1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Norwegia wpadła w pułapkę własnego bogactwa. Rozwiązaniem ma być powszechna praca zdalna

Norwegia wpadła w pułapkę własnego bogactwa. Rozwiązaniem ma być powszechna praca zdalna

Kto by pomyślał, że działania wojenne na Bliskim Wschodzie, a przede wszystkim blokada Cieśniny Ormuz, będą miały tak dalekie konsekwencje nawet dla krajów, które teoretycznie nie narzekają na brak złóż ropy naftowej. Norwegia wpadła na dość osobliwy pomysł, który ma zmniejszyć wpływ kryzysu związanego z wojną USA i Izraela z Iranem.

Norwegia śpi na ropie, a ma z nią coraz większy problem

Mimo że brzmi to kuriozalnie, kraj, który ma ogromne – jak na państwo europejskie – złoża ropy, dysponuje strategicznymi rezerwami paliw pokrywającymi jedynie 20 dni zapotrzebowania. Jak podaje PAP, premier Norwegii Jonas Gahr Støre twierdzi, że sprawa jest poważna i wymaga wprowadzenia konkretnych działań.

Tak komentował on całą sytuację na łamach dziennika „Aftenposten":

Jako kraj wydobywający surowce polegaliśmy na ciągłości produkcji i bliskości własnych rafinerii. W czasach stabilizacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co pozwoliło na utrzymywanie niskich stanów magazynowych.

Powszechna praca zdalna remedium na zbyt dużą mobilność Norwegów

Przeciągająca się blokada Cieśniny Ormuz dotknęła Norwegię w dużym stopniu także dlatego, że kraj ten nie posiada odpowiedniej infrastruktury dla gotowych paliw. Skutki geopolitycznego kryzysu już wcześniej przełożyły się na sytuację europejskich kierowców – wystarczy przypomnieć, jak w Polsce wyglądały ceny paliw marzec 2026, by zobaczyć skalę zjawiska.

Norwescy dziennikarze punktują zaniedbania infrastrukturalne swojej ojczyzny, która w marcu 2026 roku zanotowała historyczny rekord przychodów z eksportu ropy i gazu.

Ograniczenie mobilności i home office jako odpowiedź rządu

Jakie rozwiązanie proponuje norweski rząd? Norwegowie mają mianowicie ograniczyć mobilność, co oczywiście przełoży się na zmniejszenie zużycia paliw. Dodatkowo bardziej niż do tej pory upowszechniona ma być praca zdalna. To ważna informacja także dla wielu Polaków, którzy pracują w tym kraju, a także dorobili się już z tego tytułu emerytury z Norwegii.

Trzeba przyznać, że tak radykalne kroki są oczywiście dziwne, a brak wystarczających rezerw ropy naftowej w kraju, który często nazywany jest europejską Arabią Saudyjską, jeszcze bardziej potęguje zdziwienie całą tą sytuacją. Warto w tym kontekście przypomnieć kulisy konfliktu, który doprowadził do cen maksymalnych i zawieszenia broni w Iranie – to właśnie tam leży źródło obecnych problemów.

PAP publikuje dane urzędu statystycznego SSB, z których wynika, że w marcu 2026 r. Norwegia sprzedała 56,6 mln baryłek ropy za 4,9 mld euro, a wpływy z gazu wyniosły 5,9 mld euro.

Kraj powszechnego dobrobytu obarcza mieszkańców skutkami własnych zaniedbań

Oczywiście praca zdalna ma to do siebie, że w ten sposób swoje obowiązki zawodowe może wykonywać ograniczona grupa pracowników. Nie zapominajmy także, że Norwegia jest krajem górzystym i dość dużym, co sprawia, że 5 milionów mieszkańców tego państwa zapewne dojeżdża do pracy dziesiątki kilometrów – a to generuje niemałe koszty, o czym w polskich realiach przypomina choćby ulga na dojazd w rocznych rozliczeniach PIT.

Wprowadzenie pracy zdalnej może rozwiązać problemy doraźnie, jednak nie pomoże Norwegii w nieoczekiwanym i poważnym problemie strukturalnym, przed którym stanął ten kraj.

Norwegia coraz ważniejsza dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego

Przypomnijmy, że obecnie Norwegia to nie tylko jeden z kluczowych dostawców gazu do Polski – zwłaszcza po embargo na rosyjski węgiel, gaz i ropę, które zmusiło nas do dywersyfikacji dostaw. Od jakiegoś czasu nasz kraj sprowadza z tego skandynawskiego państwa także duże ilości ropy naftowej. Z danych wynika, że ropa z Norwegii stanowi obecnie około jedną trzecią całego importu tego surowca.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi