- Bezprawnik -
- Finanse -
- Tanie latanie może się skończyć. Ryanair ostrzega przed rekordowymi podwyżkami cen biletów
Tanie latanie może się skończyć. Ryanair ostrzega przed rekordowymi podwyżkami cen biletów
Od kilku lat weekend w Rzymie, parę dni na hiszpańskim wybrzeżu czy spontaniczny wypad do Lizbony mieściły się w budżecie wielu polskich rodzin. Tanie linie lotnicze zmieniły sposób, w jaki Europejczycy podróżują. Wkrótce może się to jednak zmienić. Michael O’Leary, szef Ryanaira, zapowiada na 2027 r. wzrost cen biletów lotniczych nawet o 10–20 proc. Jeśli jego prognoza się sprawdzi, wakacyjny wyjazd będzie oznaczał kolejny wydatek, który trzeba uwzględnić w domowym budżecie. A weekendowe wypady trzeba będzie mocno ograniczyć.
Nie chodzi wyłącznie o droższe paliwo. Według O’Leary’ego na rynku może być również mniej dostępnych miejsc, ponieważ część przewoźników nie poradzi sobie z rosnącymi kosztami, a niektóre linie ograniczą działalność lub zostaną przejęte. W efekcie podróżni mogą odczuć podwójny cios: wyższe ceny i mniejszy wybór połączeń.
Wojna z Iranem podnosi ceny paliwa lotniczego
Jednym z głównych czynników potencjalnej podwyżki jest sytuacja na rynku paliw. Konflikt z Iranem i zakłócenia w dostawach surowców z Bliskiego Wschodu zwiększają ryzyko gwałtownych wzrostów cen paliwa lotniczego. Według danych przywoływanych w doniesieniach medialnych Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) prognozowało średnią cenę paliwa lotniczego na poziomie 152 dolarów za baryłkę w 2026 roku, wobec około 90 dolarów rok wcześniej.
Dla linii lotniczych to poważny problem, ponieważ paliwo należy do najważniejszych pozycji w ich kosztach. Z reguły było to około 25 proc. kosztów operacyjnych linii lotniczych. Przez obecny kryzys wskaźnik ten wzrósł do ponad 31 proc., a w niektórych liniach nawet do 40 proc.
Przewoźnicy próbują zabezpieczać się przed wahaniami cen za pomocą kontraktów terminowych, które pozwalają ustalić cenę zakupu części przyszłego zapotrzebowania. Ochrona ta nie obejmuje jednak wszystkich zakupów ani nie trwa bez końca. Ryanair zabezpieczył znaczną część zapotrzebowania na paliwo na część 2026 roku po cenie znacznie niższej od poziomów obserwowanych podczas kryzysów na rynku. Mimo to już wcześniej zapowiadano, że u Ryanaira latem bilety zdrożeją. W kolejnych miesiącach sytuacja może być trudniejsza, jeśli wysokie ceny się utrzymają. Wtedy przewoźnicy będą musieli zdecydować, czy zaakceptować niższe marże, ograniczyć ofertę, czy przenieść część dodatkowych kosztów na pasażerów.
Nie tylko wojna. Klimatyczny rachunek za latanie – EU ETS i paliwa SAF
Wojna to jednak jedynie fragment kosztowej układanki. Europejskie lotnictwo musi ponosić również koszty unijnej polityki klimatycznej. Linie lotnicze są objęte systemem handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (EU ETS), który sprawia, że emisja dwutlenku węgla wiąże się z koniecznością rozliczania uprawnień. Warto przypomnieć, że w 2026 roku kończy się stopniowe wygaszanie bezpłatnych przydziałów dla lotnictwa objętego systemem. Przewoźnicy będą zmuszeni kupować uprawnienia do emisji za każdą wyemitowaną tonę CO₂, co stanowi kolejną pozycję w rachunku kosztów działalności.
A to niestety nie koniec obciążających regulacji. Unijne rozporządzenie ReFuelEU Aviation wprowadza obowiązek zwiększania udziału zrównoważonych paliw lotniczych (SAF). Minimalny udział wyniósł 2 proc. w 2025 roku, ma wzrosnąć do 6 proc. w 2030 roku, a docelowo osiągnąć 70 proc. w 2050 roku. Problem polega na tym, że produkcja takich paliw pozostaje ograniczona, a ich ceny są na ogół znacznie wyższe niż ceny tradycyjnego paliwa lotniczego. Obecnie paliwo SAF jest od 2 do 5 razy droższe od tradycyjnej nafty lotniczej (Jet A-1).
Cel ograniczenia emisji jest jasny, ale jego realizacja oznacza nowe wymagania dla przewoźników i dostawców paliwa. Koszty związane z zakupem uprawnień oraz rozwojem i stosowaniem droższych paliw mogą pośrednio wpływać na ceny biletów. Nie da się jednak automatycznie przypisać konkretnej podwyżki jednej regulacji, ponieważ ostateczna cena uwarunkowana będzie także zachowaniem konkurencji, popytem i dostępnością miejsc. Do tego same zmiany klimatu mogą oznaczać droższe bilety lotnicze.
Ile obciążeń wytrzyma europejskie lotnictwo
Powstaje pytanie, ile dodatkowych obciążeń można nałożyć na europejskie lotnictwo, zanim rachunek coraz mocniej odczują pasażerowie. Linie działają na międzynarodowym rynku i konkurują również z przewoźnikami spoza Unii, funkcjonującymi w innych warunkach regulacyjnych. Jeśli koszty latania w Europie będą rosły szybciej niż gdzie indziej, może to osłabiać konkurencyjność części europejskich firm.
Polityka klimatyczna nie jest jedyną przyczyną spodziewanych podwyżek, ale stanowi ważny element kosztowej układanki. W publicznej debacie łatwo mówić o celach redukcji emisji. Znacznie rzadziej stawia się pytanie, jak rozłożyć ekonomiczne konsekwencje transformacji, aby nie obciążały nadmiernie konsumentów. Dla podróżnych liczy się bowiem nie tylko to, dlaczego lot jest droższy, lecz także to, czy wciąż mogą sobie na niego pozwolić.
Mniej samolotów, mniej tanich biletów
O’Leary ostrzega również przed możliwym ograniczeniem podaży. Jeśli przewoźnicy będą zmuszeni redukować liczbę lotów, pasażerowie nie zawsze znajdą równie atrakcyjną alternatywę. Mniejsza liczba miejsc na popularnych trasach może podwyższać ceny, zwłaszcza w szczycie sezonu wakacyjnego.
Szef Ryanaira prognozuje również, że trudności finansowe części firm doprowadzą do fali bankructw i przejęć. Oczywiście to potencjalnie możliwy scenariusz, a nie przesądzony rozwój wydarzeń. Zakres zmian na rynku będzie zależeć od cen paliwa, sytuacji geopolitycznej, popytu na podróże oraz możliwości finansowych poszczególnych przewoźników.
Podatki i opłaty lotniskowe a oferta przewoźników
Na decyzje linii wpływają również podatki i opłaty lotniskowe. Ryanair zapowiadał ograniczenia w swojej ofercie na wybranych rynkach, wskazując między innymi na wzrost obciążeń podatkowych. Takie działania pokazują, że przewoźnicy mogą przenosić samoloty tam, gdzie prowadzenie działalności jest dla nich bardziej opłacalne.
Jeśli dojdzie do jednoczesnej kumulacji kilku kosztowych czynników, takich jak droższe paliwo, koszty emisji, obowiązki dotyczące nowych paliw i dodatkowe opłaty, przewoźnik ma coraz mniej możliwości utrzymywania dotychczasowych cen. Nie oznacza to, że każdy bilet podrożeje o tyle samo, ale ryzyko ograniczenia najtańszych ofert zdecydowanie rośnie. Pasażerowie już dziś znają zresztą dodatkowe pozycje w cenniku, takie jak opłata za odprawę na lotnisku.
Ile więcej zapłacimy za wakacje? Przykładowe wyliczenia
Podwyżka o 10–20 proc. brzmi abstrakcyjnie, dopóki nie przeliczymy jej na konkretny wyjazd. Jeśli bilety dla jednej osoby kosztują 500 zł w obie strony, wzrost o 10 proc. oznacza 50 zł więcej, a o 20 proc. – 100 zł. Dla czteroosobowej rodziny, przy takim samym koszcie wyjściowym na osobę, rachunek wzrósłby z 2000 do 2200–2400 zł.
Powyższe zestawienie to wyłącznie ilustracja możliwej zmiany, a nie prognoza ceny na konkretnej trasie. Rzeczywisty koszt uzależniony jest od terminu, popularności kierunku, dostępności miejsc, momentu zakupu oraz dodatkowych usług. Na części połączeń wzrost może być mniejszy, na innych większy. Nie można też wykluczyć promocji, którymi przewoźnicy będą walczyć o pasażerów.
Niestety cena samego biletu nie jest jedynym kosztem podróży. Do rachunku należy doliczyć bagaż, wybór miejsca, dojazd na lotnisko, transfer po przylocie i nocleg. Wśród podróżnych regularnie wraca pytanie, czy walizka może kosztować więcej niż bilet. Jeśli drożeją również inne elementy wyjazdu, nawet umiarkowana podwyżka ceny lotu może przesądzić o tym, czy rodzinny urlop zmieści się w założonym budżecie.
Czy era taniego latania dobiega końca?
Nie należy jeszcze ogłaszać całkowitego końca tanich podróży. Ryanair pozostaje przewoźnikiem nastawionym na niskie koszty, a konkurencja między liniami nadal może wymuszać atrakcyjne ceny. Wiele zależy od tego, jak długo utrzymają się zakłócenia na rynku paliw, jak będzie rozwijać się sytuacja na Bliskim Wschodzie i czy przewoźnicy zdołają ograniczyć pozostałe wydatki.
Jednocześnie słów O’Leary’ego trudno nie traktować poważnie – to nie pierwszy raz, gdy Ryanair ostrzega pasażerów. Nawet jeśli podwyżki nie osiągną zapowiadanych 20 proc., presja kosztowa może zdecydowanie ograniczyć liczbę wyjątkowo tanich ofert. Pasażerowie będą musieli uważniej planować podróże, porównywać lotniska i terminy oraz wcześniej sprawdzać ceny, zamiast zakładać, że atrakcyjny bilet zawsze znajdzie się na ostatnią chwilę. A część konsumentów będzie zmuszona ograniczyć swoje wyjazdy lub całkowicie z nich zrezygnować.
Tanie latanie stało się dla wielu Europejczyków czymś tak powszednim, że łatwo zapomnieć, jak mocno jest ono uzależnione od cen energii, sytuacji międzynarodowej i regulacji unijnych. Jeśli prognoza szefa Ryanaira się sprawdzi, rachunek za wakacje i kilkudniowe wyjazdy ponownie wzrośnie. Nie musi to od razu oznaczać, że podróżowanie stanie się luksusem dostępnym wyłącznie dla nielicznych. Może jednak oznaczać koniec przekonania, że tanie loty są czymś oczywistym i zawsze będą dostępne na wyciągnięcie ręki.
zobacz więcej:











