1. Bezprawnik -
  2. Zagranica -
  3. USA szykują się do ataku na kolejny kraj. Wszystko zależy od jednej decyzji Donalda Trumpa

USA szykują się do ataku na kolejny kraj. Wszystko zależy od jednej decyzji Donalda Trumpa

Stany Zjednoczone od kilku miesięcy szykują grunt pod możliwą operację wojskową wymierzoną w Kubę – donosi portal Politico. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie słowo należy już tylko do Donalda Trumpa.

USA gromadzą siły na Karaibach. Kuba w cieniu kolejnej interwencji

Choć uwaga świata wciąż skupia się głównie na Iranie, za kulisami dzieje się coś, co może oznaczać kolejny front amerykańskiej polityki zagranicznej. Z ustaleń Politico wynika, że Pentagon od dłuższego czasu przerzuca w rejon Karaibów żołnierzy oraz sprzęt – i to dokładnie taki, jaki przydałby się do ataku na wyspę. Trump miał zacząć rozważać tę opcję dopiero wtedy, gdy okazało się, że ani naciski gospodarcze, ani polityczne nie zmiękczyły władz w Hawanie.

Skala koncentracji robi wrażenie

Jak podaje Politico, marynarka wojenna USA utrzymuje w tym regionie największe siły poza Bliskim Wschodem. W maju na Morze Karaibskie wpłynęła grupa uderzeniowa z lotniskowcem USS Nimitz na czele, wsparta niszczycielami i krążownikami rakietowymi – jednostkami, które potrafią precyzyjnie razić cele na lądzie. W okolicach Kuby od miesięcy krążą też amerykańskie drony i samoloty zwiadowcze, a u wybrzeży Wirginii czeka okręt desantowy USS Kearsarge z 2,5 tysiącami żołnierzy piechoty morskiej, gotowych do szybkiego działania.

Co ciekawe, ta armada jest tylko nieco mniejsza od tej, którą Amerykanie zgromadzili w styczniu – wtedy, gdy schwytali przywódcę Wenezueli Nicolása Maduro i jego żonę Cilię Flores. Warto pamiętać, że napięcia w tym kraju narastały od lat, a kolejne protesty w Wenezueli przeciwko Maduro tylko pogłębiały izolację reżimu na arenie międzynarodowej.

Decyzja należy do prezydenta

Jak twierdzi Politico, brakuje już właściwie tylko jednego elementu – ostatecznego rozkazu Trumpa. Ewentualna interwencja mogłaby przybrać różne formy: od pojmania przywódców kubańskiego reżimu (czyli scenariusza znanego z Wenezueli) po serię punktowych uderzeń na cele wojskowe. Gdyby do tego doszło, byłby to już trzeci międzynarodowy konflikt z udziałem USA za obecnej administracji – kierunek, który dało się przewidzieć już od dnia, w którym świat analizował, co wygrana Trumpa może oznaczać dla globalnej polityki.

Frustracja w Białym Domu rośnie. Jedno ze źródeł Politico przyznaje, że „atmosfera zdecydowanie się zmieniła", a Kuba okazała się „twardsza, niż oczekiwano" – nie zrobiły na niej wrażenia ani sankcje, ani wcześniejsze operacje wojskowe przeciwko Wenezueli i Iranowi.

Prezydent Kuby nie pozostał dłużny i ostrzegł, że operacja przeciwko jego krajowi mogłaby wywołać „krwawą rzeź o nieprzewidywalnych konsekwencjach".

Czy Kuba faktycznie zagraża USA?

Argumentów dostarcza sam Waszyngton. Podczas środowego posiedzenia gabinetu sekretarz stanu Marco Rubio przekonywał, że Kuba to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. Jego zdaniem sam fakt, że „upadłe państwo" leży zaledwie 90 mil (ok. 144 km) od amerykańskiego wybrzeża, jest realnym problemem. Rubio dodał, że komunistyczny reżim dysponuje bronią z Rosji i Chin, a do tego pozwala działać na swoim terytorium rosyjskim i chińskim służbom wywiadowczym.

Geopolityczne tło sporu

Trudno zrozumieć obecny kryzys bez sięgnięcia w przeszłość – wzajemna nieufność obu państw ma długą historię, której symbolem pozostaje Guantanamo na Kubie, amerykańska baza dzierżawiona na wyspie od ponad stu lat. Równie istotne jest gospodarcze tło konfliktu: pogłębiająca się sytuacja w Wenezueli, głównego dostawcy ropy dla Hawany, pozbawiła Kubę kluczowego sojusznika i osłabiła jej pozycję.

Warto przy tym pamiętać, że jeszcze tydzień temu szef amerykańskiej dyplomacji informował, że Hawana przyjęła amerykańską ofertę pomocy humanitarnej o wartości 100 mln dolarów. Rubio liczył wtedy na zmiany na wyspie drogą pokojową – choć, jak widać, użycia siły wcale nie wykluczał. Taka dwutorowość – twarda retoryka i jednoczesne deklaracje pomocy – towarzyszy tej administracji od samego początku, co było widoczne już pierwszego dnia prezydentury Trumpa. Najbliższe dni (lub tygodnie) pokażą, którą drogę ostatecznie wybierze Trump.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji

zobacz więcej:

Najnowsze
Warte Uwagi