Nowego Prezesa PZPN poznamy już za niespełna miesiąc. Może do tego czasu obaj kandydaci zrozumieją internet

Codzienne Państwo dołącz do dyskusji (98) 22.07.2021
Nowego Prezesa PZPN poznamy już za niespełna miesiąc. Może do tego czasu obaj kandydaci zrozumieją internet

Maciej Wąsowski

18 sierpnia 2021 roku poznamy nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ustępującego po 9 latach Zbigniewa Bońka zastąpi jeden z dwóch kandydujących wiceprezesów. Wiemy już, że do finałowej rozgrywki nie wkroczy ekscentryczny milioner lubujący się w obuwiu charakterystycznym dla krakowskiego Lajkonika, Józef Wojciechowski.

Za niespełna miesiąc, ktoś z dwójki – Cezary Kulesza, Marek Koźmiński zostanie nowym prezesem PZPN. Mimo, że przez następny miesiąc wybrane media sportowe będą dwoiły się i troiły, aby było inaczej, to mam nieodparte wrażenie, że obóz Marka Koźmińskiego poniesie porażkę. Porażkę, która będzie stanowiła naturalną konsekwencję buty i arogancji Zbigniewa Bońka. Zanim przejdziemy do objaśnienia sylwetek obydwu kandydatów ustalmy najpierw, o co w najbliższym czasie będzie toczyła się rozgrywka.

PZPN kiedyś i teraz

PZPN przez ostatnie 9 lat przeszedł znaczne zmiany. Z wyszydzanej instytucji zmienił się w sprawnie zarządzaną korporację. W zasadzie określenie „zmienił się” nie do końca jest trafne. Konotacja wyrażenia „zmienił się” sugeruje bowiem, że zmiany nastąpiły samoistnie. Jest to jednak zupełnie nieprawdziwe. Za udaną transformację związku odpowiada, poza prezesem Zbigniewem Bońkiem sekretarz generalny związku, Maciej Sawicki.

Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że decyzja o wyborze na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski kogoś takiego jak Jerzy Brzęczek nie była rozpatrywana w kategorii sabotażu na reprezentacyjnej karierze Roberta Lewandowskiego. Oczywiście lista grzechów obecnego prezesa jest znacznie dłuższa. Sceptycy Bońka oraz entuzjaści Kazimierza Grenia zapewne podsumują ostatnie 9 lat mianem najgorszego okresu w dziejach polskiej piłki. Co oczywiście będzie sporym nadużyciem. Mimo, że o ostatnim euro zdążyliśmy już dawno zapomnieć, podobnie zresztą jak i o rosyjskim mundialu, to tylko głupiec uznałby, że nie zaliczyliśmy jako federacja progresu. Co prawda poziom sportowy reprezentacji jest w ostatnim czasie na żenująco niskim poziomie, to ciężko za te niepowodzenia w całości przypisywać winę Bońkowi. Przed pięcioma laty w cuglach wygrał wybory z Józefem Wojciechowskim. Dzisiaj nie kryje swojego poparcia dla Marka Koźmińskiego, który uważany jest za naturalnego sukcesora Zbigniewa Bońka.

Prezes PZPN Prezesem Twittera

Twitter, to miejsce, w którym obecny prezes PZPN czuje się jak ryba w wodzie. Mimo, że nie omijały go naprawdę srogie grillowania, to przez 9 ostatnich lat zgromadził na swoim koncie imponującą liczbę ponad 1 mln obserwujących. Boniek sam niejednokrotnie rozpoczynał twitterowe burze, wbijał publicznie szpilki i wdawał się w dyskusje. Czy postronny obserwator mógłby uznać, że prezes PZPN „umie w Twittera”? Możliwe, że tak, natomiast nie raz poprzez swoje twitty prezes uchodzący za światowca wychodził na buraka lub co gorsza mizogina. Nie wszystko bowiem co pisał korelowało z powagą pełnionego urzędu.

Cezary – zapomniałem się przelogować – Kulesza

Jeśli ustalimy, że w dobie dzisiejszej cyfryzacji prezes PZPN powinien z gracją poruszać się po social-mediach, to z pewnością stwierdzimy, że Cezarego Kuleszę czeka sporo pracy. Od kilku dni, na Twitterze popularność zdobywało konto – Wybory PZPN 2021. Wielu z użytkowników portalu dotychczas myślało, że powstało w celu bieżącego informowania opinii publicznej o trwającej kampanii. Nazwa konta nie wskazywała jakkolwiek, by powstało on w celu promowania któregoś z kandydatów. Jednakże niedawne wpisy Cezarego Kuleszy oraz bliźniaczy treścią wysłany z przedmiotowego konta rozwiały jakiekolwiek wątpliwości.

https://twitter.com/K_Stanowski/status/1417150885965307907

Marek – „kupiłem lajki?” – Koźmiński

Omnibusem Twittera nie jest również Marek Koźmiński. W zasadzie, to mam duże wątpliwości, czy obydwaj Panowie prowadzą swoje konta samodzielnie. Naprawdę wiele – z twitterowej działalności – można by zarzucić Zbigniewowi Bońkowi, lecz na pewno nie to, że nie był autentyczny. Mnóstwo wpisów pisanych na gorąco, nieustanne pozdrowienia dla amici italiani oraz charakterystyczne problemy z interpunkcją – to był bez wątpienia prezes piszący samodzielnie. Wróćmy jednak do sylwetki naturalnego następcy obecnego Dona polskiego futbolu. Tak, jak prezesowi Kuleszy użytkownicy Twittera zarzucają, że zapomniał się zalogować tak drugiemu z kandydatów wypominają, że w celu zwiększenia zasięgów zdecydował się kupić lajki.

Obie przytoczone powyżej sytuacje są żenujące. Zakłamywanie rzeczywistości w mediach społecznościowych nie przystoi, zwłaszcza, że zarówno jeden, jak i drugi z kandydatów są poważnymi biznesmenami. Do wyborów pozostał jeszcze niemalże miesiąc, dlatego takich kwiatków do końca kampanii będzie tylko więcej.

Wybory na nowego prezesa PZPN

Gdybym miał teraz typować kto zostanie prezesem postawiłbym na Kuleszę. Mimo, że nigdy nie ukrywam swoich sympatii klubowych, a zatem z prezesem Jagielloni niekoniecznie powinno być mi po drodze, to mam nieodparte wrażenie, że to właśnie on zastąpi Bońka. Oczywiście, prezes Kulesza nie jest prezesem moich marzeń, co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Prawdopodobnie, gdyby na minionym euro kadra Paulo Sousy osiągnęła lepszy rezultat, udałoby nam się wyjść z grupy, ewentualnie awansować do ćwierćfinału powtarzając wynik Adama Nawałki, to wówczas nie miałbym wątpliwości, że prezesem zostałby Koźmiński.

Po sukcesie sportowym Boniek wracałby do kraju w glorii zwycięzcy i głównego architekta sukcesu. Możliwe nawet, że pewien redaktor ze Złotoryi nazwałby go Midasem polskiego futbolu. Pechowo dla kibiców, ale przede wszystkim dla Koźmińskiego, tak się jednak nie stało. Reprezentacja zaliczyła bowiem kolejny kompromitujący turniej.

Kibice są wściekli, a baronowie rządzący wojewódzkimi związkami piłki nożnej dostrzegli w tym swoją szansę. O wiele trudniej byłoby im znaleźć się w strukturach związku stawiając na Koźmińskiego. Nie jest bowiem tajemnicą, że były piłkarz Udinese miałby być naturalnym sukcesorem prezesa Bońka. Ciężko byłoby zatem spodziewać się, aby w razie jego wygranej w związku nastąpiłyby większe zmiany. Złośliwi komentatorzy sugerowali nawet, że nieformalnie, z tylnego fotela w dalszym ciągu związkiem sterowałby Zbigniew Boniek.

O wiele większe szanse na przebicie się w pzpnowskich strukturach daje mariaż z Kuleszą. Nowy prezes spoza obecnego układu, w przypadku zwycięstwa będzie potrzebował wielu zaufanych ludzi gotowych do pracy w strukturach związku. A jako, że obecnie żaden z kandydatów nie osiągnął jakiejś znaczącej przewagi, a pojedynek wydaje się być wyrównanym, to zgodnie ze swoją filozofią zakładam, że bardziej zdeterminowani okażą się „głodni” spoza układu, a w związku przyjdzie czas na duże zmiany.