Najpierw Kaja Godek obraża homoseksualistów, a potem zbiera od internautów pieniądze na adwokata, który będzie jej bronić

Społeczeństwo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (134) 26.07.2019
Najpierw Kaja Godek obraża homoseksualistów, a potem zbiera od internautów pieniądze na adwokata, który będzie jej bronić

Rafał Chabasiński

Potrzeba uzewnętrzniania własnych poglądów bywa kosztowna. Zwłaszcza wtedy, kiedy te poglądy są niepożądane z punktu widzenia obowiązującego prawa karnego. Znana aktywistka pro-life i działaczka Konfederacji, Kaja Godek, zbiera pieniądze na adwokata. Wszystko przez jej homofobiczne wypowiedzi. 

Zrównywanie homoseksualizmu z pedofilią jest nie tylko obrzydliwe, jest także cyniczną grą mającą odwrócić uwagę społeczeństwa

Nie da się ukryć, że prawicę opanowała ostatnio istna paranoja skierowana przeciwko osobom LGBT+. Czasami słabo ukrywana pod płaszczykiem „walki z ideologią, nie z ludźmi”.  Kulminacją homofobicznej histerii , jak na razie, były wydarzenia w Białymstoku. Fizyczne ataki na uczestników tamtejszego Marszu Równości, przeprowadzane wręcz pod patronatem lokalnych kościelnych hierarchów, wzburzyły opinię publiczną w całej Polsce. Do tego warto wspomnieć o aferze z naklejkami dołączanymi do „Gazety Polskiej”, z napisem „Strefa wolna od LGBT„. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami zorganizowanego, ogólnokrajowego seansu nienawiści. Nie oznacza to jednak, że prawicowi komentatorzy co rusz nie dodają od siebie kolejnych zarzutów skierowanych w stronę osób LGBT+. Najczęściej zupełnie zmyślonych, bądź po prostu absurdalnych.

Najlepszym przykładem takiego absurdu są słowa Kai Godek, aktywistki pro-life i jednej z liderek Konfederacji. Stwierdziła ona, że: „To pederastia jest wstępem do pedofilii i to pokazuje film Sekielskich (…) Teraz geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je molestować i gwałcić, takie są fakty„. Jak się łatwo domyślić, „fakty” są troszeczkę inne. Dokument „Tylko nie mów nikomu” opowiadał o zjawisku pedofilii w Kościele. Oczywiście, wątki homoseksualne się pojawiały – cechą wspólną byli jednak księża, nie geje. Prawicowa narracja uderzająca w osoby LGBT+ ewidentnie stanowi zasłonę dymną mającą odwrócić uwagę Polaków, zwłaszcza wyborców, od istoty problemu. Teraz Kaja Godek zbiera pieniądze od internautów za pomocą swojego konta na Twitterze. Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś postanowił wyciągnąć względem niej konsekwencje.

Kaja Godek zbiera pieniądze od internautów – prawdopodobnie prawnik faktycznie jej się przyda

Czy to oznacza, że słowa Kai Godek należy rozpatrywać w kategoriach politycznego „wędzonego śledzia”? Bynajmniej. Przede wszystkim, wydają się być na bakier z niektórymi przepisami prawa. Przekonani o tym fakcie są członkowie organizacji pozarządowej „Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych”. Zdaniem prawicowej aktywistki, grupa ta skierowała przeciwko niej pozew. Ze ściśle prawnego punktu widzenia, chodzi o coś poważniejszego – o akt oskarżenia z art. 212 §2 kodeksu karnego.

Zgodnie z §1 tego artykułu, osoba pomawiająca grupę osób o postępowanie, bądź właściwości, mogące ją poniżyć w oczach opinii publicznej, ryzykuje karę od albo karze ograniczenia wolności. Jeśli jednak do zniesławienia doszło za pomocą środków masowego przekazu, jak w przypadku Kai Godek – chodzi w końcu o wywiad dla Polsat News, zagrożenie karą rośnie nawet do roku pozbawienia wolności.

Kaja Godek zbiera pieniądze na adwokata nie bez powodu. Już pierwszy rzut oka na jej wypowiedź daje duże prawdopodobieństwo wyczerpania znamion wskazanego w akcie oskarżenia przestępstwa. Twierdzeń o gejach chcących adoptować dzieci po to, by je gwałcić, po prostu nie da się obronić jako prawdziwych. Są nie tylko pomówieniem, do tego wyjątkowo paskudnym i cynicznym. Nie wspominając już o homofobii, rozumianej jako irracjonalną wrogość względem homoseksualistów – nie jako „strach” przed nimi.

Od antyaborcyjnej aktywistki, przez członkinię rady nadzorczej państwowej spółki, po liderkę prawicowej Konfederacji: Kai Godek nie sposób odmówić ciekawej kariery

Co ciekawe, jak zauważyła Wirtualna Polska, podany przez kobietę numer konta fundacji Życie i Rodzina niekoniecznie pokrywa się z tym widniejącym na stronie fundacji. Działaczka zapewnia jednak, że to po prostu konto dedykowane sprawom związanym z procesami jako takimi. Samo oskarżenie określiła mianem aktu „terroru przeciw osobom broniącym dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym.”

Kaja Godek jest znana przede wszystkim jako aktywistka ruchu pro-life. W latach 2013 i 2015 była pełnomocnikiem inicjatywy „Stop Aborcji”. Pod projektem ustawy zakazującym przerywania ciąży udało się zebrać 830 tysięcy podpisów. Jest członkiem zarządu fundacji Życie i Rodzina, a także jedną z liderów Konfederacji. Ten ultraprawicowy ruch polityczny zrzesza obecnie głównie narodowców, oraz zwolenników Janusza Korwin-Mikkego. Godek zasiadała również w zarządzie Warszawskich Zakładów Mechanicznych. Kiedy jednak zaczęła krytykować rządzące Prawo i Sprawiedliwość w sprawie aborcji, oraz związała się politycznie z Konfederacji, została z tego stanowiska usunięta.