1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Polskie kaucje, norweskie zyski. Dlaczego nie zarabiają polskie firmy?

Polskie kaucje, norweskie zyski. Dlaczego nie zarabiają polskie firmy?

Norweska Tomra zwiększa przychody dzięki nowym systemom kaucyjnym, w tym polskiemu. Tymczasem samorządy alarmują, że tracą część wpływów ze sprzedaży wartościowych surowców, a mieszkańcy kolejnych miast mierzą się z wysokimi opłatami za odpady. Czy państwo polskie, projektując nowy system, rzetelnie policzyło jego skutki i czy nie mogło go zaprojektować tak, aby zyski trafiały do polskich firm, a wzrost kosztów dla obywateli był jak najmniejszy?

Piotr Janus01.11.2026 10:30
Biznes

Tomra zarabia na systemach kaucyjnych, także w Polsce

Wyniki norweskiej firmy Tomra za trzeci kwartał 2026 r. pokazują, że rynek systemów kaucyjnych to poważny i bardzo dochodowy biznes. Przychody całej grupy wyniosły 366 mln euro, o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Przychody segmentu Collection, zajmującego się m.in. rozwiązaniami do zbiórki opakowań, wzrosły o 21 proc., do 217 mln euro. Skorygowany wynik EBITA sięgnął 47 mln euro wobec 30 mln euro rok wcześniej. Firma podała, że nowe rynki przyniosły segmentowi Collection łącznie 24 mln euro przychodów. Wśród czynników wzrostu wymieniono wdrażanie systemów kaucyjnych w Polsce, Singapurze i Rumunii. Nie oznacza to, że cała ta kwota pochodzi z Polski, ale nasz rynek jest jednym z elementów ekspansji spółki.

Tomra oczywiście nie robi niczego nielegalnego. Jest prywatną firmą, która rozwija działalność tam, gdzie powstaje popyt na jej urządzenia i usługi. Problem leży gdzie indziej, a mianowicie w tym, jak polskie państwo zaprojektowało system i czy wystarczająco zadbało, aby gospodarcze korzyści oraz koszty reformy były rozłożone możliwie sprawiedliwie.

Sortownie i gminy tracą przychody ze sprzedaży PET i aluminium

System kaucyjny przejmuje część butelek PET i puszek, które wcześniej trafiały do gminnego systemu selektywnej zbiórki. Z perspektywy mieszkańca może to wyglądać jak prosta zmiana miejsca zwrotu opakowania. Dla sortowni oznacza jednak mniej surowca, który można sprzedać, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na pokrycie kosztów funkcjonowania instalacji. W pięciu miastach – Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Kielcach i Olsztynie – szacowane straty związane z ograniczeniem przychodów ze sprzedaży surowców wyniosły łącznie około 39,5 mln zł. W Warszawie wskazywano około 20 mln zł, w Krakowie 9,5 mln zł, a w Gdańsku ponad 8 mln zł. W Kielcach przychody ze sprzedaży PET i aluminium w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. miały spaść o ponad 1,3 mln zł, czyli o 51,7 proc. W Olsztynie szacunek utraconych wpływów do końca sierpnia wynosił około 650 tys. zł. Sumy utraconych przychodów robią wrażenie, a są to jedynie dane z wybranych miast, a nie bilans całego kraju. Na przychody wpływają również zmiany cen surowców wtórnych.

Branża odpadowa ostrzega ponadto, że mniejsza ilość wartościowych opakowań utrudnia finansowanie działalności instalacji. Przedstawiciele sektora szacowali, że w pierwszej połowie 2026 r. część zakładów straciła około połowy przychodów ze sprzedaży surowców, a koszty przetwarzania wzrosły o około 15 proc. Mimo to samorządy muszą nadal odbierać i zagospodarowywać pozostałe odpady, utrzymywać infrastrukturę oraz realizować obowiązki recyklingowe. Mniej przychodów ze sprzedaży surowców nie oznacza więc automatycznie proporcjonalnie mniejszych kosztów całego systemu. A budżety samorządów i bez tego są napięte, bo niemal w co czwartej gminie nie wystarcza pieniędzy na bieżące zadania.

Opłaty za odpady w górę – rodzinny budżet pod presją

Najbardziej odczuwalny rachunek pojawia się jednak w domowych finansach. W Jaworznie stawka za odpady wzrosła do 51 zł miesięcznie od osoby. Przy wcześniejszej opłacie 32 zł oznacza to dodatkowe 19 zł miesięcznie na mieszkańca. Dla czteroosobowej rodziny to 76 zł więcej miesięcznie, czyli 912 zł w skali roku. W Warszawie od kwietnia 2026 r. przywrócono stawki sprzed czasowej obniżki: 85 zł miesięcznie dla gospodarstwa w budynku wielorodzinnym i 107 zł dla domu jednorodzinnego. W pierwszym przypadku oznacza to 25 zł więcej miesięcznie niż przy stawce 60 zł, czyli 300 zł rocznie na gospodarstwo. W domu jednorodzinnym różnica wobec stawki 91 zł wynosi 16 zł miesięcznie, czyli 192 zł rocznie. Miasto wskazywało m.in. na wzrost cen odbioru odpadów. Nie można zatem przypisać całej podwyżki systemowi kaucyjnemu.

Oczywiście nie każda z tych podwyżek została spowodowana przez wprowadzenie systemu kaucyjnego, choć mógł on mieć na nie istotny wpływ. Na rachunki wpływają także wynagrodzenia, transport, paliwo, energia i ceny zagospodarowania odpadów. System kaucyjny może jednak dołożyć kolejną presję kosztową, odbierając samorządom część wpływów ze sprzedaży surowców.

Warto również przypomnieć, że to jeszcze nie jest cały rachunek. Kaucja jest zwracana po oddaniu opakowania, więc nie należy traktować jej jako definitywnego kosztu dla osoby, która odzyskuje pieniądze. Jednocześnie obsługa systemu wymaga urządzeń, transportu, logistyki i rozliczeń. Producenci mogą uwzględniać część tych kosztów w cenach produktów, choć bez szczegółowych danych nie da się rzetelnie określić, o ile konkretnie wzrosła z tego powodu cena napoju. Planowana jest też nowa opłata za opakowania. Oznacza to, że gospodarstwa domowe mogą odczuwać zarówno wzrost opłat komunalnych, jak i pośrednie skutki kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców.

Miliony wydane na sortownie, a potem zmiana reguł

Przekierowanie strumienia przychodów do prywatnej zagranicznej firmy jest tym bardziej bulwersujące, że Polska nie zaczynała od zera. Samorządy i firmy przez lata rozwijały selektywną zbiórkę oraz inwestowały w infrastrukturę do sortowania i odzysku odpadów. Teraz część wartościowego strumienia opakowań kierowana jest inną drogą, poza tradycyjnym systemem komunalnym.

Nie oznacza to, że sam system kaucyjny nie ma zalet. Może zwiększyć poziom zbiórki opakowań i ograniczyć zaśmiecenie środowiska. Ma też wady odczuwalne na co dzień – system kaucyjny komplikuje zakupy i rabaty. Państwo powinno jednak rozliczać go nie tylko z liczby zwróconych butelek, lecz także z całkowitych kosztów, wpływu na istniejące instalacje oraz konsekwencji dla mieszkańców. Władze powinny również wyjaśnić, jak zmiana wpłynie na osiąganie przez gminy wymaganych poziomów recyklingu.

Dlaczego pieniądze z systemu kaucyjnego nie pracują w Polsce

Państwo ustaliło zasady systemu kaucyjnego i stworzyło rynek, na którym pojawił się popyt na automaty, logistykę i obsługę zwrotów. Powinno więc odpowiadać nie tylko za realizację celów środowiskowych, ale również za ekonomiczne skutki reformy. Dlaczego nie zaprojektowano systemu tak, aby większa część pieniędzy wydawanych na jego obsługę mogła trafiać do polskich przedsiębiorstw, w tym spółek komunalnych i firm z udziałem Skarbu Państwa? Krajowi dostawcy mogliby rozwijać własne technologie i konkurować o zamówienia. Zyski polskich spółek zasilałyby budżet poprzez podatki i dywidendy, dając przynajmniej szansę na pośrednie zrównoważenie części kosztów ponoszonych przez obywateli.

Nie oznacza to, że państwowa firma automatycznie byłaby tańsza lub bardziej efektywna. Właśnie dlatego rząd powinien pokazać, jakie modele porównano, dlaczego wybrano obecne rozwiązanie i jak oceniono jego wpływ na polskie przedsiębiorstwa oraz istniejącą infrastrukturę.

Kto zapłaci za system kaucyjny i co straciła polska gospodarka

Dla czteroosobowej rodziny dodatkowe kilkaset złotych rocznie to nie abstrakcyjna pozycja w raporcie, lecz realne i odczuwalne pieniądze, których zabraknie w domowym budżecie. Branża kreśliła już nawet scenariusz, w którym rodzina 2+2 zapłaci blisko 4 tys. zł rocznie za śmieci. A jeśli koszty obsługi systemu będą uwzględniane także w cenach produktów, rzeczywisty rachunek może być jeszcze wyższy. Jego dokładnej skali nie da się dziś uczciwie określić, ale nie wolno pomijać ani bagatelizować tego ryzyka.

Jest też drugi negatywny wymiar tej reformy, często pomijany w debacie publicznej. Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że Polska nie wykorzystała w pełni szansy, by stworzyć warunki do rozwoju własnych firm. A przecież wraz z systemem kaucyjnym powstał rynek na automaty, technologie, logistykę i obsługę zwrotów. Mogła to być szansa dla krajowych producentów urządzeń, firm technologicznych oraz spółek komunalnych czy też państwowych, które dzięki nowym zamówieniom rozwijałyby kompetencje i zwiększały skalę działalności. Nie ma gwarancji, że polskie firmy wykonałyby tę pracę taniej, ale należało dać im realną możliwość konkurowania i potencjalnego poszerzenia kompetencji w nowych obszarach.

Norweski przykład: państwowy fundusz wśród akcjonariuszy Tomry

Ciekawy jest tu przykład samej Norwegii. Wśród akcjonariuszy opisywanej Tomry znajduje się Folketrygdfondet, zarządzający Government Pension Fund Norway, czyli norweskim państwowym funduszem emerytalnym inwestującym przede wszystkim na krajowym rynku kapitałowym. Na koniec 2025 r. posiadał 6,01 proc. akcji Tomry, choć w kolejnych miesiącach jego udział znacząco się zmniejszył. Nie oznacza to, że norweski rząd bezpośrednio finansuje działalność spółki ani że fundusz podejmuje decyzje inwestycyjne na polityczne zamówienie. Pokazuje jednak, że państwowy kapitał może uczestniczyć w rozwoju przedsiębiorstw działających w sektorach istotnych dla gospodarki.

Od razu nasuwa się pytanie: dlaczego Polska nie prowadzi równie przemyślanej polityki wobec własnych firm? Dlaczego przy tworzeniu nowego rynku wartego miliardy złotych nie zadbano mocniej o rozwój krajowych producentów technologii, dostawców urządzeń i operatorów? Państwo nie musi wskazywać zwycięzcy ani gwarantować zamówień konkretnej spółce. Może jednak tworzyć przejrzyste warunki konkurencji, wspierać rozwój rodzimych technologii i wykorzystywać instrumenty kapitałowe zgodnie z zasadami rynkowymi.

Pełny bilans reformy kaucyjnej, którego wciąż brakuje

Tymczasem część przychodów generowanych przez nowy system trafia do zagranicznych przedsiębiorstw, takich jak Tomra, która otwarcie informuje o korzyściach płynących z ekspansji systemów kaucyjnych. Firma prowadzi oczywiście całkowicie legalną działalność biznesową. Wątpliwości dotyczą więc nie tego, że norweska firma zarabia potężne pieniądze, lecz tego, dlaczego Polska nie stworzyła równie dobrych warunków do rozwijania własnych kompetencji i przedsiębiorstw.

Rząd powinien przedstawić pełny i uczciwy bilans reformy, zawierający koszty ponoszone przez producentów i operatorów, skutki dla samorządów i sortowni, wpływ na opłaty komunalne oraz udział polskich firm w obsłudze systemu. Nie wystarczy policzyć zwróconych butelek. Trzeba policzyć także pieniądze, które płacą mieszkańcy, przychody, które trafiają za granicę, oraz szanse na rozwój polskich przedsiębiorstw, których państwo nie wykorzystało.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover