Niemal połowa polskich naukowców i inżynierów to kobiety. I nikogo to szczególnie nie dziwi

Gorące tematy Praca Społeczeństwo dołącz do dyskusji (480) 25.02.2021
Niemal połowa polskich naukowców i inżynierów to kobiety. I nikogo to szczególnie nie dziwi

Szymon Pękala

Wg danych eurostatu w Polsce mamy najwyższy spośród dużych krajów Europy odsetek kobiet wśród naukowców i inżynierów (49%). Więcej od nas mają jedynie małe kraje takie jak Litwa, Łotwa czy Irlandia. 

Nieco niższy odsetek ma Hiszpania czy Szwecja. Za to kategorycznie mniej mają Francja (40%), Niemcy (33%), Włochy (34%), czy Wlk. Brytania (41%). W powiązanym temacie można też wspomnieć, że Polska ma też także jeden z najwyższych w Europie odsetków kobiet na stanowiskach menadżerskich (41%). O ¼ więcej niż średnia UE (33%) i o ⅓ więcej niż Niemcy (29%)

W ramach ciekawostki można też wspomnieć, że najwięcej kobiet wśród naukowców i inżynierów jest w “konserwatywnej, zaściankowej, ciemnogrodzkiej” ścianie wschodniej. Nie tylko najwięcej, ale i więcej od mężczyzn. W województwach takich jak Lubelskie, Podkarpackie czy Podlaskie kobiety stanowią ponad 50% naukowców i inżynierów. Można tu także nadmienić, że we wschodnich województwach także kobiety zarabiają, uśredniając, więcej niż mężczyźni.

Niemal połowa polskich naukowców i inżynierów to kobiety

Przyczyn tych rozbieżności między Polską a większością krajów zachodnich jest oczywiście bardzo wiele i absolutnie nie da się sprowadzać tego do jednego czynnika. Chciałbym natomiast zwrócić tutaj uwagę na pewien temat, który najprawdopodobniej się do tego dokłada, a który jest niezwykle rzadko poruszany.

A mianowicie tego, że historycznie różnica w postrzeganiu męskich i żeńskich ról społecznych oraz przemiany na tym polu startowały u nas z zupełnie innego punktu niż na zachodzie. Zapominanie o tym bardzo często dochodzi do niezbyt przemyślanego przenoszenia na polski grunt amerykańskich czy brytyjskich realiów i zażaleń w temacie kobiet wchodzących w tradycyjnie męskie role zawodowe i społeczne.

W wielu krajach zachodniej Europy punktem zwrotnym dla emancypacji zawodowej kobiet były dopiero wojny światowe, które to okresowo zmniejszyły ilość mężczyzn dostępnych do pracy. Słynna Rózia Nitowaczka wołająca z plakatu “we can do it” powstała dopiero w roku 1942. Tymczasem w Polsce podobna sytuacja, czyli niedobór mężczyzn wymuszający i normalizujący większy udział kobiet w tradycyjnie męskich dziedzinach życia, głównie zawodowego nastąpiła znacznie wcześniej. A mianowicie w czasach upadłych powstań, zsyłek na Sybir i prześladowań przez zaborców.

Obraz Polki zarządzającej gospodarstwem czy zajmującej funkcję publiczną już zaczął się normalizować znacznie wcześniej niż w USA czy Wlk. Brytanii

Na temat ten silny wpływ miało też wyraźnie odmienne od naszego rozumienie kobiecych ról społecznych jakie występowało poprzez historię w protestanckich krajach anglosaskich. Na ziemiach polskich kobiety miały prawo do osobistego posiadania majątku, dziedziczenia przez córki na równi z synami, czy do rozdzielności majątkowej w małżeństwie już w średniowieczu. W Wlk. Brytanii podobne prawa zostały uchwalone dopiero w drugiej połowie XIX w. Z kolei w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 70-tych XX w. kobieta nie mogła założyć konta w banku bez zgody męża.

I pomimo iż oczywiście widok kobiet w tradycyjnie męskich zawodach czy funkcjach publicznych został już w dużej mierze znormalizowany w krajach Europy i Ameryki Płn, to warto pamiętać, że na niektórych płaszczyznach w krajach zachodnich jest to znacznie świeższa zmiana niż w Polsce. Dlatego też gdy amerykańskie feministki krzyczą, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu kobiety nie miały podstawowych praw, to może i jest to przesada, ale nie aż tak duża jak mogłoby się wydawać. Jednak bezpośrednie przenoszenie tych haseł na nasz grunt to już nie przesada, a groteskowy absurd.

Można na koniec zwrócić jeszcze uwagę na ciekawą rzecz. News wspomniany na początku ma już dobre kilka dni i zdążył już zaistnieć w polskim internecie. Można by pomyśleć że będzie to powód do radości dla środowisk deklarujących się jako “walczące z dyskryminacją i stereotypami”. Tymczasem próżno szukać o nim wzmianki w Wysokich Obcasach, Dziewuchach Dziewuchom, czy jakimkolwiek innym dużym portalu feministycznym. Dlaczego jednak środowiska, które tak chętnie informują o wszystkich negatywnych i oburzających newsach w tym temacie, nie dzielą się pozytywnymi informacjami które mogłyby sugerować, że nie jest aż tak źle? To już zostawiam do samodzielnej rozwagi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *