- Bezprawnik -
- Praca -
- Badanie CSA Research dla Citroëna: przeciętny Polak spędza nawet 4 lata życia w samochodzie
Badanie CSA Research dla Citroëna: przeciętny Polak spędza nawet 4 lata życia w samochodzie
Rosnące ceny mieszkań, wysokie raty kredytów, drogie paliwo i inflacja to koszty, które widzimy na co dzień. Jest jednak jeszcze jeden wydatek, który ponoszą miliony Polaków, choć nie pojawia się na żadnej fakturze czy rachunku. To czas. A dokładniej — czas tracony na codzienne dojazdy do pracy, szkoły i załatwianie podstawowych spraw. Choć rzadko o tym myślimy, to właśnie on może być jednym z największych kosztów współczesnego życia.
Ponad rok życia tylko na dojazdy do pracy
Dane CBOS pokazują, że przeciętny pracujący Polak przeznacza około 5 godzin tygodniowo na dojazdy do pracy. W przypadku osób, które faktycznie muszą regularnie dojeżdżać, średnia wzrasta do około 6,5 godziny tygodniowo. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to dramatycznie. Jednak gdy spojrzymy na te liczby z perspektywy całego życia zawodowego, obraz staje się znacznie bardziej interesujący.
Pięć godzin tygodniowo oznacza około 240 godzin rocznie. Przy założeniu 40-letniej aktywności zawodowej daje to niemal 10 tysięcy godzin spędzonych wyłącznie na przemieszczaniu się między domem a miejscem pracy. Po przeliczeniu wychodzi ponad 400 dni, czyli około 13 miesięcy życia.
Ponad rok.
I są to wyłącznie dojazdy do pracy. Nie liczymy podróży służbowych, zakupów, wizyt u lekarza, odwożenia dzieci do szkoły czy weekendowych wyjazdów. Warto przy tym pamiętać, że sam dojazd do miejsca pracy w terenie tylko pod pewnymi warunkami zalicza się do czasu pracy.
Kierowcy tracą jeszcze więcej
CBOS zwraca uwagę, że osoby korzystające z samochodu spędzają na dojazdach średnio około 7 godzin tygodniowo, natomiast użytkownicy komunikacji publicznej nawet około 8 godzin tygodniowo.
Jeżeli przyjmiemy siedem godzin tygodniowo przez czterdzieści lat pracy, otrzymamy ponad 13 tysięcy godzin. Wychodzi z tego około 558 dni życia. Innymi słowy, przeciętny kierowca może stracić na samych dojazdach do pracy ponad półtora roku życia. Dla mieszkańców największych aglomeracji sytuacja wygląda jeszcze mniej optymistycznie.
Dwa lata życia w drodze
Dla mieszkającego pod Legionowem i dojeżdżającego do Warszawy, dla pracującego w Krakowie mieszkańca Wieliczki czy mieszkańca Wrocławia codziennie podróżującego z jednej z podmiejskich gmin godzina w jedną stronę nie jest niczym niezwykłym. Dwie godziny dziennie spędzone w drodze oznaczają około 460 godzin rocznie. Po czterdziestu latach pracy daje to ponad 18 tysięcy godzin, czyli około 760 dni życia. Ponad dwa lata. Dwa lata, które nie zostały przeznaczone na rodzinę, odpoczynek, rozwijanie pasji czy aktywność fizyczną, lecz na przemieszczanie się między domem a miejscem zatrudnienia.
Badanie Citroëna: prawie cztery lata życia w samochodzie
Jeszcze bardziej dojmujące są wyniki głośnego europejskiego badania sprzed kilku lat, przeprowadzonego przez CSA Research dla Citroëna. Według jego autorów przeciętny Polak spędza w samochodzie 3 lata i 11 miesięcy swojego życia. Co ciekawe:
- około 2 lata i 7 miesięcy przypadają na czas spędzony za kierownicą,
- około 1 rok i 3 miesiące jako pasażer.
Choć badanie pochodzi z 2016 roku, do dziś pozostaje jednym z najbardziej znanych opracowań pokazujących, jak ogromną część naszego życia pochłania transport. Cztery lata to więcej niż trwają studia licencjackie lub prawie pełna kadencja parlamentu. W tym czasie można nauczyć się nowego zawodu albo ukończyć kilka kierunków studiów.
Polska płaci cenę suburbanizacji
Skąd biorą się tak wysokie liczby? Jednym z głównych powodów jest zjawisko suburbanizacji. Coraz więcej Polaków wyprowadza się poza granice dużych miast. Powód jest prosty: dom lub mieszkanie pod Warszawą, Krakowem czy Wrocławiem często kosztują znacznie mniej niż nieruchomość w centrum.
Decydując się na przeprowadzkę za miasto, można kupić mieszkanie nawet o 50 proc. tańsze, a jeszcze atrakcyjniej wygląda to, ile kosztują działki pod miastem. Na papierze wygląda to jak świetna decyzja finansowa i życiowa. W praktyce każdego ranka setki tysięcy ludzi wyruszają tymi samymi drogami do tych samych miejsc pracy. To właśnie dlatego korki stały się nieodłącznym elementem życia w największych polskich aglomeracjach.
Korki jako dodatkowy etat
Mieszkańcy największych miast coraz częściej żartują, że stanie w korkach stało się ich drugą pracą. W wielu przypadkach nie jest to przesada. Godzina dziennie spędzona w korkach oznacza około 250 godzin rocznie. Ponad sześć tygodni standardowej pracy. Trudno znaleźć inną czynność, której poświęcamy tak wiele czasu i która jednocześnie daje nam tak niewiele satysfakcji.
Najdroższy koszt nie znajduje się na stacji benzynowej
Większość kierowców wie, ile płaci za paliwo, ubezpieczenie i serwis samochodu. Znacznie trudniej policzyć wartość własnego czasu. Jeżeli ktoś zarabia równowartość 50 zł za godzinę pracy i spędza na dojazdach 460 godzin rocznie, oznacza to czas warty ponad 23 tysiące złotych. W perspektywie całej kariery zawodowej mówimy o setkach tysięcy złotych utraconej wartości. Oczywiście nie każdy przeznaczyłby ten czas na dodatkową pracę. Mógłby jednak poświęcić go rodzinie, aktywności fizycznej, odpoczynkowi czy zdobywaniu nowych umiejętności. Właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej podkreślają, że najcenniejszą walutą XXI wieku nie są pieniądze, ale czas.
W tym kontekście warto wiedzieć, że w niektórych sytuacjach przysługuje zwrot kosztów dojazdu do pracy, choć Kodeks pracy nie przewiduje takiego dofinansowania jako obowiązkowego.
Największy luksus przyszłości
Przez dekady luksusem był większy samochód, częste podróże, dom poza miastem. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że prawdziwym luksusem staje się coś znacznie prostszego. Piętnaście minut do pracy. Możliwość dojścia pieszo do szkoły, sklepu czy przychodni. Brak konieczności codziennego stania w korkach. Nic dziwnego, że rosnące ceny mieszkań na prowincji pokazują, jak bardzo zmienia się to, co uznajemy za wygodne miejsce do życia.
Badanie pokazujące, że Polacy spędzają w samochodach lata życia, jest ciekawostką. Znacznie ważniejszy jest jednak wniosek, który z niego płynie. Nie tracimy życia dlatego, że jeździmy samochodami. Tracimy je dlatego, że coraz więcej czasu musimy poświęcać na przemieszczanie się między miejscami, w których żyjemy, pracujemy i odpoczywamy. A czasu, w przeciwieństwie do paliwa, nie da się zatankować ponownie. Bo choć rachunki za paliwo potrafią zaboleć, to najdroższą cenę za współczesny styl życia płacimy czymś, czego nie da się odzyskać.
Czasem.
A ten — jak pokazują zarówno badania CBOS, jak i europejskie analizy dotyczące kierowców — może kosztować nas od roku do nawet kilku lat życia.
zobacz więcej:

