1. Bezprawnik -
  2. Zakupy -
  3. Koniec z „polskim” produktem z zagranicy. Grozi za to nawet 3 lata więzienia

Koniec z „polskim” produktem z zagranicy. Grozi za to nawet 3 lata więzienia

Jeszcze niedawno fałszowanie żywności kojarzyło się przede wszystkim z kontrolą etykiety, karą administracyjną i koniecznością wycofania produktu ze sklepu. Teraz państwo chce postawić sprawę znacznie ostrzej. Za świadome wprowadzanie do obrotu zafałszowanej żywności w celu osiągnięcia korzyści majątkowej ma grozić nie tylko grzywna, ale również ograniczenie wolności, a nawet więzienie.

Piotr Janus14.08.2026 15:03
Zakupy

Właśnie to jest jedna z najważniejszych zmian przewidzianych w nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, która 6 sierpnia 2026 r. została przyjęta przez Senat.

Koniec z „zwykłym” fałszowaniem żywności? Nowe pojęcie oszustwa żywnościowego

Nowe przepisy wprowadzają do polskiego prawa pojęcie oszustwa żywnościowego. Chodzi o sytuację, w której ktoś celowo wprowadza do obrotu zafałszowany artykuł rolno-spożywczy, robiąc to po to, aby osiągnąć korzyść majątkową. Nie każda pomyłka na etykiecie będzie automatycznie przestępstwem. Odpowiedzialność karna ma być związana z celowym działaniem nastawionym na zysk. W uzasadnieniu projektu wskazano wprost, że właśnie element umyślności i chęci osiągnięcia korzyści odróżnia nowe przestępstwo od naruszenia, za które grozi odpowiedzialność administracyjna.

Co będzie traktowane jako celowe fałszowanie produktu

Co może być potraktowane jako celowe fałszowanie? Przede wszystkim nieprawdziwe informacje dotyczące m.in. pochodzenia produktu, jego składu czy terminu przydatności do spożycia. Inaczej mówiąc: jeżeli ktoś sprzedaje produkt jako polski, choć wie, że pochodzi z zagranicy, albo deklaruje skład, który nie odpowiada rzeczywistości, może znaleźć się w zupełnie innej sytuacji prawnej niż przedsiębiorca, który popełnił niezamierzony błąd. Kontrole pokazują, że problem nie jest teoretyczny — pokazało to choćby badanie tego, jak oznaczane jest mięso w sklepie.

Nawet trzy lata więzienia za oszustwo żywnościowe

Najbardziej wyrazistą zmianą jest odpowiedzialność karna. Za oszustwo żywnościowe co do zasady ma grozić grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 3 lat. Podobną sankcję przewiduje zresztą kodeks karny za fałszowanie daty przydatności towaru.

Oznacza to zmianę filozofii państwa. Do tej pory system opierał się w dużej mierze na karach administracyjnych. Teraz ustawodawca mówi wprost, że jeżeli przedsiębiorca świadomie oszukuje konsumenta na żywności, nie jest to już wyłącznie problem jakości handlowej. Może to być przestępstwo.

I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: czy surowsza kara rzeczywiście ograniczy skalę procederu? Sama wysokość zagrożenia karą nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze skuteczne kontrole, laboratoria, możliwość prześledzenia łańcucha dostaw i przede wszystkim wykrywanie osób, które rzeczywiście stoją za procederem.

Kontrola IJHARS wchodzi do internetu

Najciekawsza część reformy dotyczy jednak nie supermarketów, lecz internetu. Żywność coraz częściej kupujemy online. Problem polega na tym, że w sieci znacznie łatwiej ukryć prawdziwego sprzedawcę, zmienić opis produktu, wykorzystać atrakcyjne zdjęcie albo zaoferować towar pochodzący z nieznanego źródła.

Nowelizacja rozszerza możliwości kontroli Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) na informacje prezentowane w sprzedaży na odległość. Inspekcja ma zyskać narzędzia do sprawdzania nie tylko samego produktu, ale także informacji publikowanych w sklepach internetowych, reklamach i materiałach promocyjnych. W określonych przypadkach będzie można żądać zmiany informacji albo opublikowania sprostowania. Oznacza to, że dla przedsiębiorcy internetowy opis produktu przestaje być wyłącznie elementem marketingu. Może stać się przedmiotem kontroli.

Marketplace przestaje być anonimowym bazarem

Jeszcze większe znaczenie może mieć to dla platform marketplace, na których tysiące niezależnych sprzedawców oferują swoje produkty. Jeżeli na platformie pojawia się żywność niewłaściwie oznakowana albo zafałszowana, coraz trudniej będzie tłumaczyć, że platforma jedynie „udostępnia miejsce do sprzedaży”. Nowe przepisy mają ułatwiać organom kontrolnym identyfikowanie podmiotów prowadzących sprzedaż na odległość. To problem znany już z innych obszarów e-handlu, choćby z takich zjawisk jak sprzedaż podróbek.

Dla platform oznacza to konieczność znacznie lepszego uporządkowania informacji o sprzedawcach i ofertach. Dla uczciwego przedsiębiorcy może to być dobra wiadomość — anonimowy konkurent sprzedający produkt o niewiadomym pochodzeniu będzie miał trudniej.

Warto również wskazać drugą stronę medalu. Im więcej obowiązków kontrolnych i informacyjnych, tym większe koszty po stronie platform oraz sprzedawców. A te koszty w ostatecznym rachunku mogą zostać przeniesione na konsumentów.

Nie tylko żywność z Polski. Import pod lupą

Nowe przepisy mają również uszczelniać kontrolę produktów sprowadzanych z zagranicy. Podczas prac nad ustawą wskazywano m.in. na próby omijania kontroli poprzez deklarowanie towarów jako produktów niebędących żywnością albo dzielenie dostaw na mniejsze partie. Polski producent musi spełniać określone wymagania, podczas gdy produkt sprowadzony spoza Unii może trafić na rynek poprzez bardziej skomplikowany łańcuch pośredników. Trzeba przy tym pamiętać, że oznaczenie kraju pochodzenia żywności jest obowiązkowe już dziś. Państwo chce więc kontrolować cały proces: począwszy od importu, przez producenta i dystrybutora, aż po sklep oraz sprzedaż internetową.

Uczciwy przedsiębiorca zyska, ale musi uważać na opakowania i reklamy

Z punktu widzenia rynku kierunek zmian trudno kwestionować. Konsument powinien wiedzieć, czy kupuje polską żywność, jaki jest jej rzeczywisty skład i skąd pochodzi. Uczciwy producent również powinien być chroniony przed konkurentem, który obniża koszty, oszukując na jakości lub pochodzeniu. Jednocześnie nowe przepisy oznaczają dla przedsiębiorców większą odpowiedzialność za to, co znajduje się na opakowaniu, stronie internetowej czy w reklamie. IJHARS już dziś przypomina, że obowiązkowe informacje dotyczące żywności muszą być czytelne, widoczne i zgodne z wymaganiami prawa — a kontrole wykazywały wcześniej, że oznaczenia soków w sklepach są mylące.

Dobra żywność czy kolejny system kontroli?

Cel reformy jest słuszny, ponieważ państwo powinno ścigać tych, którzy świadomie oszukują przy sprzedaży żywności. Fałszowanie produktów może zagrażać nie tylko portfelom konsumentów, ale również ich zdrowiu. Jednak każda taka reforma ma drugą stronę. Im więcej obowiązków kontrolnych przenosimy na przedsiębiorców i platformy, tym większe znaczenie ma precyzyjne określenie, kto naprawdę odpowiada za oszustwo.

Najgorszym rozwiązaniem byłby bowiem system, w którym prawdziwy fałszerz pozostaje ukryty gdzieś na początku łańcucha dostaw, a odpowiedzialność ponosi ten, którego najłatwiej znaleźć — czyli sklep, platforma albo przedsiębiorca, który powielił nieprawdziwą informację.

Nowe przepisy mogą więc być ważnym krokiem w walce z oszustwami żywnościowymi, ale ich rzeczywista skuteczność nie będzie zależała od samego hasła „więzienie za fałszowanie żywności”. Prawdziwym testem będzie odpowiedź na znacznie trudniejsze pytanie: czy państwo potrafi znaleźć i ukarać tego, kto naprawdę oszukuje, zamiast przerzucać kolejne obowiązki kontrolne na tych, którzy są najbliżej konsumenta?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover