1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Gmina sprawdzi twoje zużycie wody. Tak zweryfikuje deklarację śmieciow

Gmina sprawdzi twoje zużycie wody. Tak zweryfikuje deklarację śmieciow

Deklaracja śmieciowa może wkrótce znacznie mniej przypominać zwykłe oświadczenie mieszkańca. Rząd przygotował kolejne rozwiązania mające uszczelnić system opłat za odpady. Jedno z najbardziej interesujących dotyczy danych o zużyciu wody. Najnowsza wersja projektu ustawy przewiduje, że wójt, burmistrz albo prezydent miasta będzie mógł nieodpłatnie pozyskiwać od przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego dane dotyczące zużycia wody w celu weryfikacji deklaracji śmieciowej.

Piotr Janus18.10.2026 11:39
Finanse

Sama przygotowywana zmiana jest trochę zadziwiająca, ponieważ do tej pory właśnie zakres i sposób wykorzystywania takich informacji budziły poważne pytania dotyczące ochrony danych osobowych. UODO zwracał uwagę, że gmina nie może traktować przepisu o weryfikacji deklaracji jako pozwolenia na automatyczne przeglądanie baz danych wszystkich mieszkańców.

Gmina chce wiedzieć, czy deklaracja śmieciowa mówi prawdę

Dotychczasowy mechanizm jest prosty. Właściciel nieruchomości składa deklarację śmieciową i wskazuje dane potrzebne do ustalenia opłaty za odpady. Jeżeli poda zaniżoną liczbę mieszkańców, część kosztów systemu może zostać przerzucona na pozostałych. Samorządy od dawna zwracają uwagę, że jest to jeden z problemów systemu. Gmina musi zorganizować odbiór i zagospodarowanie odpadów, a wysokość wpływów zależy od zgodnego z prawdą wypełnienia deklaracji. A z tym różnie bywa. Szacuje się, że w systemie gospodarowania odpadami brakuje od 15% do nawet 30% osób, które faktycznie wytwarzają śmieci, ale nie są zgłoszone przez właścicieli nieruchomości. Według danych Związku Miast Polskich opłat za odpady może unikać około 7 mln Polaków. Nic dziwnego, że samorządowcy postulowali, by rozwiązaniem była opłata śmieciowa powiązana z PESEL.

Obowiązujące przepisy już pozwalają na weryfikowanie deklaracji. W przypadku uzasadnionych wątpliwości co do podanych danych organ może określić wysokość opłaty w drodze decyzji, wykorzystując dostępne dane właściwe dla wybranej metody naliczania opłaty, a w razie ich braku – uzasadnione szacunki.

Podstawowa kwestia sporna polega jednak na tym, jak daleko gmina może sięgać po informacje znajdujące się w innych bazach.

UODO wcześniej postawił granicę weryfikacji danych mieszkańców

Nie jest to nowy spór. Po zmianach przepisów UODO analizował możliwość wykorzystywania przez gminy danych znajdujących się m.in. w przedsiębiorstwach wodociągowo-kanalizacyjnych. Stanowisko urzędu było jednoznaczne w jednej kwestii: gmina nie może zakładać, że wszystkie deklaracje są niewiarygodne, i dlatego automatycznie sprawdzać wszystkich mieszkańców. Weryfikacja powinna być związana z uzasadnionymi wątpliwościami co do prawdziwości deklaracji. UODO wskazywał również na konieczność przestrzegania zasady minimalizacji danych wynikającej z RODO.

Urząd zwracał także uwagę, że przepisy nie powinny być formułowane w sposób blankietowy. Powinny określać, jakie dane, od jakiego podmiotu, w jakim trybie i w jakim zakresie mogą być przekazywane. To ważne, bo zużycie wody może być interesującą informacją kontrolną, ale nie jest przecież prostym przelicznikiem liczby mieszkańców.

Zużycie wody nie jest licznikiem mieszkańców

Czteroosobowa rodzina może zużywać mniej wody niż dwie osoby posiadające duży ogród. Wysokie zużycie może wynikać z podlewania roślin, nieszczelności instalacji, remontu czy innych okoliczności. Sam rachunek za wodę nie powinien więc automatycznie oznaczać: „pod tym adresem mieszka więcej osób”.

Projekt UD252 da gminom wyraźną podstawę do pozyskiwania danych o zużyciu wody

Najnowszy projekt UD252 idzie jednak krok dalej. W wersji opublikowanej we wrześniu 2026 r. przewidziano wprost możliwość nieodpłatnego pozyskiwania przez gminę danych o zużyciu wody od przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego na potrzeby weryfikacji deklaracji. Projekt jest więc próbą doprecyzowania rozwiązania, które wcześniej budziło zastrzeżenia dotyczące podstawy prawnej i zakresu danych.

Z perspektywy samorządów argument jest mocny: skoro gmina ma odpowiadać za system gospodarki odpadami i jego finansowanie, powinna mieć narzędzia do wykrywania przypadków zaniżania opłat. Teraz doszedł również problem z systemem kaucyjnym, który pozbawił gminy surowca.

Z perspektywy mieszkańca pojawia się jednak inne pytanie: czy dane o zużyciu wody będą tylko sygnałem do wszczęcia postępowania, czy w praktyce staną się podstawą do podważania deklaracji?

Gminy chcą więcej uprawnień w systemie gospodarki odpadami

Projekt UD252 jest zresztą szerszy niż sama kwestia wodociągów. Jego celem jest m.in. uszczelnienie systemu gospodarki odpadami, zwiększenie efektywności segregacji oraz usprawnienie weryfikacji deklaracji. Najnowsza wersja przewiduje także możliwość różnicowania stawek opłaty w zależności od frakcji odpadów, rozszerzenie możliwości ulg za kompostowanie (w wielu gminach już ruszyły kontrole kompostowników) oraz nowe obowiązki informacyjne dla podmiotów przetwarzających odpady.

Dlaczego rząd zrezygnował z modelu PAYT

Co ciekawe, rząd wycofał się z nowego systemu opłat za wywóz śmieci – z najnowszej wersji zniknęła wcześniejsza propozycja fakultatywnego modelu PAYT (Pay-As-You-Throw – „płać za tyle, ile wyrzucasz”), czyli częściowo uzależniającego opłatę od faktycznej ilości wytwarzanych odpadów. Ministerstwo zrezygnowało z tego rozwiązania po analizie uwag z konsultacji. Obawiano się negatywnych skutków społecznych. Istniało duże ryzyko, że powiązanie stawek z wagą śmieci zmotywuje nieuczciwych mieszkańców do podrzucania odpadów sąsiadom, podpalania ich lub wywożenia do lasów. Ponadto o ile zorganizowanie ważenia kubłów w domach jednorodzinnych jest technicznie proste, o tyle precyzyjne rozliczenie pojedynczych mieszkań w blokowiskach wymagałoby ogromnych i kosztownych inwestycji w tzw. inteligentne wiaty śmietnikowe (np. na karty lub kod kreskowy). W efekcie projekt nie daje gminom pełnej swobody wprowadzenia „opłaty za każdy kilogram śmieci”, ale wzmacnia inne narzędzia kontroli.

Nie tylko wodociągi mogą być źródłem informacji dla gminy

Kierunek zmian jest więc czytelny. Państwo chce, aby deklaracja śmieciowa mogła być konfrontowana z innymi informacjami, jeżeli istnieją podstawy do stwierdzenia, że dane podane przez mieszkańca są nieprawidłowe. Może to oznaczać koniec sytuacji, w której deklaracja jest dla urzędu niemal wyłącznym źródłem wiedzy o liczbie osób zamieszkujących nieruchomość. Jednocześnie nie oznacza to, że gmina będzie mogła stworzyć sobie dowolną bazę danych o wszystkich mieszkańcach. UODO już wskazywał, że pozyskiwanie danych powinno odbywać się z poszanowaniem zasad RODO, a zakres informacji powinien być ograniczony do tego, co rzeczywiście niezbędne.

Kontrola deklaracji śmieciowej tak, ale nie automatyzm

Dla właściciela domu czy mieszkania najważniejsza będzie więc praktyka. Jeżeli urząd zauważy rozbieżność między deklaracją a innymi informacjami, może rozpocząć weryfikację. Mieszkaniec powinien wtedy wiedzieć, jakie dane zostały wykorzystane, skąd pochodzą i w jaki sposób przełożono je na wysokość opłaty.

Nie można bowiem utożsamiać wysokiego zużycia wody z większą liczbą mieszkańców. Tak samo obowiązek meldunkowy nie sprawia, że liczba osób zameldowanych musi odpowiadać liczbie osób faktycznie zamieszkujących nieruchomość. Nowe przepisy mogą więc rzeczywiście uszczelnić system. Pytanie brzmi, czy wraz z większą skutecznością kontroli zostaną zachowane odpowiednie granice ochrony prywatności.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover