- Bezprawnik -
- Państwo -
- Uważam, że walka z alkoholem idzie w złą stronę. Zamykając puby, zamykamy ludzi w domach
Uważam, że walka z alkoholem idzie w złą stronę. Zamykając puby, zamykamy ludzi w domach
Polacy piją coraz mniej alkoholu, ale nie oznacza to, że znikają problemy, które dotykają współczesnego społeczeństwa. Samotność, depresja i zaburzenia psychiczne pozostają poważnym wyzwaniem. Tymczasem w Polsce dyskusja o alkoholu koncentruje się przede wszystkim na zakazach, ograniczeniach i kolejnych obciążeniach dla przedsiębiorców. Znacznie rzadziej zadaje się pytanie, co stanie się z miejscami, w których ludzie spotykają się po pracy, rozmawiają, poznają nowych znajomych i po prostu nie siedzą sami w domu.
Pub, bar czy kawiarnia to nie tylko miejsce sprzedaży napojów, ale często również część społecznej infrastruktury. A jej znikanie może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza rachunek wystawiony przez restauratora.
Spożycie alkoholu w Polsce spada, a samotność zostaje na drugim planie
Według danych GUS spożycie alkoholu w Polsce w 2025 r. spadło do około 8,3 litra czystego alkoholu na mieszkańca. To wyraźny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, a z badań wynika, że szczególnie pokolenie Z unika alkoholu. Mniej alkoholu trafia więc do konsumentów, ale nie oznacza to automatycznie, że społeczeństwo staje się zdrowsze pod każdym względem.
Zwolnienia lekarskie z powodu zaburzeń psychicznych coraz częstsze
Jednocześnie dane ZUS pokazują, że w 2025 r. wystawiono około 1,76 mln zaświadczeń lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. W 2022 r. było ich około 1,30 mln. Liczba dni absencji wzrosła w tym okresie z około 23,8 mln do 34,1 mln. Nie wolno z tych liczb wyciągać wniosku, że ograniczanie alkoholu powoduje pogorszenie zdrowia psychicznego. Nie ma na to dowodów. Trudno jednak nie zauważyć, że spadek spożycia alkoholu nie przekłada się na rozwiązanie problemów związanych z kondycją psychiczną Polaków.
Coraz więcej Polaków czuje się samotnych
Samotność również nie jest wyłącznie kwestią indywidualnych odczuć. W badaniu CBOS z 2024 r. odsetek osób, które bardzo często lub zawsze czuły się samotne mimo obecności innych ludzi, wyniósł 8 proc. wobec 4 proc. w 2017 r. Można do tego dodać wyniki innego badania, z którego wynika, że mniej więcej co czwarty Polak nie żyje obecnie w związku małżeńskim ani nieformalnym. Wśród osób w wieku 18–29 lat partnera nie miała niemal połowa mężczyzn i blisko cztery na dziesięć kobiet. A w Polsce coraz trudniej żyć w pojedynkę – także finansowo.
Oczywiście dowodzenie na tej podstawie, że zamykanie pubów czy wzrost cen w restauracjach spowodują nasilenie samotności, byłoby nadmiernym uproszczeniem. Warto jednak zapytać, czy poza walką z nadużywaniem alkoholu państwo dostrzega również potrzebę tworzenia miejsc, w których ludzie mogą po prostu wyjść z domu, porozmawiać i nawiązać znajomości.
Dlaczego zatem tak mało miejsca poświęca się społecznym funkcjom lokali gastronomicznych? I dlaczego w debacie o zdrowiu publicznym tak rzadko zestawia się dane o alkoholu z informacjami o stosowaniu antydepresantów i innych substancji psychoaktywnych? Takie porównanie nie dowodziłoby związku przyczynowego, ale pomogłoby lepiej zrozumieć, z jakimi problemami mierzy się społeczeństwo. Do tego potrzebne są jednak porównywalne dane, a nie wybiórcze statystyki skrojone pod określoną tezę.
Brytyjski pub czy czeska hospoda to coś więcej niż piwo
W Wielkiej Brytanii lokalny pub od dawna pełni funkcję miejsca spotkań sąsiadów, przyjaciół i ludzi, którzy niekoniecznie umawiają się wcześniej. Można tam obejrzeć mecz, wziąć udział w quizie, porozmawiać z osobami z okolicy albo po prostu spędzić wieczór poza domem.
Pub jako „trzecie miejsce”. Co mówią badania z Oksfordu
Badacze z Uniwersytetu Oksfordzkiego zwracali uwagę, że osoby regularnie odwiedzające swój lokal częściej deklarowały większe zaangażowanie społeczne i zaufanie do lokalnej społeczności. U osób nieposiadających takiego miejsca obserwowano mniejsze sieci kontaktów społecznych. Nie stanowi to dowodu, że pub chroni przed depresją, ale jest argumentem, by dostrzec znaczenie regularnych, nieformalnych spotkań dla naszego samopoczucia. Funkcjonuje zresztą pojęcie socjologiczne tzw. third place (trzecie miejsce), ukute przez Raya Oldenburga. Odnosi się ono do przestrzeni publicznych, które nie są ani domem (pierwsze miejsce), ani pracą (drugie miejsce), ale są kluczowe dla budowania więzi społecznych, poczucia przynależności i odpoczynku.
Brytyjskie podejście pokazuje, że można mówić o odpowiedzialnym spożyciu alkoholu, a jednocześnie uznawać społeczną wartość pubów. Nie chodzi o obronę upijania się. Chodzi o ochronę miejsc, w których ludzie mogą być razem, także podczas wydarzeń kulturalnych czy spotkań bezalkoholowych.
Czeska hospoda i południowe rytuały spotkań
Podobnie jest u naszych sąsiadów, gdzie czeska hospoda to często fundament lokalnego życia społecznego, choć i hospody ze względu na ceny są coraz rzadziej odwiedzane. W czeskiej knajpie normą jest dosiadanie się do nieznajomych, jeśli przy stole są wolne krzesła. Kelner nie pyta co chwilę, czy podać coś jeszcze. Kiedy widzi pusty kufel, po prostu stawia kolejny, a na leżącej na stole karteczce stawia długopisem pionową kreskę.
Przykłady można mnożyć, choćby o kraje południa Europy. W Hiszpanii, Francji, Włoszech i Portugalii spotkanie przy kawie, przekąsce czy kieliszku wina bywa elementem codziennego rytmu. We Włoszech espresso to nie tylko kofeina, lecz także krótki rytuał rozmowy przy barze. W Hiszpanii i Portugalii bary i kawiarniane ogródki często stają się naturalnym przedłużeniem ulicy i sąsiedzkiego życia.
Nie należy idealizować tych kultur ani zapominać o szkodach wynikających z nadmiernego picia. Warto jednak dostrzec różnicę między alkoholem traktowanym jako cel sam w sobie a lokalem, w którym napój jest jedynie dodatkiem do spotkania. Próba zakazania Włochowi aperitivo albo odebrania Hiszpanowi popołudniowego wyjścia na tapas skończyłaby się społecznym buntem. W krajach południowej Europy te zwyczaje to nie zwykłe zachcianki czy chęć napicia się alkoholu, lecz święte rytuały, wokół których organizowany jest cały dzień. Południowy model obrazuje coś bardzo istotnego: tamtejsze społeczeństwa rzadko cierpią na samotność. Wystarczy wyjść z domu, zrobić kilkadziesiąt kroków i już stajesz się częścią tętniącej życiem wspólnoty. Alkohol czy kawa są tam jedynie biletem wstępu do interakcji z drugim człowiekiem.
Co zadziwiające, tym modelem życia często zachwycają się również ci, którzy dążą w Polsce do wprowadzenia niemal całkowitej prohibicji.
Szwecja, Francja i Węgry aktywnie wspierają lokale
W Szwecji od 1 lipca 2025 r. obniżono akcyzę na piwo z niezależnych małych browarów. Najmniejsi producenci mogą korzystać z redukcji sięgającej 50 proc., zależnie od wielkości produkcji. To rozwiązanie wspierające małych przedsiębiorców, a zarazem pokazujące, że polityka dotycząca alkoholu nie musi polegać wyłącznie na zwiększaniu obciążeń.
We Francji procedowany jest projekt ułatwiający otwieranie kawiarni, barów i bistr w miejscowościach liczących mniej niż 3,5 tys. mieszkańców. Autorzy zwracają uwagę na zanik tradycyjnych lokali i jego wpływ na życie lokalnych wspólnot. Według przywoływanych danych liczba kawiarni we Francji zmniejszyła się z około 200 tys. w 1960 r. do 35 tys. w 2023 r.
Na Węgrzech rząd Viktora Orbána uruchomił z kolei program wsparcia wiejskich pubów i winiarni. Lokale w najmniejszych miejscowościach mogły otrzymać do 3 mln forintów na poprawę warunków działalności. Władze uzasadniały pomoc tym, że pub jest miejscem spotkań, turystyki i lokalnej kultury.
Nie oznacza to, że rozwiązania tych państw można bezpośrednio przenieść do Polski. Pokazują jednak, że w europejskiej debacie istnieje również drugi wymiar polityki alkoholowej, czyli pytanie, co należy zrobić, aby nie znikały miejsca ważne dla życia społecznego.
Polska dokłada przedsiębiorcom kosztów. Dwa razy droższe zezwolenia na alkohol
Tymczasem w Polsce obok kolejnych zaostrzeń przepisów – takich jak nocna prohibicja – pojawia się kwestia podwojenia opłat za zezwolenia na sprzedaż alkoholu. W omawianych propozycjach stawka dla napojów zawierających do 18 proc. alkoholu miałaby wzrosnąć z 525 do 1050 zł, a dla mocniejszych trunków z 2100 do 4200 zł. Już dziś zezwolenie na sprzedaż alkoholu to dla wielu lokali istotna pozycja w kosztach.
Dla pojedynczego, modnego lokalu w dużym mieście nie musi to oznaczać finansowej katastrofy. Trzeba jednak pamiętać, że restauratorzy i właściciele pubów działają ostatnio pod presją wielu kosztów: energii, czynszów, wynagrodzeń, zakupów i podatków. Branża przerabiała już zresztą obawy o koniec ogródków restauracyjnych. Dwukrotnie wyższa opłata za zezwolenie staje się kolejnym elementem rachunku ekonomicznego. Aby pub, kawiarnia czy bar mogły pełnić swoją funkcję społeczną (o której pisali badacze z Oksfordu), próg wejścia musi być stosunkowo niski, również dla portfela. Jeśli wyjście „na jedno” ze znajomymi zaczyna zauważalnie obciążać domowy budżet, ludzie zaczynają z niego rezygnować.
Czy ceny piwa i wina w lokalach wzrosną
Czy ceny w menu wzrosną? Nie jest to automatyczne. Opłata może zostać pokryta z marży, ale przedsiębiorca może też podnieść ceny, ograniczyć inne wydatki albo zrezygnować z części działalności. Skala skutków będzie zależała od sytuacji konkretnego lokalu i ostatecznego kształtu przepisów. Trudno jednak w tym wypadku być optymistą, bo już teraz kieliszek wina lub kufel piwa potrafi kosztować nawet w małym mieście od 16 do 20 zł.
Warto przy tym pamiętać, że szczególnie w mniejszych miejscowościach zamknięcie baru czy restauracji oznacza coś więcej niż utratę jednego punktu usługowego. Czasem znika jedno z niewielu miejsc, w których można spotkać sąsiadów, porozmawiać po pracy czy zorganizować lokalne wydarzenie. Jeżeli takie miejsca stają się droższe w prowadzeniu, warto zapytać, czy ustawodawca uwzględnia również ten wymiar zmian.
Walka z alkoholem nie zastąpi budowania wspólnoty
Zwolennicy restrykcji mają ważny argument: nadmierne spożycie alkoholu prowadzi do uzależnień, chorób i problemów rodzinnych. Państwo ma powody, by ograniczać te szkody. Nie powinno jednak zakładać, że każda dodatkowa bariera przynosi wyłącznie korzyści, a jej koszty ponoszą tylko przedsiębiorcy.
Istnieje bowiem ogromna różnica społeczna między piciem w samotności w czterech ścianach (co często ułatwiają tanie alkohole z dyskontów) a wyjściem do pubu, by spotkać się z ludźmi. W pubie alkohol bywa katalizatorem rozmowy, ale to interakcja społeczna jest głównym celem wyjścia. Zamykanie lub drastyczne ograniczanie działalności takich miejsc nie sprawi, że osoba uzależniona przestanie pić – sprawi jedynie, że przeniesie się do strefy prywatnej, jeszcze bardziej się izolując.
Jeżeli chcemy poprawiać kondycję psychiczną społeczeństwa, potrzebujemy nie tylko dostępu do psychiatrów i psychoterapeutów, lecz także warunków do budowania codziennych relacji. Lokale gastronomiczne nie zastąpią terapii ani nie rozwiążą problemu samotności, ale mogą być jednym z miejsc, w których ludzie podtrzymują więzi.
Państwo może walczyć z alkoholizmem, ale nie powinno traktować każdego pubu jak problemu do rozwiązania. Bo społeczeństwo składa się nie tylko z konsumentów i statystyk sprzedaży. Składa się również z ludzi, którzy potrzebują miejsc, aby się spotykać. A jeśli chcemy mniej samotności, warto zadbać, aby takich miejsc było coraz więcej.
zobacz więcej:











