20 tysięcy w kieszeni
Ale sytuacja, o której mówię, to zdecydowanie nie historia o pracy praktykantów. We wtorek na X (ex-Twitter) wyświetlił mi się post, w którym pewien użytkownik chwali się wykorzystaniem AI w pracy „nad strukturą prawną”. Przypomnę wam od razu – prawnikiem nie jestem, choć w okolicach matury nawet jakieś myśli z tylu głowy o pójściu na prawo mi chodziły. Ostatecznie zwyciężyła politechnika, informatyka i dziś piszę z tej perspektywy typowo technicznej – osoby, która sobie dzisiaj trochę marudzi, ale i poostrzega.
Głównym celem tego tekstu nie jest roztrząsanie tego, czy powyższy wpis z X jest prawdziwy. Załóżmy, że tak, więc jego autorowi szczerze gratuluję zaoszczędzonych pieniędzy. Post idealnie wpisuje się we wszechobecny entuzjazm związany z wykorzystywaniem AI. I nie ma co się temu dziwić, dosłownie każdy z tych najbardziej znanych modeli jest w stanie wygenerować szkic umowy, instrukcję czy jakąś checklistę zadań do wykonania. Tu nawet nie ma o czym dyskutować – to się naprawdę przydaje.
Problem jest jednak gdzie indziej. Praca prawnika to nie jest programowanie, gdzie zawsze możemy w pewien sposób dostosować warunki pracy pod siebie. Możemy wybrać język programowania, program do edycji kodu czy system operacyjny – piszę w maksymalnie uproszczony sposób, to nie wywód nt. paradygmatów programowania. Ale z prawem jest inaczej. Mamy reguły gry, których nie zmienimy w taki łatwy sposób. Jest konstytucja, setki ustaw, orzeczeń, wyroków, opinii, interpretacji. To zupełnie inny teren do poruszania się.
Łatwy sposób na pomyłkę
I stąd właśnie moje obawy. Programowanie, mówiąc bardzo ogólnie, jest jedno – kod w języku C++ będzie tak samo działać w Polsce jak i w USA. Czego nie można już powiedzieć o prawie polskim i amerykańskim. Momentami dwa różne światy. I to właśnie lokalność prawa sprawia, że AI w tej dziedzinie bywa tak zwodnicze. Model po prostu generuje najbardziej prawdopodobną kontynuację tekstu, dopasowaną do wzorca danych, na których był trenowany. I tutaj dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że zdecydowana większość „pokarmu”, z którego żyją nasi czatujący przyjaciele, jest anglojęzyczna, amerykańska.
Musimy być zatem wyczuleni na to, że nasz chatbot może podać nam przepisy pochodzące z zagranicy, albo w ogóle nieistniejące. Dlaczego? Bo tak mu się wydawało. Pamiętajmy, że modele językowe pracują przecież na tekście. Każde kolejne wypluwane przez nie słowo jest wynikiem operacji matematycznych. Wygrywa to słowo, które miało największe prawdopodobieństwo wystąpienia - w dużym skrócie.
Dlatego generowanie skomplikowanych dokumentów prawnych „w 10 minut” może być złudnie satysfakcjonujące. Raz się uda, a raz nie. Taka magia rachunku prawdopodobieństwa. Zwrócę tutaj jednocześnie uwagę, że autor wpisu sam przyznał, że trzeba nie tylko weryfikować, ale po prostu znać się na temacie. I chwała mu za to. To kolejny, bardzo dobry przykład tego, że AI nie ma nas wygryzać, a dopełniać nasze wysiłki w pracy czy rozwijaniu pasji.
Rewolucja, której jednak nie będzie
Dane prawne są bardzo chaotyczne. Orzeczenia są pisane w różnym stylu, pewne dane muszą zostawać anonimowe, czasami są publikowane w częściach, albo całkowicie zakryte przed nami, zwykłymi śmiertelnikami. To właśnie ten chaos, nieregularność jest najtrudniejsza do wychwycenia przez modele, które miałyby się skupić typowo na nauczeniu się np. polskiego systemu prawnego. Dane prawne to nie są dane medyczne, które o wiele częściej występują w twardej formie.
Bo na system nie składa się tylko treść ustaw, ale szereg innych rzeczy, które często sami prawnicy nie do końca rozumieją. Przecież dwóch sędziów może dojść do różnych wniosków, jednocześnie mieszcząc się w granicach dopuszczalnej interpretacji. Jak to teraz przetłumaczymy naszemu modelowi AI, który chcemy wyspecjalizować w polskim prawie?
Nie mówię, że to niemożliwe, to byłby wielki błąd z mojej strony. Pewne jest jednak to, że potrzebne są systemy bardziej wyspecjalizowane niż ogólnodostępne chatboty jak ChatGPT. Takie systemy powinny być niejako „zanurzone” w lokalnym prawie, aby potrafiły zwracać nam informacje z wystarczająco dużym prawdopodobieństwem zwrócenia prawdziwej informacji. Dziś tak jeszcze nie jest i nie próbujmy zaklinać rzeczywistości.