1. Home -
  2. Biznes -
  3. Rolnicy na ulicach Warszawy. Ale Mercosur nie jest chyba wcale zła dla Polski

Rolnicy na ulicach Warszawy. Ale Mercosur nie jest chyba wcale zła dla Polski

Warszawskie ulice znów wypełniły się traktorami. Rolnicy protestują przeciwko planowanej umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur – blokiem gospodarczym zrzeszającym Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj.

Jerzy Wilczek09.01.2026 15:21
Biznes

Hasła są donośne: ochrona polskiego rolnictwa, bezpieczeństwo żywnościowe, sprawiedliwy handel. Ale czy za tymi postulatami kryje się rzeczywista troska o przyszłość polskiej wsi, czy raczej krótkowzroczny protekcjonizm?

Protekcjonizm brzmi bezpiecznie, ale nie działa

Łukasz Wojdyga z Centrum Studiów Strategicznych WEI nie ma wątpliwości: protekcjonizm to złudne bezpieczeństwo. Zamknięcie rynku nie rozwiązuje problemów – w najlepszym razie je maskuje, a w najgorszym – pogłębia.

Umowa z Mercosur nie oznacza bowiem bezładnego napływu taniego mięsa, jak sugerują protestujący. Przeciwnie – wprowadza precyzyjne kontyngenty ilościowe, okresy przejściowe i utrzymanie ceł po przekroczeniu ustalonych limitów. To nie otwarcie granic na oścież, lecz kontrolowana liberalizacja w ściśle określonych ramach.

Import wołowiny czy drobiu z Ameryki Południowej będzie kosztowny logistycznie i skierowany głównie do niszowych segmentów rynku. Tymczasem Polska nie jest ofiarą globalizacji – jest jednym z europejskich liderów w produkcji drobiu. Blokowanie konkurencji nie uczyni nas silniejszymi. Wręcz przeciwnie: utrwali nieefektywne struktury produkcji i wyhamuje innowacje.

Koszty ponoszą wszyscy

Ochrona rynku przed zagraniczną konkurencją to nie tylko problem rolników. To także problem konsumentów, którzy płacą wyższe ceny za żywność. To problem przemysłu spożywczego, który traci szanse na tańsze surowce. To wreszcie problem całej gospodarki, która słabnie bez presji na modernizację i rozwój.

Co więcej, żywność importowana z krajów Mercosur musi spełniać te same unijne normy sanitarne i bezpieczeństwa co produkcja krajowa. Jeśli europejskie rolnictwo traci konkurencyjność, przyczyna nie leży w zawieraniu umów handlowych, lecz w rosnącym brzemieniu regulacji, kosztów klimatycznych i biurokracji, którymi UE obciąża własnych producentów – często bez realnego wsparcia.

Prawdziwe wyzwanie: nie handel, lecz nadregulacja

Polska gospodarka rozwinęła się dzięki otwartym rynkom. Nasz eksport rolno-spożywczy kwitnie właśnie dlatego, że mamy dostęp do rynków europejskich i światowych. Odrzucenie umowy z Mercosur nie rozwiąże problemów polskich rolników – za to osłabi pozycję negocjacyjną Polski w Unii i na arenie międzynarodowej.

Jak podkreśla Wojdyga, handel nie jest zagrożeniem. Zagrożeniem jest udawanie, że można budować dobrobyt w izolacji. Jeśli naprawdę zależy nam na polskim rolnictwie, powinniśmy walczyć nie z konkurencją, lecz z nadmierną regulacją, brakiem wsparcia dla modernizacji i chaosem decyzyjnym w samej Unii Europejskiej. Protekcjonizm daje tylko iluzję bezpieczeństwa. Prawdziwe bezpieczeństwo – także żywnościowe – buduje się przez konkurencyjność, a nie przez mury celne.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi