Polska będzie miała swój „lotniskowiec” na miarę naszych możliwości. Tylko gorzej

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (50) 03.10.2017
Polska będzie miała swój „lotniskowiec” na miarę naszych możliwości. Tylko gorzej

Udostępnij

Krystian Matejko

Czasami tak się zdarza, że pójdziemy do sklepu i wrócimy z niepotrzebnymi zakupami, bądź kupimy coś, co już posiadamy lub, co najgorsze, kupimy coś, co będzie generować kolejne zakupy (np. drukarkę z drogą eksploatacją).

Podobna sytuacja dotyczy naszego „flagowego” okrętu patrolowego „Ślązak”, a wcześniej korwety „Gawron”. Sytuacja wygląda tak: kiedyś coś kupiono, zainstalowano, to się zestarzało, a teraz chcemy rozbudować i dokupić nowe, a stare jest stare i może już nie działać.

Historia patrolowca „Ślązak”, wcześniej korwety „Gawron” jest długa i zawiła. Na początku „Gawron” był budowany zgodnie z umową z roku 2001. W międzyczasie do tej umowy wprowadzono dwadzieścia jeden aneksów oraz dwa porozumienia częściowe. Tak minęło 12 lat budowy i w 2013 (z kolejnym aneksem oraz z kolejną nową umową) zdecydowano o zmianie konfiguracji. I tak z korwety „Gawron” zrobiono patrolowca „Ślązak”. Cała zmiana pięknie wyglądała na papierze, ale tak naprawdę nikt nie znał stanu technicznego okrętu.

Produkcja staroci

Ciężko w sumie znać stan techniczny okrętu, jeżeli jest budowany ponad dekadę. Generalnie przetarg nie stał w miejscu, lecz co jakiś czas, w ciągu tylu lat (2001-2017), były w nim montowane urządzenia. W tym także elementy napędu głównego. Przez ten okres czasu, wiele z tych urządzeń po prostu straciło gwarancję. Dodatkowo, ciężko też sprawdzić, jak takie „nowe” urządzenia zachowają się przy rozruchu maszyny. Oczywiście część mechanizmów głównych, takich jak silniki i agregaty uruchamiano i działały bez uwag. Jednak trzeba zwrócić uwagę na pozostałe części, które należy co jakiś czas wymieniać, takie jak zawory, uszczelki, czy elementy gumowe, które z racji wieku mogą być już awaryjne.

Kolejnym ważnym faktem jest to, że okręt został poddany próbom portowym 6 sierpnia 2017 roku (16 lat po rozpoczęciu budowy), które z dużym prawdopodobieństwem wykazały realny stan jednostki.

Wzrost spadku optymizmu

Inspektorat Uzbrojenia był dobrej myśli i planował zakończenie budowy okrętu w lipcu 2018 roku. Niemniej jednak, dwa tygodnie później, płk Bogusławski komunikował w Sejmie o kolejnym przesunięciu terminu przekazania Ślązaka naszej flocie, czyli na przełomie roku 2018-2019. Chociaż z twierdzeń Pana Pułkownika wynika raczej, że są to przewidywania oraz przypuszczenia.

Generalnie same próby portowe są już sukcesem, ale należy pamiętać, że są to próby statyczne – bez drgań, przeciążeń, wibracji, itd. Kolejnym etapem są próby bardziej obciążeniowe, czyli jak jednostka zachowa się podczas rejsu, przy zwrotach, długiej pracy i innych warunkach, a to już może sprawiać kolejne niespodzianki. Pamiętajmy, że jest to okręt wojskowy, który musi wytrzymywać trudne warunki pracy, takie jak np. (wiem, że to zabrzmi ironicznie, ale …) ostrzał.

Dodatkowo, okazuje się, że prawnie też sytuacja nie jest ciekawa, gdyż (prawdopodobnie) koordynatorem budowy „Gawrono/Ślązaka” jest Inspektorat Uzbrojenia, ale z powodu sprzedania Stoczni Marynarki Wojennej – właścicielem jest już MON. Jak się zmienił właściciel, to należy rozliczyć poprzednią umowę (zrealizowaną w 96%), podpisaną ze Stocznią Marynarki Wojennej i zawrzeć kolejną z nowym wykonawcą oraz dwoma podmiotami realizującymi budowę. Też nie wiadomo o jakich pieniądzach jest mowa.

Korweta Gawron patrolowcem Ślązak

Pod wielkim znakiem zapytania stoją koszty, które najprawdopodobniej będzie musiał ponosić Zamawiający (ciężko stwierdzić który), na serwisowanie pogwarancyjnych urządzeń zainstalowanych już na jednostce – na przykład na etapie prób morskich, czy nawet prób bojowych. Jest duże prawdopodobieństwo, że część kilkunastoletniego wyposażenia szybko pójdzie do remontu. Problemem jest też odpływ wysoko wyspecjalizowanej kadry na przestrzeni 16 lat, która mogłaby zapewnić specjalistyczny serwis.

Jak widać problemów jest dużo. Na przestrzeni lat zmieniła się nie tylko technologia, ale też i warunki własnościowe. Zmiana koncepcji też nie pomogła. Wszystko to tak rozciągnęło się w czasie, że trzeba będzie wymieniać nowe elementy, które nie były nigdy używane. Tylko jeszcze nie wiadomo które.

Okręt na miarę naszych możliwości

Cóż tutaj można więcej powiedzieć. Przetarg, realizacja umowy, ciągłe zmiany,  dziwne koncepcje, doprowadziły do tego, że będziemy mieć nowoczesny okręt patrolowy, który jednocześnie będzie już stary. Pewny paradoks. Wiem, że jest to duża, skomplikowana i czasochłonna inwestycja. Podejrzewam, że istotą problemu była, co rusz, zmiana koncepcji przez kolejne ekipy rządzące. Tak jak w normalnym biznesie – największą cnotą cenioną przez przedsiębiorców jest stabilność i przewidywalność. A nie rewolucja co cztery lata. Cały ten nasz produkt przypomina mi rosyjski lotniskowiec – Admirał Kuzniecow. Wielki okręt, wiele technologii, ogromy wysiłek poniesiony podczas budowy i co? Ładnie wygląda, ciągle w remoncie, a przydatność bojowa – raczej umiarkowana.

50 odpowiedzi na “Polska będzie miała swój „lotniskowiec” na miarę naszych możliwości. Tylko gorzej”

  1. Interesujące jest to, że casus Gawrona/Ślązaka nie daje do myślenia sporemu i dość hałaśliwemu gronu zwolenników budowy okrętów podwodnych w krajowych stoczniach. Osoby choćby śladowo zorientowane w temacie wiedzą, że wymagania dotyczące materiałów do produkcji oraz samego procesu (narzędzi i umiejętności personelu) budowy okrętu podwodnego są znacznie wyższe, niż w przypadku jednostek nawodnych. Żadna polska stocznie nie jest do tego przygotowana. I raczej nie zdoła się przygotować – firmy specjalizujące się w tego typu produkcji są w świecie nieliczne i swoich specjalistów kształcą latami.
    Niezdatny do niczego Ślązak kosztuje nas więcej, niż wyniosłyby nakłady na zakup gotowej jednostki w Niemczech. W przypadku okrętów podwodnych będzie z tym IMHO jeszcze gorzej. Bo jak kadłub Gawrona można od biedy wyposażyć w uboższe, niźli pierwotnie planowano, uzbrojenie i sensory, po czym wysłać na morze z nadzieją, że jakiś potencjał ta osobliwa konstrukcja jednak sobą przedstawia, to tego samego z okrętem podwodnym raczej zrobić się nei da.

    • To wszystko prawda co napisałeś, ALE :
      – jednym z warunków offsetu jest pozyskanie tychże zdolności przez polskie stocznie [dlatego od kilku lat Niemcy, Francuzi i Szwedzi jeżdżą po polskich stoczniach i zastanawiają się jak to zrobić]
      – tutaj koncepcja raczej się nie zmienia – kupujemy projekt z półki i tylko próbujemy wyprodukować go w Polsce

    • Trudno się nie zgodzić ale jeżeli chce się mieć własny przemysł to niestety trzeba na start wyłożyć duże pieniądze, to jest efekt długoletnich zaniedbań.
      Pytanie kupić czy wyłożyć kilka razy więcej na własny przemysł. W mojej opinii lepiej wyłożyć po pierwsze dlatego że po jakimś jakimś cześć kosztów na rozwój powinna zwracać się z sprzedanych jednostek a po drugie tylko po to aby nie mieć powtórki z Gruzji gdzie drogie drony nagle stały się cegłówkami.

  2. Już dawno tego nielota (Gawron) trzeba było sprzedać.Chińczycy kupują nawet niedokończone okręty.
    Przypominam,że budowa była tak dynamiczna,że gwarancja na silniki skończyła się na długo zanim obiekt (nie chcę obrażać okrętów) zwodowano.
    Sprzedaż,nawet ze stratą była jedyną racjonalną decyzją,ale wtedy nie dało by się kręcić lodów przy kolejnych przetargach.
    Pieniądze jakie nomen omen utopiono w tym projekcie starczyły by spokojnie sfinansować amunicję dla naszych żołnierzy by na manewrach organizowanych z sojusznikami też strzelali zamiast się przyglądać jak inni strzelają.

  3. Jak by nie przygladac sie Kuzniecowowi…czy on taki czy siaki,czy przestarzaly ma naped….ma jedna podstawowa zalete…jego sila bojowa jest wieksza od naszej calej „floty wojennej”…upssss

  4. A po co Polsce marynarka wojenna? Zadaję to pytanie całkiem na serio; czy nie wystarczy nam obrona wybrzeża? Jaki jest sens utrzymywania marynarki wojennej na Bałtyku? Po co nam bardzo drogi w utrzymaniu okręt desantowy (Wojsko Polskie ma plan dokonywania jakichś desantów? Na co?)? Po co nam fregaty oceaniczne OHP (potwornie drogie w utrzymaniu), czy nasze wojsko będzie dokonywać „projekcji siły” w dalekich regionach świata? Po co nam ostatecznie ten patrolowiec? Czy spodziewamy się bitwy morskiej na Bałtyku? Czy naprzeciw siebie wypłyną okręty nasze i wrogie i stoczą pojedynek artyleryjski? – serio? tak wygląda współczesna wojna? Siła okrętów polega na tym, że nie wiadomo, gdzie one się znajdują. Okręty USA pływają sobie po całym świecie i pojawiają się nagle to tu, to tam – eksponując siłę. A nasza marynarka tego rodzaju, gdzie się schowa? Na Bałtyku? Przecież to jest „jezioro” mały akwen, który objąć można z powietrza wzrokiem. Te okręty zostaną zniszczone rakietami zanim zdążą zrobić cokolwiek… Moim zdaniem – jeżeli w ogóle potrzebujemy marynarki wojennej – to niech to będzie kilka małych, cichych i trudno wykrywalnych okrętów podwodnych przystosowanych do niszczenia rurociągów i kabli podwodnych; a nie wrogich jednostek za pomocą torped. Do tego jakaś sensowna obrona wybrzeża. Będzie taniej i chyba lepiej (skuteczniej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *