1. Home -
  2. Firma -
  3. Wielka reforma PIP do kosza. Inspektorzy nie będą samodzielnie przekształcać B2B w etat

Wielka reforma PIP do kosza. Inspektorzy nie będą samodzielnie przekształcać B2B w etat

To miał być legislacyjny bar na "śmieciówki” i fikcyjne samozatrudnienie, ale polityczna kalkulacja wzięła górę nad uszczelnianiem rynku pracy. Premier Donald Tusk, podczas wtorkowej konferencji w Paryżu, definitywnie uciął spekulacje dotyczące losów kontrowersyjnej reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Szef rządu uznał, że projekt dający urzędnikom potężne uprawnienia do ingerencji w umowy między firmami a pracownikami jest zbyt ryzykowny dla gospodarki.

Zbyt duża władza w rękach urzędnika. Premier wycofuje się z wielkiej reformy

Dlaczego - niemal w ostatniej chwili - szef rządu zdecydował o wycofaniu się z reformy (kilka dni temu premier dał do zrozumienia, że projekt nie będzie procedowany w dotychczasowym kształcie, ale nie było wiadomo, że zostanie wycofany całkowicie)? Argumentacja premiera była krótka, ale miażdżąca dla autorów projektu z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Tusk wskazał na ryzyko "przesadnej władzy” aparatu urzędniczego.

W wizji reformatorów, inspektor pracy miałby prawo - na mocy decyzji administracyjnej - przekształcić umowę cywilnoprawną (zlecenia, o dzieło) lub kontrakt B2B w etat, jeśli uznałby, że spełnione są znamiona stosunku pracy. Szef rządu ocenił ten mechanizm jako "destrukcyjny”.

Zdaniem premiera taka odgórna decyzja mogłaby zapaść bez zgody, a nawet wbrew woli obu stron kontraktu - zarówno pracodawcy, jak i samego zatrudnionego (pracobiorcy). W ocenie premiera, w "wersji skrajnej” prowadziłoby to nie do stabilizacji zatrudnienia, ale do utraty miejsc pracy, gdyż firmy, zmuszone do ponoszenia wyższych kosztów pracowniczych, mogłyby po prostu redukować etaty.

Premier dodał też, że sprawę uważa za zamkniętą - co oznacza, że wielu przedsiębiorców (i zleceniobiorców/wykonawców) może odetchnąć z ulgą.

Premier wycofał się z reformy w ostatniej chwili? Decydujący mógł być głos ekspertów

Aby zrozumieć wagę tej decyzji, trzeba spojrzeć na to, co leżało na stole. Reforma zakładała diametralną zmianę ciężaru dowodowego. Obecnie to inspektor PIP musi iść do sądu pracy, by udowodnić, że dana umowa jest fikcyjna; proces ten trwa latami i rzadko kończy się sukcesem urzędu.

Nowy projekt odwracał te role - to inspektor wydawałby nakaz zamiany umowy na etat (z możliwością odwołania do Głównego Inspektora Pracy), a dopiero na końcu niezadowolony przedsiębiorca mógłby szukać sprawiedliwości w sądzie.

Wraz z upadkiem ustawy, pod znakiem zapytania stają też inne, nowocześniejsze elementy reformy, które miały przenieść PIP w XXI wiek. Projekt przewidywał bowiem stworzenie międzyinstytucjonalnego "superzespołu” zadaniowego, łączącego siły PIP, ZUS i KAS. Instytucje te miały wymieniać się danymi, tworząc zaawansowane modele analizy ryzyka, pozwalające typować do kontroli firmy nadużywające B2B. Upadły także plany wprowadzenia kontroli zdalnych oraz cyfryzacji protokołów, co miało usprawnić pracę inspektorów w terenie.

Decyzja premiera jest echem wątpliwości, które od tygodni zgłaszało Rządowe Centrum Legislacji. Prawnicy wskazywali, że tak głęboka ingerencja w swobodę zawierania umów może naruszać konstytucyjne zasady wolności działalności gospodarczej oraz wyboru zawodu. Najwidoczniej premier uznał, że reforma mogłaby ostatecznie przynieść więcej szkód niż pożytku - i dlatego zdecydował się na jej zablokowanie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi