- Bezprawnik -
- Państwo -
- Zarobki lekarzy przesłoniły to, co naprawdę boli pacjentów. Chodzi o jeden telefon
Zarobki lekarzy przesłoniły to, co naprawdę boli pacjentów. Chodzi o jeden telefon
Politycy zajmują się obecnie zarobkami lekarzy. Zwalczanie nadużyć jest koniecznością, ale równocześnie nie rozwiąże bardziej przyziemnych problemów opieki zdrowotnej. Takich jak na przykład niemożność umówienia się do specjalisty z powodu archaicznych metod rejestracji.
Wolny termin u specjalisty nie musi być początkiem drogi przez mękę
Afery warszawskiego Szpitala Południowego przekierowały nieco ogólnonarodową dyskusję na temat opieki zdrowotnej. Do tej pory zaprzątaliśmy sobie głowę przede wszystkim jej finansowaniem oraz dostępem do specjalistów. Dzisiaj państwo interesuje się przede wszystkim zarobkami lekarzy.
Nie jest oczywiście tak, że zamierzam bronić osób, które na skutek rozmaitych kontraktowych machlojek zarabiają grube miliony rocznie. Opisywano przecież przypadki sięgające nawet 26 000 zł za godzinę pracy lekarzy. Dobrze się stało, że politycy zabrali się za ukrócenie nadużyć. Pozostaje mieć nadzieję, że nie wyleją przy tym przysłowiowego dziecka z kąpielą.
Równocześnie nie powinniśmy tracić z oczu bardziej przyziemnych problemów z polską opieką zdrowotną. W końcu czy pacjentom robi tak naprawdę jakąś różnicę, ile zarabiają lekarze, jeśli nie mogą dostać się do specjalisty w rozsądnym terminie? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nie.
Przeszkodą nierzadko staje się sam etap rejestrowania się na wizytę u specjalisty. Jeszcze zanim wstrzelimy się w jakiś termin, musimy najpierw dodzwonić się do danej placówki. Okazuje się, że nawet tak prozaiczna czynność potrafi przekroczyć możliwości systemu.
Problem z rejestracją do specjalisty występuje w Polsce od lat
Na początku tego roku portal mama:Du.pl stawiał sprawę jasno: dodzwonić się do przychodni graniczy z cudem. Relacja redaktor Justyny Smolińskiej przekazuje coś, z czym cały czas stykają się pacjenci. Autorka zauważa, że rodzice małych dzieci od rana próbują połączyć się z przychodnią, słysząc w słuchawce jedynie informację o kolejnym miejscu w kolejce. Nawet kilkudziesięciominutowe oczekiwanie nie gwarantuje, że do rozmowy w ogóle dojdzie — a zdarza się i tak, że jej finałem jest komunikat o braku wolnych miejsc. Problem, jak podkreśla, szczególnie nasila się w sezonie jesienno-zimowym. Sytuacja, w której pacjent stwierdza, że nie może dodzwonić się do przychodni, powtarza się w polskich realiach od lat.
Czy może być jeszcze gorzej? Ależ oczywiście. Wystarczy, że przychodnia nie dysponuje mechanizmem kolejkowania rozmów, za to jak najbardziej korzysta z ich automatycznego odrzucania. Wówczas nie pozostaje nam nic innego, jak wydzwaniać raz po raz do placówki z nadzieją, że może tym razem ktoś odbierze. Po kilkudziesięciu połączeniach zapewne w końcu się z kimś połączymy. Trudno byłoby jednak dawać jakiekolwiek gwarancje.
Rejestracja w przychodni to nie rozwiązanie dla każdego pacjenta
Problem z dodzwonieniem się do lekarza dotyczy najróżniejszych specjalizacji. Borykają się z nim nie tylko mamy umawiające do lekarza swoje dzieci, ale też na przykład pacjenci onkologiczni.
Ktoś mógłby w tym momencie stwierdzić, że przecież można osobiście pofatygować się do przychodni. Tak, zawsze możemy skorzystać z uroków tradycyjnej rejestracji. Takie rozumowanie wydaje się poprawne, jednak obarczone jest poważnym mankamentem.
Co w sytuacji, gdy musimy zarejestrować się gdzieś poza naszym miejscem zamieszkania? Nie każdy w końcu mieszka w mieście wojewódzkim. Prawdę mówiąc, poza nimi znajdziemy jakieś 80% Polaków. Taki stan rzeczy rzuca nowe światło na idiotyczną koncepcję wygaszania szpitali powiatowych.
Jeżeli specjalista, do którego nas skierowano, praktykuje w innym mieście, to musimy do niego jakoś dotrzeć. Gdy przychodzi do faktycznej wizyty, to rzeczywiście nie mamy innego wyjścia, jak poradzić sobie z logistycznym wyzwaniem. Nie ma jednak żadnego powodu, by męczyć w ten sposób pacjentów już na etapie rejestracji. Warto przy tym dodać, że nie każdy z nich jest na tyle mobilny, by fatygować się bez potrzeby nawet po miejscowości, w której akurat mieszka.
Sądy administracyjne mają ograniczoną cierpliwość do przychodni, które nie odbierają telefonów
Być może niektórych naszych czytelników zdziwi fakt, iż umówienie się do specjalisty przez telefon znalazło się już w orzecznictwie sądów.
Wyrok WSA: przychodnia musi odebrać telefon
WSA w Warszawie w wyroku o sygnaturze V SA/Wa 3197/21 orzekł, że obowiązek zachowania należytej staranności dotyczy również zapewnienia możliwości rejestracji pacjentów. Połączenie zaś należy odebrać natychmiast albo po krótkim czasie oczekiwania. Innymi słowy: przychodnia musi odebrać telefon.
Jak należy rozumieć takie stwierdzenie na gruncie obowiązków placówek medycznych? Bardzo prosto. Personel prowadzący rejestrację nie może ignorować dzwoniących pacjentów. Mechanizmy automatycznie odrzucające połączenia po kilkudziesięciu sekundach wydają się wręcz niedopuszczalne.
Wyrok NSA: liczy się charakter naruszenia, a nie ich liczba
Należy także wspomnieć o wyroku NSA o sygnaturze II GSK 87/22. Skład orzekający doszedł w nim do wniosku, że nie liczba naruszeń, lecz ich potencjalny charakter przesądza o naruszeniu zbiorowych praw pacjentów. Tym samym przychodnia musi organizować rejestrację w taki sposób, by unikać przypadków, gdy pacjent nie może się do niej dodzwonić. Jeżeli placówka lekceważy ten obowiązek, pacjentowi pozostaje skarga na lekarza albo na samą przychodnię.
Umawianie się do lekarza ułatwi nam centralna e-rejestracja
Nie da się ukryć, że problemy z telefonicznym umawianiem się do specjalisty można by przynajmniej częściowo rozwiązać poprzez wprowadzenie nowocześniejszych sposobów rejestracji. Mam na myśli rzecz jasna zastosowanie w tym celu internetu.
W tym roku ruszyła tzw. centralna e-rejestracja. Będziemy mogli zapisywać się do lekarza przez internet. Ściślej mówiąc: już możemy to zrobić, ale tylko na wybrane badania. Na liście obecnie znajdują się przede wszystkim mammografia i cytologia oraz wizyty u kardiologa. Sam pomysł nie jest zresztą nowy — elektroniczna rejestracja oparta na Internetowym Koncie Pacjenta pojawiała się w planach Ministerstwa Zdrowia już lata temu.
Drugi etap wdrożenia e-rejestracji od 1 sierpnia
Mamy jednak szczęście. Z dniem 1 sierpnia zaczyna się drugi etap w harmonogramie wdrożenia centralnej e-rejestracji. Obejmie on choroby naczyń, choroby zakaźne, endokrynologię, hepatologię, immunologię, nefrologię, neonatologię, choroby płuc oraz zwalczanie gruźlicy.
Od 1 lutego 2027 r. badania z wymienionych dziedzin będą musiały zostać obowiązkowo wprowadzone do e-rejestracji. Z punktu widzenia pacjenta korzystanie z niej pozostanie opcjonalne.










