- Bezprawnik -
- Praca -
- Możesz mówić w pracy, że chcesz odejść. Ale jedno zdanie może skończyć się dyscyplinarką
Możesz mówić w pracy, że chcesz odejść. Ale jedno zdanie może skończyć się dyscyplinarką
Polskie prawo pracy chroni swobodę wypowiedzi i planowania własnej kariery. Pracodawca nie ma podstawy prawnej, by zakazać pracownikowi myślenia o zmianie pracy, marzenia o własnym biznesie czy nawet głośnego dzielenia się tymi planami. Trudności zaczynają się, gdy słowa przestają być deklaracją, a stają się działaniem wymierzonym w interes pracodawcy.
Wypowiadanie na głos swoich planów nie narusza żadnego przepisu, bo wolność wyrażania opinii i planowania własnej kariery są chronione niezależnie od stosunku pracy. Dopóki nie podkopujesz autorytetu przełożonych i nie zniechęcasz współpracowników do pozostania w firmie, nie masz się czego bać.
Od niezadowolenia z pracy do zwolnienia dyscyplinarnego
Podstawą, na którą powołują się pracodawcy w sporach o „psucie atmosfery” czy krytykowanie firmy, jest art. 100 Kodeksu pracy. Przepis ten nakłada na pracownika obowiązek dbania o dobro zakładu pracy, ochrony jego mienia oraz zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę.
„Za kilka lat chciałbym spróbować czegoś nowego” to deklaracja planów życiowych, nieszkodząca nikomu i zgodna z obowiązkiem zachowania lojalności. Ale fraza w stylu „Ta firma to dno, szukam czegokolwiek, byle stąd uciec” wypowiedziana przy kliencie albo umieszczona w mediach społecznościowych to już potencjalne naruszenie obowiązku dbania o dobro zakładu pracy.
Hejt na pracodawcę w sieci jako ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych
Publiczny hejt potrafi roznieść reputację firmy w pył, wygonić klientów do konkurencji i wyczyścić konto. Zwłaszcza przy dużej skali może zostać zakwalifikowany jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych w rozumieniu art. 52 § 1 pkt 1 Kodeksu pracy i być podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego. Warto więc wiedzieć, jak wygląda zwolnienie dyscyplinarne i czy można się od niego odwołać.
Czy polowanie na pracowników jest fair? Granice nieuczciwej konkurencji
„Kłusownictwo pracownicze”, rozumiane jako przeciąganie ludzi z konkurencji do siebie, to powszechna i normalna cecha wolnego rynku. Chyba że przeradza się w nakłanianie do zerwania umowy albo wiąże się z wykorzystaniem tajemnic przedsiębiorstwa. Wtedy przejęcie pracownika konkurencji wkracza na teren nieuczciwej konkurencji.
Art. 12 ustawy z 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji definiuje jako czyn nieuczciwej konkurencji nakłanianie osoby świadczącej na rzecz przedsiębiorcy pracę, na podstawie stosunku pracy lub innego stosunku prawnego, do niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązków pracowniczych albo innych obowiązków umownych, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy. Czynem nieuczciwej konkurencji jest także nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy.
Jakie roszczenia przysługują wobec nieuczciwego konkurenta?
Czujesz, że rywal zadaje ciosy poniżej pasa i uderza w twój biznes? Całe szczęście polskie prawo daje tu całkiem solidny oręż. Przede wszystkim możesz natychmiast ukrócić te nieczyste zagrywki i zmusić konkurenta, by odkręcił wszystko, co zdążył nabroić.
Nabroił w wizerunku, na przykład przez szkalowanie firmy? Wyciągniesz od niego publiczne oświadczenie lub przeprosiny za zniesławienie – w dokładnie takiej formie, jaka zmyje plamę na twojej reputacji. Kombinator będzie musiał pokryć straty twojej firmy i oddać co do grosza to, co bezprawnie wpadło do jego kieszeni. A jeśli pojechał po bandzie z pełną świadomością, wtedy sąd dokręci śrubę. Każe mu uszczuplić konto i przelać konkretną sumkę na wsparcie polskiej kultury czy ochronę dziedzictwa narodowego.
Sekrety byłego szefa – kiedy ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa grozi więzieniem
Przejście do konkurencji, nawet grupowe, nie jest przestępstwem. Odpowiedzialność karna pojawia się, gdy marzeniom wypowiadanym na głos towarzyszy ujawnienie lub wykorzystanie tajemnicy przedsiębiorstwa, postrzegane jako szpiegostwo gospodarcze.
Wykorzystanie tajemnicy przedsiębiorstwa przez odchodzącego pracownika
Pierwszy scenariusz to ujawnienie lub wykorzystanie tajemnicy przedsiębiorstwa przez odchodzącego pracownika. Za to art. 23 ust. 1 i 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Kopiowanie firmowych baz danych – art. 267 Kodeksu karnego
Drugi scenariusz to nieuprawnione uzyskanie dostępu do danych informatycznych firmy przed odejściem, np. skopiowanie baz danych po przełamaniu zabezpieczeń. Tutaj kłania się art. 267 Kodeksu karnego, który wycenia ten ruch nawet na 2 lata odsiadki.
Lojalność ma swoją cenę – ile kosztuje zakaz konkurencji?
Prawo nieźle wygląda na papierze, ale w życiu nie zawsze działa. Spróbuj udowodnić komuś intencje w sądzie – powodzenia. Biznes nie lubi takich łamigłówek, więc radzi sobie sam. Zamiast liczyć na paragrafy, firmy wpisują do umów klauzule non-solicitation albo non-poaching. Ich zasada jest dziecinnie prosta: podkupisz mi ludzi, czeka na ciebie kara umowna – powiedzmy okrągłe 50 tys. zł. Rywal ryzykuje własnym portfelem, a ty masz święty spokój.
Ochrona przedsiębiorstwa przed zwijaniem mu ludzi czy podkradaniem klientów będzie w porządku, dopóki nie zamieni się w zmowę. Jeśli kilkanaście firm dogada się, że nie podkupują sobie nawzajem pracowników, dla UOKiK-u może to wyglądać na dławienie konkurencji i psucie rynku.
Odszkodowanie za zakaz konkurencji po ustaniu stosunku pracy
Umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy zawierana na podstawie art. 101² Kodeksu pracy zobowiązuje pracodawcę do wypłacania byłemu podwładnemu odszkodowania w wysokości nie niższej od 25 proc. wynagrodzenia otrzymanego przez pracownika przed ustaniem stosunku pracy przez okres odpowiadający okresowi obowiązywania zakazu konkurencji. Odszkodowanie może być wypłacane w miesięcznych ratach.










