- Bezprawnik -
- Państwo -
- Minister MON: 500 tys. żołnierzy do 2030 roku. Polska ma mieć najsilniejszą armię w Europie
Minister MON: 500 tys. żołnierzy do 2030 roku. Polska ma mieć najsilniejszą armię w Europie
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział wielką transformację polskiej armii oraz zwiększenie jej liczebności. Do 2030 r. nasze wojsko ma liczyć 500 tys. żołnierzy, w tym 300 tys. żołnierzy zawodowych. Pytanie brzmi: jakim cudem?

Była wielka armia Mariusza Błaszczaka, będzie jeszcze większa armia Władysława Kosiniaka-Kamysza
Być może niektórzy nasi czytelnicy pamiętają zapowiedzi poprzedniego ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka o zwiększeniu stanu osobowego Wojska Polskiego. Za PiS nasza armia miała docelowo liczyć 250 tys. żołnierzy zawodowych oraz 50 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Już wtedy uważałem, że plan ten nie jest przesadnie realny.
Wspominam o tym dlatego, że następca Błaszczaka przedstawia jeszcze bardziej spektakularną wizję rozbudowy polskich sił zbrojnych. Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział podczas inauguracji VIII edycji Defence24 Days nowy cel strategiczny.
Wojsko Polskie ma do 2030 r. liczyć 500 tys. żołnierzy. Pół miliona. Żołnierzy zawodowych ma być 300 tys., a pozostałe 200 tys. będą stanowić rezerwy wysokiej gotowości.
Geopolityczne tło decyzji o rozbudowie armii
Skąd ta zmiana? Nie da się ukryć, że sytuacja międzynarodowa nie napawa optymizmem. Od północy graniczymy z agresywną, zbrodniczą dyktaturą, a od wschodu z jej białoruską satrapią. Postępująca integracja Białorusi i Rosji tylko potęguje to zagrożenie. Europa została brutalnie pozbawiona złudzeń co do gwarancji bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych, które pogrążają się obecnie w szaleństwie kultu MAGA i wracają do zwyczaju toczenia bezsensownych wojen na Bliskim Wschodzie.
Rząd ma kilka naprawdę niezłych pomysłów na obronność
Nie ma się co oszukiwać. Błyskawiczna rozbudowa potencjału obronnego Polski jest po prostu koniecznością. Całkowicie zgadzam się ze słowami Kosiniaka-Kamysza, gdy domaga się większego zaangażowania przemysłu zbrojeniowego. Podoba mi się też zapowiedź przekształcenia Wojska Polskiego w „najsilniejszą i największą armię w Europie, najlepiej zorganizowaną i wyposażoną”.
Szczególnie podoba mi się kilka konkretnych pomysłów obecnego rządu. Mam na myśli nie tylko ufortyfikowanie granicy z Rosją, ale także znajdujący się w przyjętym w grudniu Programie Rozwoju Sił Zbrojnych RP rozwój zdolności głębokiego rażenia. To znaczy: możliwości uderzania w cele położone głęboko na terytorium potencjalnego przeciwnika. Równie rozsądnym pomysłem jest budowa w oparciu o ukraińskie doświadczenia „armady dronowej”.
Równocześnie jednak nie sposób nie zadać kluczowego pytania o to, jak szef MON i rząd chcieliby zrealizować ambitne plany rozbudowy liczebności naszego wojska. Niestety, tego problemu nie da się rozwiązać poprzez rozwiązania techniczne i szczodre finansowanie poszczególnych projektów.
Półmilionowa armia bez poboru? Brzmi zbyt pięknie
Z zapowiedzi Władysława Kosiniaka-Kamysza wynika, że rządzący nie planują – przynajmniej na razie – przywrócenia poboru w Polsce. Półmilionowa armia ma się składać z żołnierzy zawodowych i „rezerwy wysokiej aktywności”. Co należy rozumieć pod tym pojęciem? Chodzi o rezerwistów-ochotników, którzy będą na stałe przypisani do konkretnych jednostek wojskowych i będą regularnie ćwiczyć.
Utrzymanie tak licznych sił zbrojnych wymaga pieniędzy oraz infrastruktury. Żołnierzom zawodowym należy zapewnić miejsce i sprzęt do pracy. Rezerwiści także muszą mieć gdzie ćwiczyć i czym ćwiczyć. Potrzebujemy także żołnierzy, którzy będą rezerwistami dowodzić i ich szkolić. Przy tak ambitnych planach mówimy o wysiłku właściwie porównywalnym z przywróceniem poboru.
Demograficzna ściana ogranicza pulę rekrutów
Nie sposób przy tym nie zwrócić uwagi na kolejny poważny problem w postaci kryzysu demograficznego, z którym boryka się Polska. Obywateli naszego kraju jest coraz mniej. Gospodarka potrzebuje nie tylko żołnierzy, ale także pracowników. MON o żołnierzy zawodowych będzie siłą rzeczy konkurować z przedsiębiorcami. Sytuacja demograficzna Polski sprawia, że pula potencjalnych rekrutów z roku na rok się kurczy.
Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiada dosłownie budowę najsilniejszej armii w historii Polski
W tym momencie warto zwrócić uwagę na kilka statystyk. Z danych przytaczanych przez portal Defence24.pl wynika, że obecnie mamy około 178 700 żołnierzy zawodowych oraz odbywających dobrowolną zasadniczą służbę wojskową, wliczając w to tych w trakcie kształcenia. Do tego należy doliczyć żołnierzy WOT, których jest ok. 38 tys.
Jeżeli w aktualnych planach MON liczymy żołnierzy WOT jako „zawodowców”, to razem mielibyśmy ok. 216 tys. żołnierzy. Wciąż brakuje ich 84 tysiące. Do tego należy doliczyć konieczność pozyskania 200 tys. mniej lub bardziej aktywnych rezerwistów.
Dla porównania: w szczytowym okresie w okolicach 1971 r. Ludowe Wojsko Polskie liczyło 431 tys. żołnierzy, w tym 140 tys. zawodowych. Później budżet PRL nie był w stanie udźwignąć dalszych zbrojeń. Stan Wojska Polskiego w 1939 r. przed mobilizacją wynosił ok. 439,7 tys. żołnierzy.
W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z wojskiem uzupełnianym poborem powszechnym. Innymi słowy: obecne kierownictwo MON chce zbudować dosłownie największe wojsko zawodowe w historii naszego kraju. Wszystko to w zaledwie cztery lata. Jak? Zaczniemy masowo werbować najemników jak w XVI wieku?
Nie wydaje mi się, by plany MON były realne, a już na pewno nie w tak krótkim terminie
To nie koniec. Obecnie najsilniejszą armią w zachodniej Europie dysponuje Francja. Liczy ona ok. 200 tys. żołnierzy zawodowych oraz ok. 60 tys. rezerwistów. Drugą co do wielkości armię w NATO posiada Turcja, mogąca wystawić nawet 800 tys. żołnierzy, z czego ok. 325 tys. to poborowi. Ukraina w czasie totalnej wojny z Rosją wystawiła ok. 800–900 tys. żołnierzy.
Naprawdę chciałbym, żeby plany na zwiększenie liczebności armii były realne. Chciałbym również mylić się w swoim czarnowidztwie. Odnoszę jednak wrażenie, że wizja półmilionowej armii przypomina trochę coroczne zapowiedzi o masowym powołaniu 200 tysięcy Polaków na ćwiczenia, które brzmią niczym częściowy pobór do wojska – za każdym razem ekscytuje się tym społeczeństwo, a koniec końców niewiele z tego wynika.
Cieszy, że zwiększamy liczebność armii i potencjał odstraszania agresora. Nie opowiadajmy jednak bajek o tym, że w krótkim czasie staniemy się jedną z większych militarnych potęg planety – z trzeszczącym w szwach budżetem i kulejącą demografią.
06.05.2026 13:01, Edyta Wara-Wąsowska
06.05.2026 12:16, Rafał Chabasiński
06.05.2026 11:30, Mateusz Krakowski
06.05.2026 10:43, Aleksandra Smusz
06.05.2026 9:49, Edyta Wara-Wąsowska
06.05.2026 9:12, Edyta Wara-Wąsowska
06.05.2026 8:24, Aleksandra Smusz
06.05.2026 7:45, Mariusz Lewandowski
05.05.2026 21:11, Rafał Chabasiński
05.05.2026 16:12, Piotr Janus
05.05.2026 15:25, Marcin Szermański
05.05.2026 14:40, Miłosz Magrzyk
05.05.2026 13:51, Piotr Janus
05.05.2026 13:12, Miłosz Magrzyk
05.05.2026 12:26, Piotr Janus
05.05.2026 11:26, Edyta Wara-Wąsowska
05.05.2026 10:37, Miłosz Magrzyk
05.05.2026 10:12, Mariusz Lewandowski
05.05.2026 10:01, Jakub Bilski
05.05.2026 9:04, Edyta Wara-Wąsowska
05.05.2026 8:24, Mateusz Krakowski
05.05.2026 7:44, Mariusz Lewandowski
04.05.2026 15:47, Mateusz Krakowski
04.05.2026 14:56, Aleksandra Smusz
04.05.2026 14:02, Edyta Wara-Wąsowska
04.05.2026 13:19, Marcin Szermański
04.05.2026 12:33, Marcin Szermański





























