- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Żółta etykieta to pułapka. Sprawdź, ile naprawdę oszczędzasz na przecenach produktów
Żółta etykieta to pułapka. Sprawdź, ile naprawdę oszczędzasz na przecenach produktów
Koszyk z produktami „na ostatnią chwilę" wygląda jak rozsądny wybór. Niższa cena, mniej marnowania, poczucie, że robimy coś dobrego dla portfela i planety. Problem w tym, że bardzo często to nie jest żadna oszczędność. To tylko sprytnie opakowany impuls zakupowy, po którym w domu zostajemy z rybą do zjedzenia natychmiast, mięsem „najlepiej dziś" i sałatą, która już w sklepie wyglądała, jakby dogorywała.

To nie promocja, tylko przeniesienie problemu
Sklepy coraz chętniej ustawiają specjalne kosze, lodówki i półki z produktami o krótkim terminie przydatności. Do tego dochodzą hasła w stylu „kupuję, nie marnuję", „ratuję jedzenie" albo „daję produktom drugą szansę". Brzmi szlachetnie. Tyle że w praktyce bardzo często odpowiedzialność za nadwyżki zamówione przez sklep zostaje przerzucona na klienta. To sklep źle oszacował popyt, to sklep zamówił za dużo, to sklep nie sprzedał towaru na czas. Ale to klient ma poczuć, że jeśli nie weźmie tej paczki mięsa, tego jogurtu albo tej ryby, to właśnie on przyłoży rękę do marnowania żywności.
Oczywiście przecenione produkty same w sobie nie są niczym złym. Jeżeli ktoś kupuje mąkę, makaron, kaszę, ryż czy produkt, który realnie może jeszcze długo poleżeć w szafce (czasem w domu znajdujemy relikty przeszłości, kupione kilka lat temu), trudno mówić o wielkim ryzyku. Jeżeli i tak miał to kupić, a cena faktycznie jest niższa, oszczędność może być prawdziwa.
Schody zaczynają się przy produktach o niskiej trwałości: mięsie, rybach, gotowych daniach, nabiale, krojonych warzywach, sałatach, owocach miękkich czy produktach garmażeryjnych. One nie dają komfortu spokojnego planowania. One natychmiast wchodzą do naszego domowego harmonogramu i zaczynają nim rządzić. Nagle kolacja nie jest już tym, na co mamy ochotę, tylko tym, co trzeba zjeść, bo „szkoda wyrzucić". I właśnie tu kończy się oszczędzanie. Bo jeśli kupujemy coś tylko dlatego, że było przecenione, a nie dlatego, że tego potrzebowaliśmy, to nie zaoszczędziliśmy pieniędzy. Po prostu wydaliśmy mniej na rzecz, której w ogóle nie planowaliśmy kupić.
Symboliczna bywa nie cena, tylko obniżka
Warto też powiedzieć rzecz, którą wielu klientów widzi dopiero przy kasie: te produkty wcale nie są rozdawane za grosze. Bardzo często symboliczna jest nie cena, ale sama obniżka. Kilkanaście, czasem dwadzieścia czy trzydzieści procent mniej przy produkcie, który trzeba zjeść natychmiast, to nie zawsze okazja. Zwłaszcza gdy produkt był wyjściowo drogi, a termin przydatności kończy się następnego dnia.
Taką prawidłowość zaobserwowałam w Lidlu – dawniej produkty z promocyjnych koszyków można było kupić naprawdę za ułamek wartości. Teraz standardowa obniżka to ¼ ceny, maksymalnie 50%. A cena wyjściowa wcale niska nie była. Można więc zostać z rybą za 20 złotych (która początkowo kosztowała 40), która w praktyce czasy świetności ma już za sobą i zwyczajnie bałabym się ją zjeść. Warto zwrócić uwagę, że w sklepach zdarzają się też awarie chłodni czy sytuacje, w których klienci nie domykają drzwiczek — a sposób przechowania bywa ważniejszy od samej daty przydatności do spożycia.
Mechanizm jest prosty – klient lubi myśleć, że oszczędza
Klient widzi żółtą etykietę, czerwony pasek, osobną lodówkę i komunikat o ratowaniu jedzenia. Mózg dopowiada resztę: okazja, odpowiedzialność, rozsądek. Tylko że później rachunek jest mniej efektowny, a w domu pojawia się problem ze zużyciem zakupionego produktu. Bo kupiliśmy trzy rzeczy zamiast jednej, zmieniliśmy plan posiłków, a część produktów i tak wylądowała w koszu.
Skala marnowania żywności w Polsce
W Polsce problem marnowania żywności jest realny. Dane przywoływane przez Ministerstwo Rolnictwa wskazują, że rocznie marnuje się u nas niemal 5 mln ton żywności, a około 60 proc. tej ilości przypada na gospodarstwa domowe, czyli blisko 3 mln ton jedzenia. Podobny kierunek pokazują dane unijne: w 2023 r. w UE powstało około 130 kg odpadów żywnościowych na mieszkańca, a gospodarstwa domowe odpowiadały za 53 proc. tej skali. To zresztą potwierdza, że to nie sklepy, a my marnujemy najwięcej żywności.
Tyle że właśnie dlatego hasło „nie marnuję" nie powinno być używane jako marketingowy wytrych do dokładania klientowi kolejnych nieplanowanych zakupów. To sklepy są wypchane produktami po sam sufit. Nie jest winą klientów, że nie kupili. To sklep nieodpowiednio oszacował zapotrzebowanie, w związku z czym przerzucanie tej odpowiedzialności na klienta, w dodatku za symboliczną obniżkę, wydaje się nie na miejscu.
Kupujemy, bo jest. Nie dlatego, że potrzebujemy
Największy problem z produktami z końcówką terminu polega na tym, że uruchamiają w nas zupełnie inny tryb kupowania. Nie zadajemy sobie pytania: „czy tego potrzebuję?". Pytamy raczej: „czy szkoda byłoby tego nie wziąć?". A to ogromna różnica, bo przemyślane zakupy tak nie wyglądają. Przemyślana lista zakupów często przegrywa z agresywnym marketingiem i górnolotnymi hasłami.
W normalnej sytuacji klient planuje zakupy mniej więcej według potrzeb: dziś obiad, jutro śniadanie, coś dla dzieci, coś do pracy, coś do szafki. Przy przecenionych produktach plan często powstaje odwrotnie. Najpierw wpada nam w ręce produkt, a potem próbujemy znaleźć dla niego zastosowanie. Kupujemy rybę, choć nie mieliśmy w planie gotowania. Bierzemy dwa opakowania mięsa, bo mają naklejkę z obniżką. Dorzucamy sałatę, bo „jeszcze wygląda dobrze". A potem w domu zaczyna się zarządzanie kryzysem.
Albo jemy na siłę, żeby się nie zmarnowało (a to już jest zbrodnia przeciwko organizmowi). Albo mrozimy rzeczy, których później nie umiemy sensownie wykorzystać. Albo po dwóch dniach wyrzucamy je z jeszcze większym poczuciem winy, bo przecież kupiliśmy je właśnie po to, żeby nie trafiły do kosza.
Sklep powinien zarządzać towarem, a nie sumieniem klienta
Ograniczanie marnowania żywności jest ważne. Ale nie można udawać, że odpowiedzialność zaczyna się dopiero przy kliencie stojącym przed lodówką z przecenionym mięsem. Wcześniej jest całe zaplecze: planowanie dostaw, prognozowanie sprzedaży, promocje ilościowe, ekspozycja produktów, polityka zamówień, logistyka i decyzje handlowe. Nie bez powodu trwa od lat walka z marnowaniem jedzenia, w którą angażuje się także ustawodawca.
Jeżeli sklep zamawia za dużo łatwo psujących się produktów, to nie jest to ekologiczny problem konsumenta. To jest problem organizacji sprzedaży. Zgodnie z założeniami ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności to właśnie sprzedawcy mają określone obowiązki wobec niesprzedanych nadwyżek. Klient może pomóc ograniczać marnowanie, ale nie powinien być wciągany w rolę ostatniego ogniwa, które ma ratować marżę, zatowarowanie i wizerunek sieci.
Przeceniony produkt warto kupić tylko z planem
Najrozsądniejsze podejście jest więc bardzo proste: przeceniony produkt warto kupić tylko wtedy, gdy naprawdę mamy na niego plan.
Nie „może się zje", nie „jakoś wykorzystam", nie „szkoda zostawić". Tylko konkretnie: dziś to ugotuję, jutro to zużyję, to i tak miałam kupić. Bo jeżeli kupujemy produkt tylko dlatego, że ktoś przykleił na niego naklejkę z obniżką, to wcale nie walczymy z marnowaniem. Czasem po prostu płacimy za cudzą nadwyżkę — i jeszcze zabieramy ją do własnej lodówki bądź krzywdzimy własny organizm, jedząc ponad miarę, żeby się nie zmarnowało. Bywa też i tak, że gdy produkt okazuje się zepsuty, możliwy jest zwrot przeterminowanej żywności do sklepu — choć to słaba pociecha, gdy zakup w ogóle nie był nam potrzebny.
zobacz więcej:

„U mnie działa” to najdroższe zdanie w biznesie. Jak przestać być domorosłym informatykiem w swojej firmie?
29.05.2026 16:04, Aleksandra Smusz
29.05.2026 15:55, Rafał Chabasiński

Skarbówka masowo sprawdza paragony i wykrywa coraz więcej nadużyć. Tych przedsiębiorców kontroluje najczęściej
29.05.2026 15:11, Marek Śmigielski

Lokata w euro 2,5 proc. i limit 150 tys. EUR. Drugiej takiej oferty na polskim rynku raczej nie spotkacie
29.05.2026 14:34, Filip Dąbrowski
29.05.2026 14:26, Joanna Świba
29.05.2026 13:42, Marcin Szermański
29.05.2026 12:59, Joanna Świba
29.05.2026 12:23, Aleksandra Smusz
29.05.2026 11:52, Edyta Wara-Wąsowska
29.05.2026 11:19, Marek Śmigielski
29.05.2026 10:41, Edyta Wara-Wąsowska
29.05.2026 9:47, Mateusz Krakowski
29.05.2026 8:59, Rafał Chabasiński
29.05.2026 8:34, Marcin Szermański
29.05.2026 7:50, Mateusz Krakowski

43 proc. prezesów planuje zwolnienia wśród tej grupy pracowników. Sprawdź, czy się do nich zaliczasz
29.05.2026 7:07, Marek Śmigielski
28.05.2026 21:14, Piotr Janus
28.05.2026 16:02, Marek Śmigielski
28.05.2026 15:16, Mateusz Krakowski
28.05.2026 14:34, Piotr Janus

Szpital w Mławie nie ma już nawet na Aspirynę, tymczasem lokalny starosta buduje drogę do swojej rodzinnej wsi
28.05.2026 14:11, Mariusz Lewandowski
28.05.2026 13:47, Marcin Szermański
28.05.2026 13:15, Aleksandra Smusz

Nawet 16,5 tys. zł zasiłku macierzyńskiego miesięcznie. To możliwe, ale trzeba pamiętać o kilku rzeczach
28.05.2026 12:24, Marek Śmigielski

Tyle naprawdę kosztuje miesiąc życia z półrocznym dzieckiem. Tanio nie jest, ale nie ma co przesadzać
28.05.2026 11:27, Aleksandra Smusz
28.05.2026 10:40, Rafał Chabasiński
28.05.2026 10:32, Edyta Wara-Wąsowska
28.05.2026 10:01, Mateusz Krakowski
28.05.2026 9:08, Edyta Wara-Wąsowska






















