Wybory w USA: Kamala Harris będzie jak Andrzej Duda. Wiele zaszczytów, zero władzy

Codzienne Zagranica dołącz do dyskusji (27) 05.11.2020
Wybory w USA: Kamala Harris będzie jak Andrzej Duda. Wiele zaszczytów, zero władzy

Jerzy Wilczek

Walka o urząd prezydenta ciągle jest zacięta – i ciągle nie wiemy ostatecznie, jak się skończy. Wszystko jednak wskazuje, że wygra Demokrata. Poza Bidenem to oznacza też triumf Kamalii Harris. Z jednej strony to historyczne wydarzenie. Z drugiej, wydarzenie bez większego znaczenia. No bo czym się właściwie zajmuje wiceprezydent USA?

„Ty, a kim jest wiceprezydent USA?”, zapytał mnie kolega, wielki pasjonat polityki. „Wiceprezydent USA, nooo, ten…..” – starałem się odpowiedzieć. Jednak kompletnie nie pamiętałem.

Przez cztery lata rządów Donalda Trumpa jego zastępca, Mike Pence, bardzo rzadko pojawiał się w serwisach informacyjnych. Tak naprawdę to światowa opinia publiczna poznała go dopiero niedawno, za sprawą drugiego filmu o Boracie. „Dziennikarz z Kazachstanu” wparował na polityczną konwencję, na której występował Mike Pence – i starał się mu ofiarować „prezent” – swoją córkę. Trzeba przyznać, że wiceprezydent USA zachował zimną krew.

Zresztą zachowywał ją przez cztery lata, firmując kolejne szaleństwa swojego przełożonego.

Wiceprezydent USA, a właściwie to wiceprezydentka

Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie zmiana w Białym Domu. Prawdopodobnie wybory w USA jednak wygra Joe Biden, choć sądowe spory mogą jeszcze trochę potrwać.

Za Joe Bidenem przyjdzie też Kamala Harris, stosunkowo młoda senatorka z Kalifornii. To historyczny moment – po raz pierwszy na tym stanowisku znajdzie się kobieta. I po raz pierwszy ktoś, kto nie jest biały – Harris ma hinduskie i jamajskie korzenie.

Jaką władzę będzie jednak miała Harris? Cóż, najprawdopodobniej niewielką. Wiceprezydent w USA niby przewodniczy obradom Senatu, ale głosować nie może. Jego rola w systemie politycznym jest więc głównie reprezentacyjna. Pojawia się na spotkaniach, dba o prestiż władzy, reprezentuje szefa. Sam jednak nie jest ważnym graczem na scenie. I aż siłą rzeczy nasuwają się porównania do prezydenta Dudy…

Niby prezydent w Polsce ma sporą władzę, ale ten aktualny akurat rzadko z tego korzysta. Wiceprezydent USA natomiast po prostu za wiele władzy nie ma. Wychodzi jednak na to samo.

Jednak teoretycznie wiceprezydent w Stanach może zastąpić swojego szefa. Dzieje się tak w trzech przypadkach – śmierci, zrzeczenia się lub usunięcia z urzędu prezydenta. To delikatny temat, ale Joe Biden ma już 77 lat – i nie można wykluczyć, że może mu w pewnym momencie zabraknąć sił do pełnienia swoich funkcji. Wtedy zastąpi go Harris.

W innym przypadku Harris będzie naturalną kandydatką na prezydenta za 4 lata. Biden już zapowiedział, że nie będzie starał się o reelekcję – jeśli w końcu prezydentem zostanie. Pewnie więc o niej jeszcze usłyszymy – i to niekoniecznie za sprawą kazachskiego reportera.

Fot.: Gage Skidmore/Flickr/CC BY-SA 2.0

27 odpowiedzi na “Wybory w USA: Kamala Harris będzie jak Andrzej Duda. Wiele zaszczytów, zero władzy”

  1. Do tych wszystkich, którzy tak lubią segregować ludzi na rasy, pochodzenie itd. (wbrew pozorom to częściej są właśnie lewacy) – do jakiego momentu jestem biały, a kiedy już mieszany? A czarny? Przecież większość tych tzw. czarnych, to kolorem przypomina raczej obsesyjną fankę solarium. A jak mam jednego czarnego przodku, ale gdzieś tam w 4. czy 5. pokoleniu – to jestem już biały, czy jeszcze mogę korzystać z przywilejów, które dostają kolorowi?

      • Kulą w płot, Akurat amerykańskia lewica z Wybrzeży, to ostatnimi czasy niczym innym jak intersekcjonalizm się nie zajmuje.

          • W lewicowej nomenklaturze to funkcjonuje jako „interseckjonalizm”, a nie „intersekcjonalność” (przez analogię, że jest „marksizm”, a nie „marksowość”)¯_(ツ)_/¯

            Co do teorii rasowych, to jak poszli za daleko w promocję samoidentyfikacji, to im wyszły takie kwiatki jak Rachel Dolezal czy Jessica Krug, więc teraz jak najbardziej są za teoriami rasowymi, żeby tego uniknąć.

          • Wikipedia posługuje się formą „intersekcjonalność”, ale rzeczywiście widzę, że w praktyce pojawia się tez -izm. Za tą pierwszą przemawiać może wersja w języku lengłydż — „intersectionality” (nie „intersectionalism”).
            (Zdania nie mam i nie polemizuję — nie wiedziałem, że to się tak nazywa, więc nie zabieram głosu.)

    • Dodam, że w XIX wieku status niewolników mieli ludzie nieodróżnialni od przeciętnego białego, jeśli tylko jeden z ich dziadków był czarny.

  2. Wiceprezydent w USA niby przewodniczy obradom Senatu, ale głosować nie może.

    Może, może głosować — Wiki podaje, że Pence oddał głos w Senacie 8 razy (co ciekawe Biden ani razu; jest nawet ranking i lista wszystkich głosowań po 1945 r.).

    Rola wiceprezydenta nadal nie jest jakaś szczególna, ale to też nie są już czasy Trumana przy FDR (który nic nie wiedział i właściwie prezydenta prawie nie widywał).

    • Doprecyzuję to, co powiedział @Olgierd Rudak:
      Wiceprezydent jest z urzędu marszałkiem Senatu i teoretycznie może przewodzić obradami Senatu (choć zwyczajowo tego nie robi).
      Głosuje on wtedy, gdy Senat nie może się zdecydować nad którąś kwestią, i ma 50-50, 49-49 itd. za jakąś ustawą. Wówczas wiceprezydent oddaje głos decydujący. Dlatego jeśli senat jest kontrolowany 50-50 wg partii, to fajnie jest mieć wiceprezydenta po swojej stronie.

      I tradycyjnie, błędy faktograficzne i inne:

      Poza Bidenem to oznacza też triumf Kamalii Harris.

      To Kamala, nie Kamalia.

      Jego rola w systemie politycznym jest więc głównie reprezentacyjna. Pojawia się na spotkaniach, dba o prestiż władzy, reprezentuje szefa.

      No generalnie nie bardzo, ja bym powiedział że jest wiele bardziej techniczna. Np. obradom w sprawie strategii koronawirusa przewodniczy wiceprezydent; Trump ostatnio pojawił się w kwietniu czy maju na nich. Na wizyty zagraniczne również częściej udaje się prezydent, więc z reprezentacyjnością też średnio. Ale jak najbardziej zgoda, jeśli chodzi o poprawę wizerunku bezpośredniego i jedynego przełożonego.

      Pewnie więc o niej jeszcze usłyszymy – i to niekoniecznie za sprawą kazachskiego reportera.

      Chwila moment. Piszecie, że:
      […] Mike Pence, bardzo rzadko pojawiał się w serwisach informacyjnych. Tak naprawdę to światowa opinia publiczna poznała go dopiero niedawno, za sprawą drugiego filmu o Boracie. „Dziennikarz z Kazachstanu” wparował na polityczną konwencję, na której występował Mike Pence – i starał się mu ofiarować „prezent” – swoją córkę.
      To Mike Pence pojawił się w Boracie 2, nie senatorka Harris.

      Dajcie teksty czytać korektorowi.

  3. Zupełnie się nie zgodzę z tą analizą. Mike Pence nie jest typowym VP, jest znacznie bardziej pasywny niż jego poprzednicy. Teoretycznie mógłby zrobić dosyć dużo i zyskać politycznie jako szef zespołu d/s pandemii, ale po pierwsze nie robi nic, po drugie ten zespół to amatorzy (dosyć dosłownie, w Białym Domu składa się głównie ze stypendystów).

    Ale dajmy na to Dick Cheney, który był vice młodszego Busha był bardzo aktywny, jako były szef Departamentu Obrony po 9/11 był jednym z głównych twórców strategii Wojny z Terrorem, miał ogromny wpływ na politykę resortów siłowych. Joe Biden jako vice Obamy robił nieco mniej, ale też sporo.

    Co do Harris, to warto pamiętać, że to była Prokurator Generalna Kalifornii, więc na 100% Biden da jej wolną rękę w kwestii reformy wymiaru sprawiedliwości. Co jeszcze, to się okaże.

    • Ale dajmy na to Dick Cheney, który był vice młodszego Busha był bardzo aktywny, jako były szef Departamentu Obrony po 9/11 był jednym z głównych twórców strategii Wojny z Terrorem

      Demonicznego Dicka przy GWB bardzo ciekawie pokazali w (skądinąd IMHO bardzo fajnym) filmie „Vice”.

  4. Założenie, że Biden po prostu nie dożyje końca swojej prezydentury jest jak najbardziej realne. Wszak ma on już 77 lat. W dodatku Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce na liście krajów, w których odnotowano najwięcej zachorowań oraz zgonów. Zaraził się sam Trump (było nie było – aktualny prezydent, więc gdzieś kontakt był). A koronawirus jest szczególnie zabójczy dla osób starszych. W takiej sytuacji wybór Kamalii Harris uważam mimo wszystko za trochę więcej niż symboliczny gest w stronę kolorowych mniejszości ze strony Demokratów.

  5. Wygrana Bidena nie jest taka pewna, wszystko rozstrzygnie się dzisiaj około 18, gdy ostateczne wyniki poda Newada (po przeliczeniu 75% głosów Biden prowadzi nieznacznie). Jeśli tu przegra, to Trump już raczej nie odda mu pozostałych 3 stanów (Georgia, Karolina Płn i Pennsylwania).

    Aha, demokrata piszemy małą literą – to nie nazwa własna (ale można pisać Demokraci w sensie partii).

    • Jeżeli prawdą jest, że stosunek głosów oddanych zdalnie (pocztą) jest 3 do 1 dla Demokratów, to szansa Bidena na wygranie w którymkolwiek z wahających się stanów (wliczając w to Arizonę) są większe niż Trumpa. I on chyba zdaje sobie z tego sprawę – stąd próba zablokowania dalszego liczenia głosów, gdyż to głosy nieoddane „na miejscu” są liczone właśnie teraz.

      • Arizona jest już rozstrzygnięta, jak podaje AP. Mimo że podliczono dopiero 89% głosów Trump już Bidena nie dogoni.

    • Wygrana Bidena jest pewna.Wystarczy mu Nevada, w której prowadzi, do tego, żeby wygrać 270:268.

      Wiadomo też, że wygra w Pennsylwanii, gdzie teraz są liczone głosy z Pittsburga, Filadelfii oraz głosy korespondencjne, wśród których 80% jest na Bidena (stąd też trumpiści kombinują jak to zatrzymać). Arytmetycznie, to jeśli będzie szło jak idzie, to Biden wygra Pennsylwanię mają 200-300 tysięcy głosów przewagi.

      Być może wygra w Georgii i Północnej Karolinie, dokładnie nie wiadomo, ale przewaga Trumpa wraz z liczeniem głosów korespondecyjnych bardzo szybko maleje. Nikt nie jest w stanie powiedzieć kto wygra, ale analitycy dają ułamek procenta przewagi Bidenowi.

      Podsumowując, wiadomo że wygra, nie wiadomo jak dużą przewagą.

        • Po pierwsze, wyniki są odświeżane w Nevadzie codziennie wg ogłoszenia departamentu stanu Nevady, a nie na bieżąco. Stąd „zwłoka”.
          Po drugie, Nevada liczy wszystkie głosy, które przyjdą:
          – w ciągu 3 dni po wyborach do godz. 17 czasu lokalnego, jeśli stempel pocztowy jest nieczytelny;
          – 7 dni po wyborach, jeśli stempel jest czytelny i na stemplu widnieje data 3 listopada bądź wcześniejsza.
          Ostatecznych wyników nie poznasz prędko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *