1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Koniec marzeń o sprawiedliwych opłatach za śmieci. Rząd wystraszył się sąsiedzkich wojen

Koniec marzeń o sprawiedliwych opłatach za śmieci. Rząd wystraszył się sąsiedzkich wojen

Rewolucja śmieciowa, która miała wprowadzić sprawiedliwy system rozliczeń „płacisz za tyle, ile wyrzucasz", właśnie wylądowała w ministerialnej niszczarce. Resort klimatu i środowiska po cichu wycofał się z projektu, mimo że unijni urzędnicy od lat podsuwają nam to rozwiązanie jako receptę na kulejący recykling.

Strach przed podrzucaniem śmieci wygrał z ekologią

Jak podaje „Fakt", oficjalnym powodem kapitulacji rządu są obawy zgłaszane przez organizacje samorządowe. Choć system miał być dobrowolny, Związek Miast Polskich i Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych ostrzegały przed „wojną sąsiedzką". Wizja Polaków, którzy pod osłoną nocy podrzucają worki do cudzych kubłów, wywożą je do lasu lub palą w piecach, byle tylko waga nie nabiła wyższej opłaty, okazała się dla polityków zbyt ryzykowna. Nie bez znaczenia jest fakt, że kara za palenie śmieciami w domowych piecach to wciąż maksymalnie 500 zł mandatu — kwota, która dla wielu wydaje się niższa niż potencjalne oszczędności. Resort uznał, że krajowych doświadczeń z takim systemem jest zbyt mało.

To jednak tylko jedna strona medalu. Druga to wynik konsultacji publicznych: na 130 uwag krytycznych przypadło zaledwie 11 głosów poparcia. Samorządy bały się, że wprowadzenie opłaty wagowej w jednej gminie wywoła presję na sąsiednie miejscowości, które nie są technologicznie przygotowane na taką rewolucję. Do tego dochodzi problem odpowiedzialności zbiorowej — kary za niesegregowanie śmieci potrafią obciążyć właściciela kubła nawet wtedy, gdy niesegregowane odpady podrzucił ktoś obcy. Wygląda na to, że w starciu między nowoczesnym zarządzaniem odpadami a obawą przed kombinowaniem obywateli, to drugie wciąż trzyma się u nas mocno.

Pieniądze wyrzucone do kosza. Co z inwestycjami gmin?

Decyzja ministerstwa to cios dla tych samorządów, które postanowiły być o krok przed resztą kraju. Dziesiątki gmin zdążyły już zainwestować miliony złotych w śmieciarki z wagami, inteligentne pojemniki i systemy przypisujące odpady do konkretnych domów. Poseł Michał Połuboczek słusznie punktuje resort, wskazując, że wycofanie się z przepisów czyni te wydatki bezzasadnymi.

Odpowiedź ministerstwa jest wymijająca. Resort przyznaje, że nie oszacował strat pionierskich gmin, a zakupiony sprzęt... sugeruje wykorzystywać do „kontrolowania selektywnej zbiórki". To słaba pociecha dla samorządowców, którzy liczyli na to, że technologia pozwoli im obniżyć koszty i realnie zachęcić mieszkańców do segregacji.

Unia naciska, ministerstwo hamuje

Polska pozostaje pod presją Brukseli, która promuje model PAYT, ale nasze ministerstwo uważa, że najpierw musimy „wzmocnić podstawy systemu". Tymczasem segregacja odpadów w wielu gminach wciąż kuleje — ponad 600 samorządów nie osiągnęło wymaganych poziomów recyklingu i musiało zapłacić wysokie kary. Szkoda tylko, że te podstawy budujemy od lat, a efektów w postaci niższych stawek za wywóz wciąż nie widać. Warto też przypomnieć, że projekt miał wprowadzić także kolejne zmiany w segregacji śmieci — m.in. prawo gmin do pozyskiwania danych o zużyciu wody w celu weryfikacji deklaracji.

Furtka pozostaje uchylona, ale zaufanie pękło

Podsekretarz stanu Anita Sowińska zaznacza, że stanowisko resortu nie jest ostateczne. Jeśli samorządy przedstawią wspólny plan pilotażu, temat może wrócić. Jednak po takim sygnale z góry trudno spodziewać się, by kolejni burmistrzowie czy prezydenci miast chcieli ryzykować publiczne pieniądze na rozwiązania, które rząd w każdej chwili może zamieść pod dywan.

Obecnie jedynym miastem w Polsce z realnym doświadczeniem w tej materii pozostaje Stalowa Wola, która system wagowy testowała jeszcze przed „wielką rewolucją" z 2013 roku. Reszta kraju nadal będzie płacić według ryczałtu – od osoby, metrażu czy zużycia wody. To najwygodniejszy sposób dla urzędników, ale najbardziej niesprawiedliwy dla tych, którzy faktycznie starają się ograniczać produkcję śmieci.

Tak właśnie wygląda segregacja śmieci po polsku — z opłatami rosnącymi w niektórych gminach nawet o kilkaset procent w ciągu dekady. Na prawdziwą sprawiedliwość w opłatach za odpady przyjdzie nam jeszcze poczekać, o ile kiedykolwiek starczy politycznej odwagi, by ją wprowadzić.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi