU261

Polski paszport nie wystarczy, żeby zabrać tę ochronę do USA

Dla nas znaczenie ma przede wszystkim trasa i to, kto faktycznie wykonuje lot. Bezpośredni wylot z Polski do Stanów podlega unijnym przepisom niezależnie od tego, czy lecimy LOT-em, czy amerykańskim przewoźnikiem. Amerykańska klasyfikacja nie odbierze nam uprawnień wynikających z europejskiego prawa.

Przy bezpośrednim powrocie sytuacja jest już inna. Lot z USA do Polski wykonywany przez LOT jest objęty znanym i lubianym EU261. Ale gdybyśmy polecieli np. American czy United, to już tak kolorowo nie jest. Podobnie osobno kupiony przelot między amerykańskimi miastami nie zyskuje unijnej ochrony tylko dlatego, że pasażer przyjechał z Polski – ale to chyba oczywiste. Warto też śledzić, jak UE zmienia prawa pasażerów, bo i europejski standard nie jest dany raz na zawsze.

Państwo nie musi prowadzić konsumenta za rękę

Nie wyciągałbym z tego wniosku, że potrzebujemy kolejnych regulacji na każdą możliwą sytuację. Swoboda prowadzenia działalności i konkurencja są potrzebne również pasażerom. Ale odpowiedzialność za sprzedaną usługę także należy do zasad gospodarki rynkowej.

Klient stojący nocą przy zamkniętej bramce ma ograniczone możliwości negocjacji. A po drugiej stronie co? Przewoźnik z wypracowanymi na takie przypadki procedurami i wyspecjalizowanymi prawnikami. Tutaj nie ma równowagi. Problem zaczyna się wtedy, gdy państwo dodatkowo ułatwia silniejszej stronie przerzucanie kosztów na słabszą.

Odroczenie wdrożenia tego nie zmienia. Systemy zostaną dostosowane, urzędowe instrukcje poprawione, a pasażer na końcu usłyszy, że hotel będzie musiał opłacić sam.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover