Do walki z pandemią będzie można przymusowo kierować studentów, doktorantów czy ratowników – ale nie tylko ich. Lekarze nie kryją niepokoju

Gorące tematy Zdrowie dołącz do dyskusji (179) 20.10.2020
Do walki z pandemią będzie można przymusowo kierować studentów, doktorantów czy ratowników – ale nie tylko ich. Lekarze nie kryją niepokoju

Paweł Mering

Przymuszenie lekarzy do pracy przy zwalczaniu epidemii, wyrażone dobitniej, niż kiedykolwiek, znajduje się w procedowanej ustawie covidowej. Część lekarzy wskazuje, że jest to rozwiązanie beznadziejne. A ja sam nie wiem, co o tym myśleć. 

Przymuszenie lekarzy do pracy przy zwalczaniu epidemii

Na swoim profilu na Facebooku lek. Bartosz Fiałek odniósł się do projektu dużej ustawy covidowej. Część przepisów w mojej opinii jest konieczna, jak ustanowienie legalnych kar za brak maseczki, a także wprowadzenie faktycznego, niemalże wolnego od wątpliwości prawnych (bowiem kwestia stanu nadzwyczajnego nie znika) obowiązku zakrywania ust i nosa.

Tak – jeżeli przepisy wejdą w życie, to nakaz zakrywania nosa i ust będzie w końcu legalny i niewątpliwy, co więcej, będzie mógł być podstawą odpowiedzialności wykroczeniowej. Kary administracyjne w dalszym ciągu będą w mojej opinii nielegalne, ale już mandaty czy grzywny – wręcz przeciwnie.

Abstrahując jednak od maseczek i wracając do tematyki tego wpisu, ustawa zawiera też rozwiązania, które pozwalają na wcielenie medyków spoza Unii Europejskiej do pracy przy zwalczaniu epidemii, ale też studentów, doktorantów, czy lekarzy-rodziców.

Rządzący na poważnie biorą się za walkę z epidemią, nie wykazując żadnego poczucia winy za poprzednie uchybienia, zaniedbania i polityczne decyzje. Wprawdzie obecne działanie – w ogólnym ujęciu – jest jakkolwiek z grubsza adekwatne, natomiast nie wolno chwalić rządu za to, że robi to, co do niego należy.

Czy przymuszanie lekarzy do pracy to dobra strategia?

Wspomniany na wstępie lekarz zauważył, że do art. 47 ustawy o zwalczaniu epidemii dodany ma zostać ust. 14, rozszerzając osoby mogące zostać powołane do pracy przy zwalczaniu epidemii. Według procedowanych przepisów mogą to być:

  • studenci kierunków przygotowujących się do wykonywania zawodu medycznego
  • doktoranci w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu w dyscyplinach naukowych: nauki medyczne, nauki farmaceutyczne i nauki o zdrowiu
  • osoby kształcące się w zawodzie medycznym
  • osoby posiadające wykształcenie w zawodzie medycznym, które ukończyły kształcenie w tym zawodzie w okresie ostatnich 5 lat
  • ratownicy według ustawy o PRM

Zawód medyczny jest z kolei zawodem, który polega na udzielaniu świadczeń zdrowotnych. Katalog tychże jest szeroki, wobec czego do pracy przy zwalczaniu epidemii przymusić będzie można nie tylko lekarzy, ale też lekarzy dentystów, studentów medycyny i – jak mniemam – wielu innych.

Zmian jest więcej

Lek. Fiałek zauważył, też, że uchylono przepis zakazujący kierowania do walki z epidemią rodziców dzieci do lat 14. Według propozycji, jeżeli osoba brana pod uwagę do pracy ma dziecko poniżej 18 roku życia (i dzieckiem opiekują się dwie osoby mające władzę rodzicielską), to jednego z opiekunów/rodziców można powołać do pracy. Podwyższony może być  też wiek osób mogących otrzymać skierowanie od 60 do 65 lat.

Autor wpisu, ale i komentujący lekarze, słusznie wskazują na pewien problem. Daleki jestem od głoszenia tez, że lekarze są po to, by leczyć, więc nie wolno im protestować. Zgadzam się, że sytuacja służby zdrowia jest beznadziejna od dawna, a rząd podczas pandemii w sposób oczywisty zajmował się polityką.

Wykorzystywanie lekarzy na zasadzie „macie pracować, a spróbujcie odmówić, to zobaczycie, co społeczeństwo powie” jest działaniem bardzo wątpliwym.

Przychylam się do krytycznych opinii środowiska medycznego. Nie jestem jednak ekspertem w tej dziedzinie – dlatego też  wstrzymam się o zdecydowanych osądów.