1. Bezprawnik -
  2. Społeczeństwo -
  3. Prawie 20 zł za jednego ziemniaka. Tyle będziecie płacić na wakacjach nad morzem

Prawie 20 zł za jednego ziemniaka. Tyle będziecie płacić na wakacjach nad morzem

Wakacje nad Bałtykiem mają swój nieformalny rytuał. Spacer promenadą, gofr, lody, smażona ryba i zabawka, którą dzieci wypatrzą z daleka, a rodzice kupią z lekkim westchnieniem. Do tego grona dołączył zakręcony ziemniak na patyku. Niepozorna przekąska masowo sprzedawana nad morzem i na dożynkach wywołuje większe emocje niż sztorm. A wszystko z powodu ceny, jaką trzeba zapłacić za sztukę tego przysmaku.

Zakręcony ziemniak za prawie 20 zł — nowy król paragonów grozy

Ziemniak w kurortach potrafi kosztować niemal tyle samo co obiad na prowincji. Zakręcona spiralka smażona na głębokim tłuszczu i posypana przyprawami stała się wakacyjnym hitem. Wygląda efektownie, dobrze prezentuje się na zdjęciach i przyciąga zapachem.

Cena 17 zł za sztukę przekąski złożonej z jednego pociętego w plasterki ziemniaka, rozciągniętego w formie szaszłyka, wydaje się solidnie przesadzona. Nic więc dziwnego, że zdjęcia takich cenników błyskawicznie trafiają do internetu, a tam rozpoczyna się dobrze znana debata o paragonach grozy. Warto przy okazji pamiętać, że jak uniknąć paragonu grozy podpowiadają sami ludzie morza — wystarczy znać kilka podstawowych zasad.

Nadbałtyccy sprzedawcy ewidentnie podłapali trend cenowy, któremu wierni są McDonald's i KFC. Fast foody w ich wykonaniu przestały mieć cokolwiek wspólnego z szybkim i w miarę tanim jedzeniem ulicznym.

Wakacyjne ceny nie biorą się z powietrza

Łatwo oburzyć się na koszt ziemniaczanej spiralki, ale nie warto zapominać o tym, że kij ma dwa końce. Przedsiębiorcy działający w miejscowościach turystycznych mają zaledwie kilka miesięcy na porządny zarobek, który pozwoli im utrzymać biznes przez mniej rentowną resztę roku. Lipiec i sierpień są dla nich tym, czym grudzień dla sklepów internetowych – okresem żniw.

Do ceny przekąski trzeba, oprócz ziemniaka, doliczyć koszty oleju do smażenia, przypraw, patyczków, serwetek, prądu, wody, najmu, podatków oraz wynagrodzeń. W czasach wysokich kosztów prowadzenia działalności rachunek zaczyna koszmarnie rosnąć. Nic dziwnego, że ceny nad morzem idą mocno w górę — od gałki lodów po nocleg.

Wolny rynek kontra turystyczne zdzierstwo

Z jednej strony w biznesie obowiązuje stara maksyma: produkt jest wart dokładnie tyle, ile ktoś jest gotowy za niego zapłacić. Jeśli przy budce ustawiają się kolejki, przedsiębiorca nie ma powodów, by ceny obniżać. Rynek działa bez sentymentów. Z drugiej trudno oprzeć się wrażeniu, że część wakacyjnych cen odrywa się od zdrowego rozsądku — niewykluczone, że to kolejne nieprawidłowości w restauracjach, na które uwagę zwraca UOKiK.

Wprawdzie ponarzekać zawsze można, ale kurorty żyją własnymi prawami i raczej nic nie wskazuje na to, by akurat tego lata było inaczej. Zakręcony ziemniak za 17 zł nie jest już sensacją ani nowością, lecz elementem wakacyjnego krajobrazu. Gofry, lody czy ryby również do tanich nie należą — nie bez powodu mówi się, że cena ryby nad morzem potrafi przyprawić o zawrót głowy.

Płacić czy nie płacić — wybór należy do turysty

Ostatecznie wszystko sprowadza się do wyboru turysty. Jedni uznają, że za chrupiącą przekąskę nie warto tyle płacić. Inni potraktują ją jako część wakacyjnego doświadczenia i nawet nie spojrzą na cenę. Część w ogóle zrezygnuje z krajowego wypoczynku, uznając — jak coraz więcej Polaków — że zagranica jest tańsza i lepsza. Na pewno biznesowa kreatywność ma się znakomicie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi